Dlaczego zajadamy emocje? "Pełna lodówka może łagodzić ból, samotność, porażkę, pusty portfel"

- Wybieramy jedzenie, zamiast kontaktu z własnymi emocjami. Staje się to sposobem na radzenie sobie z różnymi problemami w życiu. Jedzenie staje się plasterkiem na trudne emocje - Elżbieta Lange, psychoterapeutka i psychodietetyczka, rozmawiała w TOK FM z Tomaszem Kopką o przyczynach i skutkach jedzenia pod wpływem emocji.

Elżbieta Lange, psychoterapeutka, psychodietetyczka i autorka książki "Emocje na talerzu" podkreśliła, że głód jest czymś potrzebnym. Musimy jeść, aby żyć i głód fizjologiczny jest dla nas sygnałem, że kończy się nasz zapas energii i jeśli nie dostarczymy na czas paliwa, to ten zapas się wyczerpie.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Psychodietetyczka mówiła o oznakach wyczerpującej się energii. - Jednym z takich najbardziej popularnych sygnałów jest burczenie w żołądku, ssanie poniżej mostka. Jak ten głód przeciągamy i nie dostarczamy pokarmu na czas, to zaczyna nam brakować energii, mamy problemy z koncentracją, z myśleniem, a kiedy głód jest skrajny, to może zdarzyć się omdlenie. Taki skrajny głód zaczyna być dla nas niebezpieczny - mówiła rozmówczyni Tomasz Kopki.

Ekspertka wspomniała również o leptynie, hormonie odpowiedzialnym za uczucie sytości. - Człowiek, który ma zdrową relację z własnym organizmem, z własnym ciałem, przestaje jeść wtedy, kiedy czuje sytość - mówiła Lange.

Według autorki książki "Emocje na talerzu" coraz powszechniej występującym problemem jest głód fałszywy, emocjonalny, który sprawia, że zaglądamy do lodówki, mimo że nie jesteśmy głodni. - Nie zawsze stoją za tym trudne doświadczenia czy traumy, ale bardzo często tak jest, że jest to objaw czegoś innego. Ten głód emocjonalny jest przyczyną różnych naszych problemów, bo z czasem zaczynamy mylić zmęczenie, napięcie, zagrożenie, niewyspanie z głodem - tłumaczyła.

Jak dodała ekspertka, ewolucja tak nas ukształtowała, że chętnie jemy produkty z większą zawartością soli, tłuszczu czy cukru. - Mamy to niemal wdrukowane w geny, ponieważ pokarmy, które są bogate w cukier, sól czy tłuszcz, są wysokokaloryczne. To oznaczało kiedyś dla nas przetrwanie. Dostarczanie jak najwięcej kalorii było uzasadnione i dobre dla naszego organizmu - mówiła gościni Tomasza Kopki.

"Ewolucja nie przewidziała rozwoju przemysłu spożywczego"

Jak dodała, ewolucja nas wyposażyła także w doświadczanie przyjemności, dzięki czemu nasz gatunek nadal istnieje. - Jakby pewne czynności, takie jak jedzenie czy seks, nie były przyjemne, to byśmy po prostu nie przetrwali. Ta przyjemność skłaniała nas przez tysiące lat do zachowań, które były dla nas korzystne. Ewolucja niestety nie przewidziała rozwoju przemysłu spożywczego i tego, że dziś największym problemem współczesnego człowieka będzie dostępność i nadmiar jedzenia, a nie jego brak - wyjaśniała ekspertka.

- Żyjemy w kulturze jedzenia. Z każdej strony jesteśmy bombardowani jedzeniem, a sam widok jedzenia uruchamia apetyt. Książki kulinarne, programy kulinarne, reklamy, billboardy - mówiła Lange.

Psychodietetyczka tłumaczyła, że czasem jedzenie staje się plasterkiem na trudne emocje i wtedy sięgamy po przekąskę, zamiast przyjrzeć się własnym uczuciom. 

