Szerszy lockdown na Wielkanoc. Rząd ogłosił nowe obostrzenia. Dużo zmian

Szerszy lockdown w całej Polsce. Zgodnie z zapowiedzią, rząd wprowadza od soboty dodatkowe obostrzenia na Wielkanoc. Sklepy meblowe i budowlane, żłobki, przedszkola, salony fryzjerskie zostaną zamknięte. Nowe obostrzenia będą obowiązywać przez najbliższe dwa tygodnie.
Zobacz wideo

W czwartek premier Mateusz Morawiecki i szef resortu zdrowia Adam Niedzielski ogłosili nowe obostrzenia na czas świąt Wielkiej Nocy. - Polska znajduje się w najtrudniejszej sytuacji od 13 miesięcy. Napór trzeciej fali jest bardzo silny. Mamy zajęte ponad 70 procent łóżek i stanowisk respiratorowych. Jesteśmy o krok przekroczenia granicy wydolności służby zdrowia. Zrobimy wszystko, by uniknąć takiego scenariusza - powiedział premier. 

Premier zaapelował też, żeby Wielkanoc spędzić w gronie tylko najbliższej rodziny. - Ograniczenie mobilności i swobód gospodarczych jest konieczne; musimy zaostrzać te rygory - wskazał Morawiecki. 

Nowe obostrzenia na Wielkanoc. Co się zmieni?

- Trzecia fala przewyższy to, z czym mieliśmy do czynienia jesienią. Większa liczba zachorowań i zdecydowanie większa liczba hospitalizacji. Pojawienie się mutacji brytyjskiej działa w kierunku nie tylko większej zakaźności, to również powoduje, że więcej osób trafia do szpitala. Dociskamy hamulec awaryjny w sytuacji krytycznej - przekonywał Adam Niedzielski.

Potem ogłosił nowe obostrzenia. Mają obowiązywać od soboty 27 marca przed 2 tygodnie: 

  • wielkopowierzchniowe sklepy budowlane i meblowe zostaną zamknięte (rozwiązanie dotyczy handlu detalicznego);
  • w placówkach handlowych i innych punktach, jak poczta, będą bardziej rygorystyczne normatywy - 1 osoba na 20 m kw. (sklepy powyżej 100 m kw.);
  • kościoły nowy limit osób - 1 osoba na 20 m kw. (przy odstępach);
  • salony fryzjerskie, urody i kosmetyczny zamknięte do 9 kwietnia ;
  • żłobki i przedszkola zostaną zamknięte z jednym wyjątkiem, który dotyczy medyków i służb porządkowych; 
  • obiekty sportowe tylko do dyspozycji profesjonalistów; 

Koronawirus w Polsce. Nowy rekord zakażeń

Ostatnie dwa dni przyniosły zatrważające wysokie dzienne przyrosty nowych zakażeń koronawirusem w Polsce. W czwartek zanotowano 34 151 nowych przypadków zakażeń. Najwięcej od początku pandemii. W związku z COVID-19 zmarło 520 osób. Z kolei W środę (24 marca) resort zdrowia poinformował o 29 978 nowych przypadkach zakażeń. Ostatniej doby w związku z COVID-19 zmarło 575 osób. W związku z COVID-19 życie straciło już ponad 50 tys. osób.

Komentując te dane prof. Tomasz Wąsik z Uniwersytetu Medycznego w Katowicach przestrzegał, że rzeczywista skala zakażeń jest kilkukrotnie większa niż wynika to z oficjalnych danych. - Jeśli weźmiemy pod uwagę, że mamy najgorszy system testowania w Europie i najwyższy odsetek testów pozytywnych, bo nie testujemy populacyjnie, a jedynie klinicznie - osoby objawowe, to w mojej opinii tę liczbę podawaną przez ministerstwo trzeba przemnożyć razy pięć - mówił ekspert i apelował, żeby w Wielkanoc zostać w domach i nie spotykać się z bliskim. 

Koronawirus. Apel do proboszczów

Eksperci są zgodni, że rząd powinien zamknąć kościoły na Wielkanoc, albo znacznie ograniczyć liczbę wiernych, którzy mogliby uczestniczyć w mszach świętych. W środę minister zdrowia Adam Niedzielski spotkał się z biskupami w tej sprawie. Wieczorem wydano tylko dość ogólne oświadczenie, w którym zaapelowano do proboszczów o przestrzeganie obostrzeń. 

Koronawirus. Władza klęka przed koronawirusem

Politykę rządu wobec pandemii krytykował w TOK FM Bartosz Arłukowicz, europoseł PO. Według byłego szefa MZ obecny minister jest "owładnięty strachem przed podejmowaniem decyzji". - Nie jest odwagą zamykać cały kraj, tylko zarządzać pandemią lokalnie. Pracować z samorządowcami, którzy wiedzą, gdzie na ich terenie, np. które zakłady pracy, są najbardziej narażone. Nie prowadzimy aktywnej walki, pasywnie się cofamy. Każdego dnia robimy krok do tyłu, klękamy przed wirusem i wszystko kończy się całkowitym lockdownem – podsumował Arłukowicz.

Lockdown w Polsce. "Trzeba przydusić trzecią falę"

Władze od początku tygodnia dawały Polakom do zrozumienia, że w Wielkanoc trzeba zacząć się liczyć z nowymi obostrzeniami. W poniedziałek prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19 w Polsat News stwierdził, że rząd zaczyna rozważać zamknięcie Polski. - Dwa tygodnie temu wprowadziliśmy obostrzenia w dwóch województwach narażonych na wzrost liczby chorych. Ona po dwóch tygodniach przestała rosnąć w dramatyczny sposób. Nasze obawy rodzi zwłaszcza ta notowana na Mazowszu i na Śląsku - ocenił prof. Horban. Jego możliwe, że od niedzieli wszystko będzie zamknięte "jeśli w środę czy czwartek zbliżymy się do liczby wyraźnie przekraczającej 30 tysięcy zakażeń". - Wówczas to będzie nie tylko potencjalny, ale i realny scenariusz - mówił.

We wtorek premier Mateusz Morawiecki powiedział dziennikarzom, że najpóźniej w czwartek poznamy nowe obostrzenia. Swoje słowa powtórzył w środę. - Popatrzmy na to, co dzieje się u naszych sąsiadów. W Niemczech również w samochodach prywatnych konieczne jest zakładanie maseczek, godzina policyjna w wielu krajach UE. Z taką trzecią falą właśnie się dzisiaj mierzymy i właśnie dlatego my także jutro rano zaprezentujemy dodatkowe obostrzenia, które są konieczne, żeby z jednej strony wypłaszczyć, a z drugiej strony przydusić tę trzecią falę - powiedział premier. Morawiecki zapowiedział również uruchomienie kolejnej tarczy finansowej dla przedsiębiorców z branż najbardziej dotkniętych pandemią, gdyż "są branże, które od października w niewielkim stopniu lub prawie wcale nie mogą funkcjonować".

Obostrzenia w całym kraju

Przypomnijmy, obecne obostrzenia obowiązują od soboty (20 marca). Na ich mocy rząd rozszerzył lockdown obowiązujący wcześniej w czterech województwach, na cały kraj. Zamknięte są galerie handlowe (z wyjątkiem niektórych punktów usługowych czy sklepów pierwszej potrzeby), baseny i ośrodki sportowe, hotele, kina, teatry czy muzea. Stale zamknięta zostaje branża gastronomiczna, a restauracje czy kawiarnie mogą serwować dania jedynie na wynos. 

Od poniedziałku cała szkoła (także najmłodsi uczniowie klas I-III) pracuje w trybie zdalnym. Jak przekonywała w TOK FM Aleksandra Piotrowska, psycholożka dziecięca, z dostępnych danych wynika, że ciągłe zmiany w systemie nauki szkodzą uczniom. - Wszystko wskazuje na to, że nasze dzieci zapłacą sporą - i nie wiadomo, jak długo utrzymującą się - cenę za to, co my dorośli im teraz urządzamy. Bo pandemia wpływa na wszystkie sprawdzalne aspekty rozwoju młodych ludzi. Od kondycji kręgosłupa, przez kompetencje społeczne, po ogólne zadowolenie z życia. Te wszystkie podstawowe wymiary leżą i rozpaczają - przyznawała.

Powyższe obostrzenia miały obowiązywać do 9 kwietnia, ale przedstawiciele rządu uprzedzali, że jeżeli sytuacja epidemiczna będzie tego wymagać, zostaną zmodyfikowane wcześniej. 

DOSTĘP PREMIUM