Episkopat o "wątpliwościach" wobec dwóch szczepionek. Ekspert: To może wpłynąć na tempo szczepień i skalę odmów

- Stanowisko Kościoła może wpłynąć na tempo szczepień. Zresztą ten dokument jest sformułowany w zastanawiający sposób, bo jednocześnie pozwala i zakazuje katolikom szczepienia się tymi preparatami - komentował w TOK FM Piotr Żakowiecki z Polityki Insight.
Zobacz wideo

Episkopat zabrał głos w sprawie szczepionek. Jak czytamy w opublikowanym przez Zespół Ekspertów KP ds. Bioetycznych dokumencie, w przeciwieństwie do pierwszych szczepionek korzystających z technologii opartej na mRNA i "niebudzących istotnych zastrzeżeń moralnych", to "w produkcji szczepionek AstraZeneca i Johnson&Johnson korzysta się z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów". - Jest to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Watykan już wcześniej wypowiedział się w tej sprawie - zauważał w TOK FM Piotr Żakowiecki, starszy analityk ds. zdrowotnych w Polityce Insight. Watykańska Kongregacja Nauki Wiary wydała notę, zaakceptowaną przez papieża Franciszka, która w czasie pandemii pozwala na korzystanie ze szczepionek wyprodukowanych przy użyciu linii komórkowych pozyskanych w wyniku aborcji w latach 60. 

Ekspert zwracał uwagę, że zastanawiający jest również sposób, w jaki stanowisko episkopatu zostało sformułowane. - Tam jest mowa o tym, że katolicy mieliby się sprzeciwiać, nie godzić na szczepienie tymi szczepionkami, a w kolejnym zdaniu jest mowa o tym, że stanowisko to nie jest ostateczną oceną moralną w kwestii ewentualnego korzystania ze szczepionek - zauważał gość TOK FM. - Powiem półżartem, że to świetna robota dla firmy Pfizer ze strony Kościoła, jeżeli chodzi o popyt na te szczepionki i zainteresowanie w najbliższym czasie - ironizował. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jak jednak dodał, można mieć obawy, że takie stanowisko wpłynie na tempo szczepień i skalę odmów szczepienia AstrąZeneką i Johnson & Johnson. I zauważał, że choć pełne dane odnośnie do skali odmów nie są przez rządzących publikowane, to jednak widać, że zainteresowanie szczepieniami nie jest "szaleńcze". - Z tych dwóch roczników, które zostały dopuszczone do rejestracji wczoraj i dziś, zarejestrowano 153 tys. osób. Widać, że to nie jest tak, że Polacy, przynajmniej w tych grupach wiekowych, siedzą niecierpliwie przed komputerami, żeby zalogować się na konto pacjenta (…) i się zarejestrować - mówił Żakowiecki. - Myślę, że w najbliższych tygodniach to będzie coraz większy problem - dodał.

Problemy ze szczepieniami

Zwracał również uwagę na kolejny problem, czyli to, jak nierównomiernie szczepi się w Polsce. Podawał dane z rządowej strony, według których na prawie 10 mln dostarczonych dawek wykonano niecałe 8 mln szczepień, a 1,1 mln dawek jest w magazynach lub w dostawie. - Nie wiem do końca, jak to zinterpretować. Czy to jest taka górka wynikająca z tego, że ta logistyka na poziomie centralnym trochę niedomaga, czy wynika to z tego, że mamy gdzieś nierównomierne rozłożenie tych dostaw - zastanawiał się. Jak zauważał, nawet minister Dworczyk mówił o tym, że dostępność terminów jest bardzo różna w zależności od miejsca. - Różnice między województwami sięgają nawet dwukrotności. W mazowieckim to jest ponad 50 sczepień na 10 tys. mieszkańców, a na Podkarpaciu nieco ponad 30 - mówił dalej. 

Na koniec Żakowiecki ocenił, że decyzja rządu o przedłużeniu obostrzeń jest racjonalna, bo trudno jest już dzisiaj powiedzieć, jaki jest efekt Wielkanocy. - Mieliśmy gwałtowny spadek wynikający ze zmniejszonej liczby testów w okresie świątecznym, natomiast jak wyraźne będzie odbicie w najbliższych dniach w związku z przywróceniem skali testowania, na razie nie wiemy. Ostrożność rządu jest dość racjonalna -stwierdził. Jak jednak dodał, informowanie o przedłużaniu obostrzeń z tak krótkim wyprzedzeniem jest "złą praktyką", choć z drugiej strony "trudno się spodziewać, żeby rząd zmienił podejście". 

DOSTĘP PREMIUM