Były minister zdrowia wylicza "grzechy śmiertelne" rządu. "Klękamy przed wirusem i to kończy się całkowitym lockdownem"

Zdaniem Bartosza Arłukowicza obecny szef Ministerstwa Zdrowia jest "owładnięty strachem przed podejmowaniem decyzji". - Nie prowadzimy aktywnej walki, pasywnie się cofamy. Każdego dnia robimy krok do tyłu i wszystko kończy się całkowitym lockdownem - mówił w TOK FM były szef MZ.
Zobacz wideo

Dziś przed południem mamy poznać decyzję rządu dotyczącą kolejnych obostrzeń. Władze planują wprowadzić kolejne restrykcje w reakcji na trzecią falę epidemii koronawirusa, która w Polsce oznacza rekordową liczbę nowych zakażeń oraz bardzo duże obciążenie służby zdrowia.

Zdaniem Bartosza Arłukowicza decyzje dotyczące obostrzeń są podejmowane zdecydowanie zbyt późno. – Grzechem krytycznym premiera i ministra zdrowia było odstąpienie od testów osób, które przyleciały do Polski (z Wielkiej Brytanii, gdzie już zaczęła się fala zakażeń nową mutacją koronawirusa - red.) przed świętami Bożego Narodzenia. Apelowałem o to. Rząd tylko dał ludziom wybór, czy się testować. To był jeden z głównych błędów – ocenił w Poranku Radiu TOK FM były minister zdrowia.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jak podkreślił Arłukowicz, "ścigamy się z Bułgarią w kategorii krajów, które wykonują najmniejszą liczbę testów". - A wszyscy eksperci na świecie byli zgodni co do konieczności wykonywania badań. Odstępowanie od nich jest kolejnym grzechem śmiertelnym tej władzy – uważa europoseł PO.

W ocenie byłego ministra zdrowia absolutnie kluczowe jest też sekwencjowanie koronawirusa, czyli badanie jego DNA pod kątem mutacji. – NFZ powinien to finansować. W Polsce jest osiem laboratoriów, które są gotowe to robić, ale nie mają pieniędzy. Eksperci są zgodni, że aby chociaż próbować zdobyć kontrolę nad pandemią, trzeba wiedzieć, czy wirus mutuje oraz gdzie to się dzieje. Tak, żeby w określonych miejscach, gdzie mutacja dominuje, zaostrzać restrykcje. Wystarczy badać 10 proc. pozytywnych próbek. Jeśli tego nie badamy, to nie dajemy sobie szansy. Mam wrażenie, że minister zdrowia jest ostatnio ślepy i głuchy na nawoływania ekspertów – stwierdził rozmówca Karoliny Lewickiej.

"Rozmawia z Kościołem, a dla rezydentów nie ma czasu"

Arłukowicz krytykował też ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, że ma czas, aby spotykać się z biskupami i rozmawiać na temat ograniczeń w kościołach, a nie znajduje czasu na negocjacje z protestującymi rezydentami, którzy domagają się m.in. lepszych warunków pracy i odwołania ustnego egzaminu specjalizacyjnego. Przypomniał, że sam jest lekarzem i do takiego testu musiał przystąpić.

– Młodzi lekarze z nowymi siłami, świeżą wiedzą są dla tego systemu potrzebni jak tlen. Oni chcą iść do pracy w szpitalach, ale minister unika decyzji na temat egzaminu ustnego. Przecież w zeszłym roku z niego zrezygnowano - mówił gość TOK FM.

Według byłego szefa MZ obecny minister jest "owładnięty strachem przed podejmowaniem decyzji". - Nie jest odwagą zamykać cały kraj, tylko zarządzać pandemią lokalnie. Pracować z samorządowcami, którzy wiedzą, gdzie na ich terenie, np. które zakłady pracy, są najbardziej narażone. Nie prowadzimy aktywnej walki, pasywnie się cofamy. Każdego dnia robimy krok do tyłu, klękamy przed wirusem i wszystko kończy się całkowitym lockdownem – podsumował Arłukowicz.

DOSTĘP PREMIUM