Ochrona zdrowia na granicy wydolności. "W Warszawie na teleporadę trzeba czekać tydzień. To pokazuje, jak jest źle"

- Ochrona zdrowia jest dramatycznie przeciążona i jest już pewnie tuż przed granicą wydolności. Powiedzieć: wszystkie ręce na pokład, to mało. Trzeba dodać trzy wykrzykniki - apelował w TOK FM dr Michał Sutkowski.
Zobacz wideo

Ostatni tydzień był w Polsce jednym z najgorszych pod względem liczb w czasie całej pandemii. Liczba nowych zakażeń przez kilka dni utrzymuje się na poziomie około 30 tysięcy przypadków. Jak mówił w TOK FM dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, trend jest szalenie niepokojący. - To wszystko dramatycznie rośnie, jesteśmy blisko szczytu tej trzeciej fali. Kiedy on nastąpi? Tego nikt nie jest w stanie precyzyjnie powiedzieć. Ochrona zdrowia jest dramatycznie przeciążona i jest już pewnie tuż przed granicą wydolności - wskazywał przedstawiciel Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Dodawał, że medycy i tak będą pracować, niezależenie od sytuacji pandemicznej, ale sytuacja już jest bardzo zła. - Odezwała się do mnie znajoma, że ponad tydzień nie mogła się dostać na teleporadę do lekarza rodzinnego w Warszawie. Tydzień czekania to konieczność też w innych dużych miastach. My apelujemy, żeby zgłaszać się szybko, ale tutaj jest ściana. Brak dostępu do ochrony zdrowia na tak kardynalnym poziomie, w środku trzeciej fali pandemii pokazuje, jak źle jest z tym systemem. Powiedzieć: wszystkie ręce na pokład, to mało. Trzeba dodać trzy wykrzykniki - apelował dr Sutkowski.

Przyznawał, że jako społeczeństwo też powinniśmy się bardziej zmobilizować. Ekspert przypomniał, że rok temu w czasie pierwszego lockdownu Polacy byli postrzegani jako przykład dla innych nacji, jeśli chodzi o przestrzeganie obostrzeń. - We wszystkich wskaźnikach ochrony epidemiologicznej gorzej wypadali od nas Niemcy czy Francuzi. Wtedy zadziałał strach przed nieznanym, a teraz jest zmęczenie, frustracja i nieufność. Nawet jeśli nie zgadzamy się z niektórymi posunięciami rządzących, to w kwestii pandemii wszyscy powinni mówić jednym głosem i pilnować obostrzeń - wskazywał gość TOK FM.

"Szczepić cztery razy tyle"

Dr Sutkowski odniósł się też do piątkowego wywiadu dla "DGP" szefa KPRM i pełnomocnika ds. szczepień Michała Dworczyka. Polityk PiS mówił, że rząd chce, by do szczepień mogli kwalifikować pacjentów nie tylko lekarze, ale też pielęgniarki czy farmaceuci. Dodał, że szykowane są szczepionkowe punkty drive thru, jak w USA, a orędownikiem takiego rozwiązania jest m.in. minister zdrowia Adam Niedzielski.

Dr Sutkowski przestrzegał, że takie pomysły budzą sporo kontrowersji w środowisku medycznym. - Trzeba bardzo uważać na wszelkie ruchy antyszczepionkowe. Jeśli w takim punkcie drive thru stanie się cokolwiek spektakularnego, bez obecności lekarza, to społeczny program szczepień może wziąć łeb. Sprawa jest niezwykle skomplikowana - uczulał ekspert i dodawał, że w kwestii szczepień problem leży gdzie indziej. - Preparatu jest trochę w magazynach, ale jest bałagan. W naszych przychodniach cały zespół ludzi pracuje po nocach, żeby to ludziom zapewnić. Siłami lekarzy, których już mamy, możemy szczepić nawet cztery razy tyle, jednak to musi być dobrze i sprawnie zorganizowane nie na etapie szczepienia, ale na poziomie właśnie dystrybucji w kraju - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM