"Powinniśmy szczepić ponad 200 tys. ludzi dziennie". Udało się raz

Co hamuje tempo szczepień? - Bardzo słaba logistyka, dystrybucja do punktów szczepień, słaby centralny program zapraszania ludzi, pełen bałaganu i niesprawdzone punkty - mówił Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego.
Zobacz wideo

W Poniedziałek Wielkanocny politycy opozycji zwracali uwagę na tempo szczepień w Rzeszowie, które może mieć związek z wyborami prezydenta tego miasta, zaplanowanymi na 9 maja. Poseł KO Dariusz Joński informował, że w stolicy Podkarpacia można było zaszczepić się bez rejestracji. Inny poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys podał dane, z których miało wynikać, że w Rzeszowie zaszczepiono ok. 63 proc. mieszkańców, gdy średnia dla 20 największych miast wynosi ok. 27 proc. 

- Podkarpacie przez ostatnie dni i tygodnie, jeśli chodzi o szczepienie, wyglądało bardzo słabo, stąd też tak duży wysyp zakażeń na tym terenie. Natomiast to nie jest przypadek, po prostu dostali najwięcej szczepionek, a możliwość prawna w rozporządzeniu jest, żeby szczepić również osoby niezarejestrowane poniżej grup priorytetowych, więc pewnie też wykorzystano ten zapis - mówił w "TOK 360" Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Ta możliwość pozwala na szczepienie, żeby nie marnować szczepionek.

- Taki punkt szczepień z pełną premedytacją może zamówić za dużo szczepionek i wtedy może skorzystać z takiej furtki, i zaszczepić kogokolwiek - mówił ekspert w rozmowie z Adamem Ozgą. 

Podkreślił jednak, że to "dobrze, że się ludzie szczepią, ale szkoda, że znowu to zrobiono w takim stylu, za plecami".

Dziennikarz TOK FM pytał, co w Polsce blokuje tempo szczepień. - Bardzo słaba logistyka, dystrybucja do punktów szczepień, słaby centralny program zapraszania ludzi, pełen bałaganu i niesprawdzone punkty - wymieniał jego gość. Dodał, że to również problem z transportem szczepionek do małych punktów szczepień i za mało samych tych punktów.

Jak zwrócił uwagę Samsel, liczbę 200 tysięcy zaszczepionych jednego dnia przekroczyliśmy raz. - Jeśli średnio dziennie nie zaczniemy szczepić 230 tys. osób, to znaczy, że nie szczepimy - stwierdził. 

Przekonywał o pilnej potrzebie stworzenia alternatywnego systemu szczepień w miastach powiatowych, małych mobilnych zespołów wyjazdowych, które np. w jakiejś gminie by szczepiły przez dwa dni.

Z kolei dr Agata Sławin z Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych - Pracodawców, która prowadzi dwa punkty szczepień w tej samej audycji mówiła o tym, że powinno się myśleć o systemowych sposobach na niemarnowanie szczepionek. A najlepiej o dywersyfikacji rozwiązań. 

- Dziś pięć osób nam się nie zgłosiło. Udało się znaleźć osoby na zastępstwo - mówiła. Jak dodała, pacjenci nie przybyli na szczepienie preparatem Pfizera. Przyznała też, że jest problem, że nie każdy chce się zaszczepić szczepionką AstryZeneki. 

- Zaczynamy się zderzać z tym problemem. Od dwóch tygodni mamy AstręZenekę i rzeczywiście pierwsze pytanie pacjentów jest - która to będzie szczepionka? I nie zawsze są chętni na szczepionkę AstraZeneca - opowiadała na antenie TOK FM. 

- Staramy się pacjentów przekonać, że to jest równie dobra szczepionka, a celem szczepienia jest ochrona nas przed zgonem z powodu koronawirusa, ochrona przed ciężkim przebiegiem tej infekcji, natomiast żadna szczepionka na świecie nie zagwarantuje, że nie zachorujemy - dodała dr Sławin. 

DOSTĘP PREMIUM