Powikłań po COVID-19 jest całe mnóstwo. "Droga do pełnego zdrowia jest długa"

Od początku pandemii w Polsce już niemal 2 mln osób przechorowały COVID-19. Jednak jak przekonuje w rozmowie z tokfm.pl dr Michał Chudzik, takie osoby rzadko mogą o sobie powiedzieć, że są w pełni zdrowe. - W przypadku COVID-19 droga do pełnego zdrowia jest dużo dłuższa, niż sam czas przechodzenia choroby - ostrzega ekspert.
Zobacz wideo

Jakub Baliński: Panie doktorze, według resortu zdrowia od początku pandemii z COVID-19 wyzdrowiało 1 775 068 zakażonych. Kim jest technicznie ozdrowieniec z COVID-19?

Dr Michał Chudzik, kardiolog, inicjator i koordynator badań nad ozdrowieńcami w ramach I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego Szpitala im. Biegańskiego w Łodzi: Ozdrowieniec to dzisiaj pojęcie administracyjne. Oznacza osobę, która zakończyła leczenie w szpitalu lub samoizolację w domu, jeśli jej stan zdrowia nie wymagał hospitalizacji. Zakłada się, że taka osoba powinna być zdrowa, niestety, jest to nadinterpretacja.

Dlaczego?

W przypadku COVID-19 droga do pełnego zdrowia jest dużo dłuższa, niż sam czas przechodzenia choroby. W zasadzie po tej chorobie człowiek może się zmagać z trzema rodzajami problemów.

To znaczy?

Po pierwsze mamy na myśli takie twarde, medyczne powikłania, jak np. zapalenie mięśnia sercowego. Czyli to konkretna choroba u danej osoby, która wynika z przejścia COVID-19. Jeśli badamy osoby, które chorowały w domu, to najczęściej spotykamy się np. ze zwłóknieniem płuc czy z wysokim ciśnieniem. Te problemy dotyczą kilkunastu procent ozdrowieńców. Druga grupa problemów związana jest neuropsychologią.

Czyli np. słynna mgła mózgowa?

Tak. De facto nie znajdujmy w badaniach jakichś nieprawidłowości u pacjenta, ale chory podaje nam pewne objawy, jak zaburzenia pamięci, koncentracji, zapominanie pewnych rzeczy. To przypomina demencję starczą. Nadal nie bardzo potrafimy uchwycić, gdzie leży przyczyna problemu. Nie ma na to tabletki.

A trzecia grupa?

Nazywamy ten syndrom zespołem przewlekłego zmęczenia po przejściu COVID-19. Tutaj też nie widzimy uszkodzenia narządów, ale chory mówi nam, że nie ma siły, że jest ciągle zmęczony, że nie może powrócić do normalnego życia.

Czy ktoś zbiera takie dane i można stwierdzić, ile procent osób cierpi na twarde powikłania medyczne, ile na te neurologiczno-psychologiczne, a ile osób na przewlekłe zmęczenie?

Dla pacjentów po izolacji domowej obecnie tylko mój program www.stop-covid.pl prowadzi taki rejestr. Na powikłania medyczne cierpi kilka procent ozdrowieńców, z kolei na zmęczenie i mgłę mózgową – około 20 procent cztery tygodnie po przechorowaniu i około 10 procent chorych po COVID-19 po trzech miesiącach od zakończenia leczenia.

Czy da się wskazać, że ktoś na dane powikłania jest bardziej narażony, np. mgła covidowa może częściej wystąpić u młodych pacjentów, a zmęczenie u starszych?

Na pewno widzimy, że zdrowy styl życia istotnie obniża zarówno ryzyko ciężkiego przebiegu, jak i objawów po COVID-19.

Skoro nie ma na to tabletki, to jak lekarze próbują pomóc pacjentom z tymi dwoma grupami powikłań?

U niektórych – w grupie tzw. longcovid – takie zaburzenia występują dopiero po trzech miesiącach od przejścia terapii. Metodą dojścia do siebie jest przeprowadzana w zasadzie jednocześnie fizjoterapia, regeneracja i rehabilitacja. Oczywiście, przy ciężkiej pracy pacjenta. Trzeba stopniowo takich chorych przywracać do pełnej sprawności. Każdy specjalista ma swoje metody, my w Łodzi również. Chodzi o ćwiczenia i terapię mitochondrium – oddychanie powietrzem z mniejszą niż normalnie zawartością tlenu. Jakbyśmy nagle znaleźli się w górach. Mówi się, że człowiek, gdy oddycha górskim powietrzem, czuje się zdrowszy. Chodzi o to, że mniejsza ilość tlenu mobilizuje organizm do tego, żeby walczyć o wytwarzanie energii w komórkach, właśnie przez mitochondria. To hartuje i wzmacnia organizm.

