Sól fizjologiczna wypacza wynik testu na COVID-19. A film ze "spowiedzią ratownika" bije rekordy

Zamiast specjalnego buforu od producenta, którego rzekomo ciągle brakuje, sól fizjologiczna. Według popularnego w internecie nagrania w taki sposób manipuluje się wynikami testów na koronawirusa. Filmik robi furorę, a fachowcy łapią się za głowy, bo ich zdaniem jest on pełen manipulacji.

W internecie pojawiło się wideo, na którym – rzekomo – ratownik medyczny z 11-letnim stażem poddaje w wątpliwość skuteczność testów wykrywających koronawirusa. Ów zamaskowany i anonimowy "ratownik" przekonuje nawet, że liczba nowych przypadków zakażeń jest zmanipulowana, bo w karetkach testy rozpoznające COVID-19 wykonuje się przy użyciu soli fizjologicznej, zamiast specjalnego buforu, którego ciągle "ma brakować".

Siedem na osiem testów z samą solą fizjologiczną, nawet bez próbki DNA, wychodzi pozytywnie. Ile takich testów jest robionych w Polsce? Moim zdaniem około 50 procent, jak nie więcej i mówię to z własnej autopsji – przekonuje mężczyzna. I choć sam nie kwestionuje istnienia COVID-19, to z filmiku płynie przesłanie, że pandemia jest w istocie propagandą i "jedną wielką nieprawdą". Co więcej, sami medycy mają ukrywać "prawdę", bo dzięki koronawirusowi wzrosły ich zarobki. 

Test, którym posługuje się mężczyzna, wyprodukowała niemiecka firma Abott. "To szybki test antygenowy (…) służący jako pomoc w wykrywaniu ostrej infekcji SARS-CoV-2. Wynik badania dostępny jest już po 15 do 20 minutach, dzięki czemu badanie można przeprowadzić bezpośrednio na miejscu w gabinecie lekarskim, w szpitalu lub w przychodni" – czytamy w opisie producenta. Takie testy faktycznie wykonuje się w karetkach, żeby szybko stwierdzić, czy dany chory faktycznie ma COVID-19 i wówczas skierować go do odpowiedniego szpitala. Dostarczany jest w opakowaniach zawierających 25 kasetek i buteleczkę z buforem (o pojemności 9 ml).

Filmik ze "spowiedzią ratownika" w ciągu kilku dni zanotował grubo ponad 2 mln odsłon i dla wielu stał się dowodem, na wielkie pandemiczne oszustwo. 

"Brakuje buforu? To bzdura"

Jak wyjaśnia w rozmowie z tokfm.pl. dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, pierwsza i kluczowa manipulacja dotyczy buforu, który na nagraniu zastępowany jest solą fizjologiczną. – Ten rzekomy ratownik alarmuje, że tego buforu-odczynnika brakuje. Tylko że wystarczy wykonać proste działanie matematyczne, żeby stwierdzić, że jedna butelka buforu wystarczy do wykonania 30 testów. A kasetek w opakowaniu mamy 25. W związku z tym tego buforu zawsze zostaje, o ile używamy go zgodnie z zaleceniami producenta. Nie możemy do buforu nalać też pół probówki, bo rozcieńczymy próbkę, a to może spowodować uzyskanie wyniku fałszywie ujemnego. Na tym polegają badania laboratoryjne, że niekiedy nawet jedna kropla odczynnika może mieć wpływ na wynik – tłumaczyła ekspertka.

Do tego w badaniach laboratoryjnych nie ma dowolności ich wykonywania. Trzeba ścisłe przestrzegać zaleceń producenta. Każda rozbieżność może nas kosztować uzyskanie nieprawidłowego wyniku. 

Nasza rozmówczyni dodała, że filmik momentalnie trafił na branżowe fora medyków i diagnostów. – Proszę mi wierzyć, że nie znalazłam żadnego komentarza, że gdziekolwiek brakuje buforu. Jeśli pracujemy zgodnie z instrukcją, to on w butelce pozostaje. Dlatego to sytuacja kuriozalna – mówiła dr Kłudkowska.  

Podkreśliła, że właśnie zastępowanie buforu innymi substancjami wypacza wyniki testu. – To tak, jakby wlać do samochodu z silnikiem diesela benzyny i dziwić się, że nie jedzie. Użycie soli fizjologicznej, herbaty czy innego płynu nie gwarantuje nam odpowiedniego zakresu PH, jakie daje bufor. Testy trzeba wykonywać zgodnie z instrukcją producenta, bo to daje gwarancję prawidłowego wyniku. Dlatego takie sytuacje, jak ta na filmiku, są niewybaczalne – wskazywała dr Kłudkowska.  

Ekspertka przypominała, że to nie pierwsza sytuacja, w której podważa się wiarygodność testów przeciwko COVID-19, zastępując odczynnik producenta innym płynem. – Kilka miesięcy temu w internecie pojawiło się nagranie, że po wlaniu soku znanej firmy na płytkę wyszedł wynik z kreską, która miała wskazywać, że jest dodatni. Nigdy w życiu nie spotkałam się z taką falą hejtu, groźbami ucięcia głowy, więzienia, gdy próbowałam tłumaczyć, co tam się naprawdę stało. Po prostu sok ma nieodpowiednie PH, testu użyto w sposób nieprawidłowy i dlatego wyszedł taki wynik – przekonywała dr Kłudkowska. 

Trudno polemizować z teoriami spiskowymi

Bo niestety wszelkie teorie spiskowe i te podważające ogólnie przyjętą wersję wydarzeń, trafiają w pandemii na bardzo podatny grunt. Szczególnie jeśli forma takiego filmiku – dramatyczna muzyka, atmosfera tajemniczości, niepokazywanie twarzy bohatera rzekomo z powodu strachu – sprzyja budowaniu poczucia grozy.

– Większość odbiorców nie wie, jak prawidłowo wykonać taki test, i gdy widzi, że z solą fizjologiczną wynik wychodzi dodatni, to stwierdza: to jest masakra, testy nie działają, nabija się nas w butelkę. Z problemem zostajemy my, diagności, bo próbujemy to wytłumaczyć. Znamy procedury, metody, ale trudniej nam czasami w prostych słowach wyjaśnić nieprawidłowości. Każda próba tłumaczenia przez nas czegokolwiek wygląda mniej wiarygodnie, niż to, co zobaczyliśmy na takim filmiku. Może musielibyśmy nagrać wideo w takim samym tonie, ale zapewne nie mielibyśmy tylu odtworzeń – przyznała ekspertka. 

Mimo wszystko fachowcy walczą z takimi fake newsowymi teoriami. – W tym przypadku współczuję ratownikom, bo wygląda na to, że ktoś się pod nich podszywa. Wygadywanie takich głupot, w takim momencie pandemii, jest skrajnie nieodpowiedzialnie – podsumowała nasza rozmówczyni. 

Celowo nie publikujemy w treści artykułu omawianego filmu, aby nie kolportować niesprawdzonej medycznie wiedzy. 

Zapytaliśmy ministerstwo zdrowia o testy firmy Abott. Poprosiliśmy też o komentarz do filmiku z rzekomym ratownikiem. Czekamy na odpowiedź.

DOSTĘP PREMIUM