Koronawirus. Ekspert przewiduje "pik" zachorowań dokładnie w Niedzielę Wielkanocną

Przed nami długie tygodnie z bardzo wysoką dzienną liczbą nowych zachorowań na COVID-19. Dr Piotr Szymański, ekspert od modelowania, przewidywał w TOK FM, że do stanu z początku lutego powinniśmy wrócić dopiero w drugiej połowie maja. Natomiast "pik" zakażeń prognozowany jest w święta.
Zobacz wideo

W piątek resort zdrowia poinformował o wykryciu 35 143 nowych przypadków COVID-19. To największa dzienna liczba przypadków od początku epidemii w Polsce. Co nas czeka dalej? O to Agnieszka Lichnerowicz pytała swojego gościa dra Piotra Szymańskiego z Katedry Inteligencji Obliczeniowej na Politechnice Wrocławskiej.

- Wygląda na to, że weszliśmy w okres, w którym zbliżamy się do "piku". Ten "pik" mamy prognozowany między 28 marca a 9 kwietnia. Z modelu dokładnie to przypada na Niedzielę Wielkanocną - odparł gość TOK FM. Wtedy, zdaniem eksperta, powinniśmy wiedzieć, ile ta maksymalna liczba nowych zachorowań będzie wynosić. Z drugiej strony Szymański zwrócił uwagę, że z powodu świąt prawdopodobnie będziemy mieli zmniejszone poziomy raportowania dziennej liczby zachorowań, więc ten "pik" zobaczymy w danych podawanych tuż po świętach. 

- Około 15-18 kwietnia powinniśmy dojść do takiego momentu, jak byliśmy na początku tego tygodnia [czyli kilkanaście tysięcy - red.]. A później wszystko będzie zależało od tego, jak dalej będzie wyglądało utrzymanie restrykcji. Zakładamy, że wszystko wróci do poziomu z początku lutego między połową maja a końcówką maja - przewidywał gość "Światopodglądu".

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Prowadząca audycję zauważyła, że po ogłoszeniu nowych restrykcji, które mają wejść w życie w najbliższą sobotę, często słychać komentarze, że przy tak wysokiej liczbie zakażeń one i tak nic już nie dadzą. Ekspert nie zgodził się z tą tezą. - To wszystko zależy od tego, jaki poziom odporności zakładamy w społeczeństwie. My zakładamy w naszym modelowaniu, że łącznie mamy około 30 procent populacji, która jest już odporna. To kompilacja tej naturalnej odporności po przechorowaniu COVID-19 i tego, że wyszczepiliśmy około 10 procent populacji [liczy się też przyjęcie pierwszej dawki - red.] - mówił Szymański. - Zakładamy też, że u pięciu zakażonych osób tylko u jednej zdiagnozowano koronawirusa, co oznacza, że jest pięciokrotnie więcej zakażonych niż to, co mamy raportowane w testach - dodał.

Przy takich założeniach, jak wyjaśniał dalej ekspert, w wariancie bez restrykcji średnia siedmiotygodniowa zakażeń sięgałaby nawet 45-50 tysięcy. Z restrykcjami - około 35 tysięcy.  - Zatem wygląda na to, że jest się o co bić i te obostrzenia mają sens. Choć oczywiście powinny być wprowadzone wcześniej i nie powinniśmy robić rozluźnień - skomentował.

Wypowiedź senatora Karczewskiego "nie powinna paść"

W Polsce obecnie dominuje brytyjski wariant koronawirusa, który rozprzestrzenia się szybciej. W związku z tym w drugiej części rozmowy redaktor Lichnerowicz pytała swojego gościa także o wypowiedź Stanisława Karczewskiego. Senator Prawa i Sprawiedliwości przyznał w piątek w TVN24, że gdyby testowano Polaków wracających przed Bożym Narodzeniem z Wielkiej Brytanii do kraju, na rząd wylałaby się fala krytyki i hejtu. 

- Wydaje mi się, że takie wypowiedzi nie powinny padać. Już lepiej byłoby, gdybyśmy po prostu dowiedzieli się, że to był błąd, a nie że to był jakiś lęk przed reakcją - skomentował dr Szymański. - Jednak powinniśmy oczekiwać tego, że jeżeli ktoś zarządza zdrowiem publicznym, to podejmuje decyzje racjonalne i potrafi je komunikować - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM