Dyrektor szpitala pulmonologicznego: Ze zbiorników schodziło nam 500 kg tlenu, teraz mam zużycie 3,5 tony

- W sytuacji przedcovidowej maksymalnie ze zbiorników schodziło nam 500 kilogramów tlenu, teraz mam zużycie na poziomie 3,5 tony - mówił w TOK FM dyrektor Dolnośląskiego Centrum Chorób Płuc we Wrocławiu. Tłumaczył, jak szpitale zamawiają tlen i z czym mają problem.
Zobacz wideo

- Tlen to najważniejsze lekarstwo dla pacjentów z COVID-19. Podawanie go w większym stężeniu niż jest w atmosferze zwiększa szanse na przejście przez barierę między pęcherzykiem a krwią i wejście do krwioobiegu - mówił w "TOK 360" Marcin Murmyło, pulmonolog i dyrektor Dolnośląskiego Centrum Chorób Płuc we Wrocławiu. Narządy krytyczne, które zależą od poziomu tlenu to przede wszystkim serce i mózg. Gość Adama Ozgi podkreślał, że nie ma w tym momencie skuteczniejszego leku na COVID-19.

Dziennikarz pytał, z jakim wyprzedzeniem zamawia się tlen i jaki powinien być zapas. Lekarz odparł, że to zależy od szpitala. - Ja mam telemetrię, są systemy, które same przy spadku automatycznie zamawiają tlen i przyjeżdżają transporty. Za to myśli system i to powinno być rozwiązanie - tłumaczył.

- Zarządzam szpitalem pulmonologicznym, gdzie są osoby generalnie wymagające tlenoterapii. W sytuacji przedcovidowej maksymalnie ze zbiorników schodziło nam 500 kilogramów, teraz mam zużycie 3,5 tony. W listopadzie zamontowaliśmy dodatkowy zbiornik liczący 21 ton - mówił dalej. Wcześniej szpital miał zbiornik 12 ton i to wystarczyło. Nowy zbiornik udało się, jak określił dyrektor, "cudem zdobyć w Czechach w trakcie II fali". W placówce zamiejscowej szpitala w Obornikach Śląskich jest trochę większy problem, bo nie ma zbiornika, tlen ciekły przywozi się w butlach. Na butlach opierają się również szpitale powiatowe i to jest problem, bo dostawy teraz muszą być częstsze.

Marcin Murmyło odniósł się też do sytuacji, która miała miejsce w szpitalu tymczasowym w Poznaniu, gdzie nie zamówiono tlenu w porę i go zabrakło, a pacjentów trzeba było przewieźć do innych placówek. Zaznaczył, że nie zna szczegółów sytuacji, ale że był to błąd ludzki. - Zabrakło porozumienia i komunikacji. Trudno, żeby osoby techniczne wiedziały, jakie będzie zapotrzebowanie. Decyzje są podejmowane z godziny na godzinę, to wielka rola zarządzających - tłumaczył. 

DOSTĘP PREMIUM