Jak będzie wyglądać majówka? "Nie wyobrażam sobie, by Polacy zrezygnowali z grillowania"

Rząd przedłużył obostrzenia do 18 kwietnia. - Wydaje się to decyzja zrozumiała i racjonalna - ocenił w TOK FM Marcin Kędzierski z Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ekspert uważa, że nawet jeśli sytuacja epidemiczna nie będzie się szybko uspokajała, to Polacy nie zrezygnują z planów na majówkę. Bo naprawę bali się koronawirusa tylko raz - rok temu, podczas pierwszej fali epidemii.
Zobacz wideo

Min. Adam Niedzielski poinformował, że rząd zdecydował się przedłużyć obowiązujące obostrzenia o ponad tydzień (do 18 kwietnia). Jak podkreślił szef Ministerstwa Zdrowia podczas konferencji prasowej, spadek liczby nowych zakażeń, który obserwujemy w ostatnich dniach, jest związany ze świętami, a na miarodajne dane dotyczące rozwoju epidemii w Polsce musimy jeszcze poczekać. Stąd decyzja o utrzymaniu restrykcji. 

Zdaniem Marcina Kędzierskiego z Klubu Jagiellońskiego i Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, decyzja ta wydaje się racjonalna. 

- Teraz jesteśmy na etapie schodzenia ze szczytu trzeciej fali epidemii. Gdyby nie było świąt i wzrostu mobilności, a najprawdopodobniej z takim wzrostem mieliśmy do czynienia, to podtrzymywanie restrykcji nie miałoby sensu, bo Polacy ich bardzo często nie przestrzegają. (...) Natomiast zwiększona mobilność w trakcie świąt może doprowadzić do odbicia. Dlatego rząd daje sobie taki "bufor" i wydłuża te restrykcje o tydzień i kolejny weekend, czyli do 18 kwietnia. Wydaje się to decyzja zrozumiała i racjonalna - wyjaśniał w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Minister Niedzielski pytany był o to, jak może wyglądać sytuacja w kraju podczas zbliżającej się majówki. Szef MZ mówił, że nie należy spodziewać się tego, iż obostrzenia zupełnie znikną, a my będziemy mogli zachowywać się zupełnie swobodnie, jak dwa lata temu. Co do konkretów, jak stwierdził, jest na nie za wcześnie.

- Wydaje mi się, że majówka będzie wyglądała tradycyjnie. Nie wyobrażam sobie, by Polacy zrezygnowali ze świątecznego grillowania, które weszło już do naszej tradycji - skomentował Kędzierski. Podkreślił, że w Polsce nie ma obostrzeń związanych z przemieszczaniem się ani godziny policyjnej. Dlatego, zdaniem gościa TOK FM, jeżeli Polacy wyjechali na Wielkanoc mimo wysokiej liczby nowych zachorowań, to tak samo "nie zrezygnują z tych spotkań majówkowych".

- Natomiast osoby, które obawiają się zarażenia i siedziały w domu podczas świąt, będą prawdopodobnie też siedziały w czasie majówki - dodał.

"Prawda czasu i prawda ekranu"

- Jest prawda czasu i prawda ekranu. To nie jest tak, że restrykcje przekładają się jeden do jednego na zachowania społeczne. Z wyjątkiem zamknięcia szkół. To jest jedyna restrykcja, którą można wyegzekwować, bo po prostu dzieci do szkoły nie chodzą - stwierdził ekspert.

W kontekście szkół min. Niedzielski poinformował, że będzie to "pierwszy kierunek odmrażania i przywracania normalności". Wskazał, że ma nadzieję, że przedszkola i klasy I-III wrócą do nauki stacjonarnej lub hybrydowej jeszcze w kwietniu. 

Jeśli chodzi o obostrzenia, to jak ocenił Marcin Kędzierski, Polacy ściśle stosowali się do restrykcji jedynie wiosną 2020 roku, kiedy naprawdę bali się zachorowania na COVID-19. Jesienią, podczas drugiej fali epidemii koronawirusa, przestrzeganie obostrzeń było już na niższym poziomie. Teraz też, jak ocenił gość TOK FM, nie wygląda to najlepiej. 

Kędzierski stwierdził, że jest "politycznie zrozumiałe", że rząd restrykcje wydłuża m.in. ze względu na to, co dzieje się w szpitalach i na rosnącą liczbę zgonów, ale z drugiej strony coraz większa grupa Polaków "niespecjalnie bierze sobie to wszystko do serca". 

DOSTĘP PREMIUM