Rząd zmarnował kilka tygodni, a teraz krótkowzroczność się mści. "Dwa tygodnie na pewno nie wystarczą"

Rząd zapowiada, że zaostrzone restrykcje będą obowiązywać przez najbliższe dwa tygodnie, jednak dr Paweł Grzesiowski oceniał w TOK FM, że taki czas to minimum. - Moim zdaniem ta fala jest tak wysoka, że dwa tygodnie na pewno nie wystarczą - stwierdził. Natomiast zdaniem Piotra Żakowieckiego z Polityki Insight rząd zmarnował kilka tygodni, a teraz krótkowzroczność się mści i nawet największe ograniczenia niewiele zmienią.
Zobacz wideo

W czwartek liczba nowych zakażeń była najwyższa od początku epidemii, a premier razem z ministrem zdrowia ogłosił, co zostanie od soboty zamknięte. Zaostrzone przepisy mają obowiązywać przez najbliższe dwa tygodnie. - Dwa tygodnie to minimalny okres, kiedy możemy oczekiwać efektów lockdownu czy jakiejkolwiek innej interwencji, dlatego że okres wylęgania COVID-19 wynosi przeciętnie 7-10 dni - przypominał w TOK dr Paweł Grzesiowski. - Moim zdaniem ta fala jest tak wysoka, że dwa tygodnie na pewno nie wystarczą - stwierdził ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19.

- Mamy szpitale pełne pacjentów, nie ma gdzie kłaść nowych pacjentów, a liczba hospitalizacji cały czas rośnie. Mamy typową sytuację kryzysową, trudno jest mówić, czy już jesteśmy na krawędzi przepaści, czy zmierzamy ku przepaści, ale sytuacja jest z całą pewnością bardzo trudna - mówił ekspert. - Żadne zaproponowane dziś rozwiązania (...) nie mają bezpośredniego przełożenia na sytuację w szpitalach - podkreślił. 

Jak wyjaśniał dr Grzesiowski, rządzący nie zapowiedzieli żadnego działania wspierającego szpitale. - Mówimy tylko o lockdownie, który ma zmniejszyć dopływ pacjentów, ale to się stanie za 2-3 tygodnie. Co przez ten czas mamy w szpitalach robić? - pytał. Zaznaczał, że problem niedoborów kadry medycznej jest znany od lat i nikt w pandemii tego problemu nie rozwiąże. - Musimy sięgnąć po rezerwy, które są gdzieś jeszcze w systemie. Nie da się nagle dostarczyć tysiąca lekarzy czy pięciu tysięcy pielęgniarek - podkreślał. Jak dodał, to oczywiste, że należy przesuwać personel z jednych placówek do drugich, a te placówki, z których zabierany jest personel, należałoby wzmocnić.

- Marzy mi się ośrodek koordynujący, ale w sposób rzeczywisty, liczbę łóżek - mówił. Jak stwierdził, wolne łóżka to często łóżka "papierowe", które są "generowane przez wojewodów na skutek wysyłania kolejnych pism do szpitali". - To, że ja dziś dostałem pismo, że mam mieć 20 łóżek, nie znaczy, że jutro te 20 łóżek będzie dostępnych, ponieważ na tych łóżkach jeszcze dzisiaj leżą inni pacjenci. To nie jest tak, że nagle mam nie wiadomo skąd 20 łóżek (...). Muszę te łóżka wygospodarować z oddziałów - wyjaśniał. 

Ekspert komentował również wypowiedź premiera o tym, że prywatna służba zdrowia "nie ratuje Polaków w pandemii". - To zdanie jest kuriozalne. Jeżeli my w tej chwili, w środku pandemii, pytamy o prywatną służbę zdrowia, która została zniszczona planowo przez ostatnie lata, pozbawiona większości kontraktów - oceniał. - To jest objaw totalnej bezradności, ale jednocześnie nieznajomości systemu. Jeżeli spojrzymy na prywatne szpitale, wieloprofilowe, to proszę mi pokazać, ile one mają łóżek. Może w całym kraju uzbieramy łącznie kilkaset łóżek internistyczno-pulmonologicznych czy łóżek intensywnej terapii - dodał. I stwierdził, że rząd zaczyna szukać winnych w systemie ochrony zdrowia.

"Rząd zmarnował ładnych kilka tygodni i teraz to się mści"

Z kolei Piotr Żakowiecki z Polityki Insight oceniał, że dzisiejsza konferencja nie powinna być miejscem na polityczne dywagacje i krytykę opozycji, do której premier apelował, aby "nie zaostrzała sytuacji".  - Brakuje w tym wszystkim takiego zupełnie ludzkiego przekazu. Bardzo bym chciał usłyszeć z ust przedstawicieli rządu wyjaśnienia, dlaczego rosnące obłożenie szpitali i szpitali tymczasowych, jest zagrożeniem dla całego systemu ochrony zdrowia - stwierdził. - Gdyby faktycznie rząd tłumaczył przyczyny podejmowanych decyzji, tłumaczył lepiej tę sytuację, pewnie łatwiej byłoby uzyskać przestrzeganie tych obostrzeń - ocenił. 

- Rząd zmarnował ładnych kilka tygodni. Tryb podejmowania decyzji, z bardzo krótkim wyprzedzeniem, teraz po prostu się mści - stwierdził. - Nie dziwie się, że rząd nie zdecydował się na wprowadzenie faktycznego lockdownu, ograniczenie poruszania się, bo na tym etapie to już niewiele zmieni. Przez ten szczyt musimy się "przedrzeć", ale ofiary tego będą bardzo liczne - ostrzegał. 

DOSTĘP PREMIUM