"W mieście powiatowym dojarz krów może zarobić więcej niż pielęgniarka"

Ministrem zdrowia kierują ekonomiści. Wydaje się tylko rozporządzenia, a jakimi siłami mamy to robić, to już nikogo nie interesuje - ubolewała w TOK FM Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Zobacz wideo

W środę - w Światowy Dzień Zdrowia - przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia na ulicy Miodowej w Warszawie odbyła się manifestacja przedstawicieli organizacji zrzeszonych w Forum Związków Medycznych, m.in. lekarzy, pielęgniarek i diagnostów laboratoryjnych.

Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok mówiła w TOK FM, że sytuacja personelu medycznego w pandemii jest tragiczna. – Wytrzymujemy to wszystko resztkami sił. Pracujemy po 24 godziny przez siedem dni w tygodniu. Tak się nie da, organizm potrzebuje odpoczynku, żeby się regenerować – mówiła Ptok. Jak dodawała, taka sytuacja może się wkrótce odbić na zdrowiu medyków. – Istnieje taka możliwość, że zaczną się zwolnienia lekarskie w którymś momencie, bo organizm sam się broni. Są przypadki omdleń pracowników medycznych, choć dyrektorzy szpitali twierdzą, że o tym nie słyszeli. Dzieje się tak, ponieważ pracujemy w kombinezonach ochronny ponad normy – wskazywała gościni TOK FM.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Precyzowała, że w takim kombinezonie można pracować przez trzy godziny, potem powinien nastąpić pomiar temperatury i jeśli ta będzie za wysoka, to taka osoba powinna zostać wyłączona z pracy. – Jednak tak się nie dzieje. Medycy sami mówią, że pracują w kombinezonach po 5-6 godzin. Inni dodają, że tylko rozbierają się na chwilę wytchnienia, a potem znowu wracają do pracy w tym sprzęcie. My powinniśmy ratować życie pacjentów, ale przy tym kładziemy też na szali swoje zdrowie – przypominała Ptok.

Dla pielęgniarek podstawowym problemem są ciężkie warunki pracy przy nieadekwatnym wynagrodzeniu. – Analizowaliśmy oferty pracy jednego z urzędów w mieście powiatowym. Okazuje się, że dojarz krów może zarobić od 3 do 5 tysięcy złotych, a dla pielęgniarki czy innego medyka – technika to jest kwota 3200 zł. Widać tu skalę porównania - oceniła działaczka.

Wskazywała, że kolejne rządy w Polsce lekceważyły medyków. - Nie byliśmy uznawani jako ci, którzy mogą godziwie zarobić i pracować w dobrych warunkach. Od wielu lat mówimy o braku zastępowalności pokoleniowej. Minister zdrowia roztacza przed nami wizję wzrostu płac do 2027 roku. Dziś mówił, że pielęgniarka z najwyższym wykształceniem może zarobić 1,6 pensji krajowej brutto, czyli 5500 zł. A ja mówię, że minister zdrowia oferuje grupie 170 tysięcy pielęgniarek wynagrodzenie na poziomie 3770 zł i takie same pieniądze może dostać sekretarka medyczna. Zakres odpowiedzialności za pacjenta i wysiłku psychofizycznego jest tutaj nieporównywalna. Tutaj powinna być zmiana, to dla medyków urągające  – tłumaczyła gościni TOK FM.

Przyznawała, że z rozgoryczeniem przyjęła decyzję o tym, że pielęgniarki i położne mają kwalifikować i szczepić na COVID-19, bo te już teraz "biegają od szpitala, do przychodni”. –A teraz jeszcze do punktu szczepień. Poszerza się nam kompetencje na potrzebę chwili. Ministrem zdrowia kierują ekonomiści. Wydaje się tylko rozporządzenia, a jakimi siłami mamy to robić, to już nikogo nie interesuje. Czy my się zdziesiątkujemy albo sklonujemy, to już nikogo nie obchodzi – mówiła Ptok.

DOSTĘP PREMIUM