Co zrobi rząd ws. szczepionki firmy AstraZeneca? Ekspertka o pomyśle mieszania szczepionek

Choć EMA namawia do dalszych szczepień preparatem firmy AstraZeneca, to jednak niektóre kraje decydują się na wprowadzanie ograniczeń. Jednym z rozwiązań jest np. podanie jako drugiej dawki szczepionki innej firmy. Zdaniem dr hab. Doroty Zarębskiej-Michaluk nie powinniśmy się takiej metody obawiać. - Czasem zdarza się, że jest taka konieczność. Tak jak szczepimy pacjentów na inne choroby - mówiła w TOK FM.
Zobacz wideo

Wczoraj (7 kwietnia) Europejska Agencja Leków wydała komunikat, w którym stwierdziła, że zakrzepy krwi powinny być wymienione jako bardzo rzadkie skutki uboczne szczepionki firmy AstraZeneca. Jednocześnie eksperci podtrzymali pozytywną ocenę działania specyfiku w walce z pandemią koronawirusa. Jak podkreślono, korzyści z jej stosowania przewyższają ryzyko działań niepożądanych.

- My, lekarze, którzy zajmujemy się leczeniem COVID-19, cały czas to mówimy: szczepienie jest jedyną drogą do tego, żeby pokonać chorobę - komentowała w TOK FM dr hab. n. med. Dorota Zarębska-Michaluk, zastępczyni kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Ekspertka przyznała, że każda sytuacja, która podważa bezpieczeństwo szczepionki, powoduje, że mniej pacjentów chce się zaszczepić. Ale, jak podkreśliła, w przypadku produktu firmy AstraZeneca mówimy o bardzo niewielkim ryzyku.

- Te niespełna 100 przypadków, które zostały odnotowane, przy ponad 20 milionach osób zaszczepionych, to jest kropla w morzu - zaznaczyła. - W tej chwili mamy do czynienia z efektem skali, czyli masa osób zaszczepionych, wychwytywane są pojedyncze przypadki, cokolwiek ma związek czasowy ze szczepieniem, jest natychmiast raportowane - mówiła lekarka. 

AstraZeneca. Kolejne kraje wprowadzają regulacje. Co zrobi Polska?

Coraz więcej krajów wprowadza ograniczenia w stosowaniu szczepionki firmy AstraZeneca. W Belgii będzie ona podawana wyłącznie osobom powyżej 56. roku życia, a np. w Hiszpanii osobom, które skończyły 60 lat. Z kolei w Wielkiej Brytanii jako pierwszą dawkę młodzi mają dostawać preparat AstraZeneca, a jako drugą inną szczepionkę.

-  W świetle tego, co wiemy, to jest bardzo rozsądny kierunek, jeden i drugi - oceniła dr Zarębska-Michaluk. Jak wyjaśniła, przypadki zakrzepicy mogą być związane np. z przyjmowaniem antykoncepcji hormonalnej, bo to "uznany czynnik powikłań zakrzepowo-zatorowych". 

Lekarka rekomendowałaby polskiemu rządowi, aby także rozważył ograniczenia dotyczące stosowania szczepionki koncernu AstraZeneca.

Rozmówczyni Karoliny Lewickiej przekonywała też, że nie należy obawiać się "mieszania" preparatów różnych firm, czyli podawania dwóch różnych szczepionek.

- To wymaga zbadania, czy takie mieszanie jest możliwie i nie stanowi ryzyka dla pacjenta. Mamy na to chwilę. Natomiast ja bym się tego nie obawiała. Czasem zdarza się, że jest taka konieczność. Tak jak szczepimy pacjentów na inne choroby: nie ma jednego preparatu i musimy jako drugą dawkę podać preparat innej firmy, również inny technologicznie - wyjaśniła.

Zastępczyni kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach przyznała, że bardziej obawia się "reakcji ludzi na takie działanie". - Zawsze, jak coś nie idzie według planu, to ludzie są zaniepokojeni - podkreśliła dr hab. n. med. Dorota Zarębska-Michaluk.

DOSTĘP PREMIUM