I taki ozdrowieniec po terapii jest gotowy do powrotu do normalnego funkcjonowania, bez ryzyka, że może kogoś zarazić?

Ozdrowieńcy posiadają pewną odporność, ale nie wiemy, jak długo będzie się ona utrzymywać. To nie oznacza, że taka osoba jest "bezpieczna" dla innych. Nadal kichając, ale nawet oddychając czy śpiewając może transmitować wirusa. Nasza odporność to nie tylko przeciwciała, które wytwarzają się w czasie choroby. One kiedyś znikną i wtedy pojawi się pytanie o to, jaki nasz organizm ma potencjał do stworzenia następnych. To zależy od naszego układu odpornościowego, ale też w dużej mierze od stylu życia. Od tego, czy jesteśmy zdrowi, nieprzemęczeni, aktywni fizycznie, zdrowo się odżywiamy. Jeśli komórka otrzyma od nas to wsparcie, to potem poradzi sobie z wytworzeniem przeciwciał.

Czyli osoba, która przeszła COVID-19, nie powinna rezygnować z maseczek i dystansu społecznego?

Ze względów medycznych nadal powinna stosować się do tych zasad. Ozdrowieniec może i jest bezpieczniejszy sam dla siebie, ale nie dla innych. Natomiast nie znam badań, które wskazywałyby, czy o przyszłej odporność mówi coś to, w jaki sposób przeszedł chorobę. Pacjenci objawowi mają więcej przeciwciał niż ci, którzy łagodnie przeszli chorobę. Natomiast wolałbym przechorować COVID-19 bez objawów i nie mieć przeciwciał, niż przejść ciężko tę chorobę i cieszyć się, że mam przeciwciała…

Czy jest w ogóle możliwe przejście COVID-19 bez powikłań?

Zdecydowanie tak, większość osób przechodzi COVID-19 bez powikłań. Problemy dotyczą około 10-20 procent osób po tej chorobie, z tej grupy połowa ma dolegliwości nawet ponad trzy miesiące.

Zgodzi się pan z zaleceniem Rady Medycznej przy premierze, żeby szczepić ozdrowieńców nawet pół roku po przechorowaniu i jedną dawką szczepionki?

Autorytety z rady mają większą wiedzę ode mnie, aczkolwiek z tego, co i ja przeczytałem, wynika, że to słuszna decyzja. Skoro ktoś jest ozdrowieńcem, czyli ma już w sobie tę "pierwszą dawkę", to logiczne z punktu widzenia całej populacji jest podanie mu tylko jednej dawki szczepionki. Dzięki temu można przecież zaszczepić więcej osób, które nie chorowały. To rozwiązanie wydaje się dobre.

A sam ozdrowieniec może powtórnie się zarazić?

Na razie takie sytuacje są niezwykle rzadkie. Z pojedynczych przypadków, które obserwujemy, wynika, że drugi przebieg COVID-19 jest łagodniejszy niż pierwszy. A cały nasz wysiłek, program szczepień dąży do tego, żeby nie było przypadków ciężkich i zgonów. Z tym musimy się uporać.

O jakimkolwiek zwalnianiu z obostrzeń ozdrowieńców tym bardziej nie powinno być mowy?

Nie. Powiedzmy sobie szczerze, osoba zaszczepiona ma większy potencjał do produkcji przeciwciał niż taka, która przeszła COVID-19. Dużą niewiadomą jest tutaj kwestia nowych mutacji wirusa. Nie wiemy jeszcze, jak ozdrowieńcy będą reagować na kontakt ze zmienionym patogenem. Dlatego potrzebna jest daleko idąca ostrożność. Nadal globalnie nie kontrolujemy walki z koronawirusem. Ja mam wrażenie, że to wirus jest ciągle krok przed nami, nie udało nam się go przegonić.

Dr Michał Chudzik był też gościem Ewy Podolskiej - posłuchaj całej rozmowy:

DOSTĘP PREMIUM