Jak rozpoznać głód emocjonalny

Rozmówczyni TOK FM radziła, jak można rozpoznać ten głód emocjonalny: - On pojawia się nagle. To jest tzw. smak w ustach. Nie objawia się burczeniem w żołądku tak jak głód fizjologiczny. Po prostu nagle "mamy smak na coś". On jest niezwiązany z innymi posiłkami. Możemy być bardzo syci, ale znajdzie się miejsce w żołądku na pyszną szarlotkę. Nie ustępuje mimo sytości. Przy głodzie fizycznym, kiedy zjemy dobrze i zdrowo, czujemy się wspaniale syci. To są przyjemne emocje. Natomiast przy głodzie emocjonalnym, kiedy już minie ta przyjemność, pojawiają się bardzo trudne emocje. Najczęściej to jest złość na siebie, poczucie krzywdy, wstydu i myśli typu "Po co mi to było? Znowu się przejadłem/przejadłam".

Jak wyjaśniała psychoteraputka, przyjemność w sytuacji jedzenia pod wpływem głodu emocjonalnego też się pojawia. - To ona będzie nam kazała sięgać po te produkty, bo to działa jak tabletka przeciwbólowa. Jest przyjemność, potrzebuję więcej, żeby ta przyjemność była większa, żeby jeszcze bardziej zagłuszyć to, z czym nie chcemy mieć kontaktu.

Zajadanie emocji jak uzależnienie

Według Elżbiety Lange mechanizm zajadania emocji przypomina inne uzależnienia.- Kiedy w naszym życiu zaczyna się pojawiać duża koncentracja wokół jedzenia, kiedy pojawiają się obsesyjne myśli, kiedy zaczynamy planować i myśleć tylko o tym, co zjemy, ile zjemy, kiedy zjemy i jak to będzie smakowało - ekspertka podpowiadała, jakie sygnały powinny nas zaalarmować.

- Odwracamy uwagę od naszego życia, bo pełna lodówka może łagodzić wszystko: samotność, porażkę, ból po stracie, pusty portfel. Jedzenie koi, kiedy życie rani - mówiła ekspertka w TOK FM, dodając, że ból fizyczny, kiedy boli nas brzuch, jest nam niedobrze, jest i tak dużo łatwiejszy dla nas do zniesienia niż ten ból emocjonalny, z którym nie chcemy się spotkać.

Nie wiemy, kiedy przestać jeść

Elżbieta Lange wspomniała także o zjawisku "comfort food", czyli posiłkach, którym przypisujemy wartość sentymentalną, które kojarzą nam się z miłymi wspomnieniami. Jak dodała, wspomnienia mogą mieć też ciemną stronę, kiedy w dzieciństwie byliśmy upominani, że "jedzenia się nie wyrzuca", "dzieci w Afryce głodują", "mięsko zjedz, ziemniaczki zostaw", "zjedz do końca". - Przez takie traktowanie w dzieciństwie, kiedy jesteśmy przekarmiani, tracimy kontakt z własnym ciałem, z ośrodkiem sytości. My nie wiemy, kiedy jesteśmy głodni, kiedy przestać jeść - mówiła psychoterapeutka, dodając, że to częsty problem jej pacjentów.

Lange podkreślała, że w dzieciństwie znajduje się źródło naszych problemów związanych z jedzeniem. - Kiedy babcia robiła nam na smuteczki budyń czekoladowy, to w dorosłym życiu też się pocieszamy, jedząc coś słodkiego. Emocje i jedzenie idą razem. Świętujemy sukcesy, nawiązujemy relacje, okazujemy sobie troskę za pomocą jedzenia - mówiła ekspertka.

Koniec z zakupami na głodniaka

Elżbieta Lange podkreślała, że do jedzenia skłaniają nas różne emocje takie jak nuda, smutek, pobudzenie, ale często pod wpływem stresu dochodzi do silnych napadów wilczego głodu, z którymi warto zacząć walkę, wprowadzając regularne posiłki. - Najważniejsza zasada to jest regularne jedzenie. Kiedy się zatrzymamy, poznamy swój rytm dnia i zaczniemy jeść regularnie, to w dużej mierze łaknienie na różne produkty się wyciszy. Ekspertka podkreślała wagę planowania i zakupów. - Jeśli w lodówce mamy byle co, to byle co jemy.

- Nigdy nie powinniśmy chodzić na zakupy głodni, bo głodny kupuje byle co i kupuje za dużo - przestrzegała autorka książki "Emocje na talerzu".

DOSTĘP PREMIUM