Dr Bartosz Fiałek: Jeśli rzecznik skieruje sprawę do sądu lekarskiego, to grożą mi kary

- Zarzuca mi się stworzenie sformułowania, które może być nieetyczne, czy bardziej niezgodne z powszechnie obowiązującą wiedzą medyczną. Myślę, że większość społeczeństwa zrozumiała to w sposób adekwatny i udało mi się przyczynić do tego, że wykonano większą liczbę szczepień tym preparatem. Stworzyłem taki zrozumiały termin, a komuś on się nie spodobał - mówił w TOK FM dr Bartosz Fiałek.
Zobacz wideo

Dr Bartosz Fiałek został wezwany do złożenia zeznań przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej w Bydgoszczy. Chodzi o jego wpisy w mediach społecznościowych na temat szczepionki firmy AstraZeneca.

Lekarz wyjaśniał, że podstawą do składania skarg był stworzony przez niego termin "pozytywnych/pożądanych objawów poszczepiennych". – Zarzuca mi się stworzenie sformułowania, które może być nieetyczne, czy bardziej niezgodne z powszechnie obowiązującą wiedzą medyczną – mówił Fiałek w TOK FM. Precyzował, że takie ujęcie tematu pozwala prostym i zrozumiałym językiem wytłumaczyć skomplikowane pojęcia z zakresu immunologii. Szczególnie w czasie, gdy wobec szczepionki firmy AstraZeneca pojawiły się kontrowersje.

– Chciałem wskazać, że nie każdy objaw po szczepieniu jest zły. Nawet większość amerykańskich naukowców przyznaje, że gorączka może być dobrym objawem w takim momencie. Myślę, że większość społeczeństwa zrozumiała to w sposób adekwatny i udało mi się przyczynić do tego, że wykonano większą liczbę szczepień tym preparatem. Stworzyłem taki zrozumiały termin, a komuś on się nie spodobał – tłumaczył w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Dziennikarz TOK FM przypomniał, że kilka dni wcześniej dr Paweł Grzesiowski został wezwany do złożenia zeznań przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej. Skargę na lekarza znanego m.in. z obalania fake newsów dotyczących pandemii koronawirusa oraz szczepień złożył pełniący obowiązki szefa GIS Krzysztof Saczka. – Mam wrażenie, że te sprawy jakoś się łączą. Czy w Polsce jest taka melodia, że w opinii publicznej powinna funkcjonować tylko narracja rządowych ekspertów dotyczących pandemii? – pytał Lizut.

– Nie chciałbym sądzić, że te sprawy są podobne do siebie. Aczkolwiek sytuacja z wnioskami o ukaranie dwóch osób, które od początku pandemii za darmo i po godzinach tłumaczą zawiłe terminy medyczne, jest trochę dziwna – przyznał dr Fiałek. Wyjaśniał też, jak będzie przebiegać jego sprawa przed rzecznikiem. – Teraz trwa postępowanie wyjaśniające i właśnie rzecznik podejmie decyzję, czy wnieść sprawę do sądu lekarskiego. Ten może mnie ukarać częściowym lub całkowitym prawem do wykonywania zawodu – to najgorszy scenariusz. Może być też upomnienie, nagana lub grzywna. Każda z kar może mi grozić, jeśli rzecznik skieruje sprawę do sądu – tłumaczył.

Podkreślał, że jako lekarz, gdy wypowiada się publicznie, to jego słowa muszą być zgodne z aktualną wiedzą medyczną. – Tutaj skorzystałem z licentia poetica, aby stworzyć jasny termin, który ma kształtować postawy prozdrowotne, a nie straszyć ludzi. Myślę, że gdyby zaczął używać trudnego i zawiłego języka, to mogłoby zakończyć moją rolę jako popularyzatora wiedzy medycznej – ocenił dr Fiałek.

"Podważanie zaufania do medyków"

Lekarzy w obronę wzięła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Eksperci z HFPC przypominają, że wytaczanie postępowań dyscyplinarnych za wypowiedzi o "kryzysie służby zdrowia i programu szczepień" stanowi naruszenie swobody wypowiedzi zagwarantowanej w Konstytucji RP i prawie europejskim. "Medycy apelujący do władz w imię dobra ogółu i poczucia odpowiedzialności społecznej, nie powinni być narażeni na negatywne konsekwencje informowania o zagrożeniach zdrowotnych. Krytyczna ocena polityki i decyzji władz w sprawie walki z pandemią koronawirusa dokonywana przez medyków, w tym przez eksperta Naczelnej Rady Lekarskiej ws. walki z COVID-19, wpisuje się w szeroko pojętą debatę publiczną i nie może być odczytywana inaczej, niż poczyniona w interesie społecznym" - napisano w specjalnym stanowisku. 

Zdaniem HFPC takie postępowania podważają zaufanie do pracowników służby zdrowia. "Mogą również ograniczać dostęp opinii publicznej do informacji na temat rzeczywistego stanu służby zdrowia i tym samym utrudniać sprawowanie kontroli nad reakcją władz na epidemię. Wzywanie lekarzy wypowiadających się krytycznie na temat polityki władz należy traktować jako próbę ich zastraszania i "mrożenia" wypowiedzi, które nie są odbierane jako przychylne dla rządzących. Z tych względów Helsińska Fundacja Praw Człowieka będzie monitorować dalsze działania władz wobec tych lekarzy oraz wspierać personel medyczny, wobec którego wyciągane są niedopuszczalne konsekwencje ograniczające swobodę wypowiedzi" - czytamy w przesłanym do naszej redakcji komunikacie.

DOSTĘP PREMIUM