Trzecia fala pandemii uderza w młodszych. "PESEL-e moich pacjentów zaczynają się od liczby 8, a nawet 9"

Profesor Karolina Sieroń, która sama wylądowała pod respiratorem z powodu COVID-19, opowiadała w TOK FM, że trzecia fala pandemii jest inna niż druga. - Młode i sprawne osoby z dnia na dzień zostają położone przez chorobę do szpitalnego łóżka. Czasami też już z niego nie wychodzą - mówiła lekarka.
Zobacz wideo

Trzecia fala epidemii - zdaniem ekspertów - zbliża się do szczytu. Dzisiaj zanotowano prawie 33 tysiące nowych przypadków. Rekordy zachorowań mają paść w tym i w przyszłym tygodniu. Specjaliści od prognozowania przebiegu epidemii przewidują, że dzienne liczby mogą przekraczać 40 tysięcy zachorowań. Przepełnione szpitale już i tak są na granicy wydolności.

Profesor Karolina Sieroń, która kieruje oddziałem covidowym szpitala w Katowicach, opowiadała w TOK FM, że średnia wieku chorych na COVID-19 jest coraz niższa. – Ta choroba wygląda inaczej niż jesienią. Wtedy chorowały osoby po sześćdziesiątce. Teraz mamy coraz więcej pacjentów, których PESEL-e zaczynają się od liczby 8, a nawet 9. Czyli mowa o osobach przed czterdziestką – mówiła lekarka. Podkreślała, że w wielu przypadkach przebieg choroby jest bardziej dynamiczny niż u starszych pacjentów. – To tym bardziej tragiczne, bo te młode i sprawne osoby z dnia na dzień zostają położone przez chorobę do szpitalnego łóżka. Czasami też już z niego nie wychodzą – powiedziała prof. Sieroń.  Bo u wielu osób stan zdrowia potrafi znacznie się pogorszyć nawet w ciągu godzin. – Mamy osoby, które oddychają samodzielnie, a po kilku godzinach duszą się, tracą przytomność z powodu niedotlenienia – opowiadała ekspertka.

Prof. Sieroń przyznała, że sama bardzo ciężko przeszła zakażenie koronawirusem. – Leżałam ponad tydzień pod respiratorem. To był czas wyjęty z życiorysu. Lekarze o mnie walczyli, ale to był okres ogromnego strachu dla mnie i mojej rodziny. Zostałam uratowana, wróciłam na oddział i robię, co mogę, żeby pomóc innym chorym. Natomiast takich szczęśliwych historii jak moja nie jest dużo. Wiele osób po prostu ginie, albo po chorobie nie wraca do dawnej formy – wspominała lekarka.

Podkreślała, że pobyt na oddziale covidowym jest bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem. – Jeśli ktoś jest na wspomaganiu oddechowym, to nawet trudno mu rozmawiać z bliskimi przez telefon. Taki chory widzi tylko twarze współtowarzyszy z sali. Personel chodzi w kombinezonach, widać tylko nasze oczy. W czasie takiego pobytu w szpitalu czeka się głównie, aż coś się wydarzy. Pielęgniarka zmieni kroplówkę, odwiedzą nas bliscy. Personel też nie jest w stanie co chwilę zaglądać, dlatego pacjent jest straszliwie osamotniony. To jest bardzo straszne dla pacjenta, że nie widzi, kto się nim zajmuje, nie ma odwiedzin bliskich – mówiła prof. Sieroń.

Maciej Głogowski dopytywał, dlaczego wirus w trzeciej fali zaatakował młodych Polaków. Prof. Sieroń przypomniała, że to głównie za sprawą mutacji. – Dlatego choroba się zmieniła. Ludzie też potrzebują kontaktów z innymi i tutaj płacimy cenę za to, że chcemy normalnie żyć. Nadal obserwujemy na ulicach beztroskie podejście do wirusa. Witanie się pocałunkiem, opuszczone maseczki. Musimy na siebie uważać, bo ta chęć normalnego życia może się dla nas skończyć respiratorem – mówiła lekarka. Apelowała, żeby przestrzegać obostrzeń, bo nie wiadomo, kiedy pandemia się skończy. – Jednak jeśli chcemy dożyć tego momentu, to przede wszystkim się szczepmy, o ile jest taka możliwość i bardzo ograniczajmy kontakty – radziła prof. Sieroń.

DOSTĘP PREMIUM