Prawie 30 tys. nowych zakażeń. "Dane trzeba przemnożyć razy pięć". Ekspert apeluje: Nie jedźmy na święta; nie idźmy do kościoła

- Nie jedźmy nigdzie na święta, jeżeli chcemy się za rok na Wielkanoc spotkać z tymi samymi ludźmi - apelował w TOK FM prof. Tomasz Wąsik z Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Zwrócił też uwagę, że obowiązujące obostrzenia nie są egzekwowane, co może jeszcze "rozkręcić" epidemię koronawirusa w Polsce.
Zobacz wideo

Najpierw szef KPRM zdradził, że w środę zostaną podane dane o ponad 29 000 nowych zachorowań na koronawirusa. Kilka chwil później minister zdrowia zasygnalizował, że zakażeń będzie prawie 30 000. Ostatecznie okazało się, że nowych zakażeń jest 29 978, a w związku z COVID-19 zmarło aż 575 osób.

Dotychczasowy rekord liczby nowych zakażeń padł na początku listopada, było to niespełna 28 000 przypadków.

Ale nie można zapominać, że osób zakażonych koronawirusem w Polsce jest w rzeczywistości znacznie więcej. Jak mówił w TOK FM prof. Tomasz Wąsik, Kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach: "Jeśli weźmiemy pod uwagę, że mamy najgorszy system testowania w Europie i najwyższy odsetek testów pozytywnych, bo nie testujemy populacyjnie, a jedynie klinicznie - osoby objawowe, to w mojej opinii tę liczbę podawaną przez ministerstwo trzeba przemnożyć razy pięć".

Rosnąca liczba zakażeń oznacza nowe obostrzenia. Mamy je poznać najpóźniej jutro (25 marca).

Zdaniem prof. Wąsika przed wprowadzeniem nowych obostrzeń należałoby "wprowadzić system kontrolujący przestrzeganie starych restrykcji, które teraz obowiązują". Jak mówił w rozmowie z Maciejem Głogowskim, w minioną sobotę (w tym dniu zaczęły w całym kraju obowiązywać nowe restrykcje - red.) zrobił objazd po dużych sklepach w Katowicach, by zobaczyć, jak przestrzegane są epidemiczne ograniczenia.

Wniosek z tej "wyprawy" był bardzo smutny. - Nigdzie nie widziałem, żeby ktokolwiek liczył osoby wchodzące do sklepów, kiedy na parkingach było tyle aut, że nie można było znaleźć miejsca. W sklepach był olbrzymi tłok - mówił gość TOK FM. - Jeśli będziemy tak dalej postępować, to sami sobie będziemy tę pandemię jeszcze bardziej rozkręcać - podkreślił.

"Nie jedźmy nigdzie na święta"

Ekspert apelował też, by dbać o bezpieczeństwo swoje i innych. Prof. Wąsik przypomniał o prawidłowym noszeniu maseczek, utrzymywaniu dystansu społecznego. Najlepiej też nie wychodzić z domu. 

- Mam też gorącą prośbę: nie jedźmy nigdzie na święta, jeżeli chcemy się za rok na Wielkanoc spotkać z tymi samymi ludźmi. To niestety powinny być kolejne święta spędzane w gronie najbliższej rodziny. Nie idźmy też do kościoła, gdzie będzie tłum osób, ponieważ się pozakażamy i tego wirusa poprzenosimy między sobą. Bóg jest przecież wszędzie - mówił kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach.

Jak dodał, powinniśmy zrobić wszystko, byśmy razem z naszymi najbliższymi "dożyli do szczepionki".

"Sprawdza się najczarniejszy scenariusz"

Także  dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor z Beskidzkiego Centrum Onkologii, a jednocześnie senatorka Platformy Obywatelskiej, prosiła, by ograniczać spotkania z innymi oraz pamiętać o zasadach bezpieczeństwa. - Teraz Polacy przygotowują się do świąt. Powinniśmy zrezygnować z kontaktu ze sobą, by nie narazić najsłabszych na przykre konsekwencje, a w najgorszym przypadku nawet na śmierć - mówiła w TOK FM. 

Podkreśliła też, że na naszych oczach "sprawdza się najbardziej czarny scenariusz".  - Wydaje nam się, środowisku lekarskiemu, że ten lockdown jest konieczny z uwagi na to, że tracimy swoich bliskich w szpitalach. Ludzie umierają w karetkach, w samotności. Nie opanowaliśmy tej pandemii, nie przygotowaliśmy się na nią należycie w okresie wakacyjnym, kiedy zachorowań było mniej - oceniła.

Zdaniem rozmówczyni Macieja Głogowskiego dobrze byłoby zacząć testowanie np. w zakładach pracy, a nie skupiać się wyłącznie na osobach z podejrzeniem zakażenia koronawirusem.

DOSTĘP PREMIUM