Która szczepionka przeciw COVID-19 jest najlepsza? Lekarz ma prostą odpowiedź

- Nie ma znaczenia, jaką szczepionkę przeciwko COVID-19 otrzymamy. Każda, która jest obecnie dostępna na rynku, jest uznawana za bezpieczną i skuteczną - mówi nam dr Bartosz Fiałek. Przekonuje też, że nie należy podchodzić sceptycznie do preparatów AstryZeneki ani Johnson & Johnson i wyjaśnia, dlaczego nie należy porównywać szczepionek.
Zobacz wideo

Z każdym dniem coraz więcej Polaków może zapisać się na szczepienie przeciwko COVID-19. Zgodnie z obowiązujących harmonogramem w tym tygodniu ruszą zapisy dla roczników 1972 (piątek) i 1973 (sobota). Od poniedziałku zaś, każdego dnia, będą mogły zapisywać się kolejne roczniki - zaczynając od 1974-1975 i kończąc na rocznikach 2000-2003, dla których okienko z zapisami otworzy się 9 maja i będzie to już ostatnia grupa. 

Wcześniej zapisać mogły się też te osoby, które w specjalnym formularzu na początku roku deklarowały chęć przyjęcia preparatu.

Wraz z coraz większym dostępem do szczepień Polacy częściej szukają informacji o poszczególnych szczepionkach - ich technologii czy skuteczności. Pokazują to rosnące wyniki w wyszukiwarkach internetowych. Na wielu forach znaleźć można też gorące dyskusje na temat tego, kto jaką chciałby dostać szczepionkę, a której się obawia.

Zdaniem dra Bartosza Fiałka, specjalisty w dziedzinie reumatologii, dla "zwykłego" Jana Kowalskiego nie ma różnicy, którą szczepionkę otrzyma. - Każda, która jest obecnie dostępna na rynku, jest uznawana za bezpieczną i skuteczną. Dlatego można się szczepić tą szczepionką, która po prostu będzie dla nas przygotowana - mówi.

Obecnie w Polsce dostępne są cztery szczepionki przeciwko COVID-19: Pfizer/BioNTech, Moderna, AstraZeneca oraz Johnson & Johnson, której pierwsze dawki trafiły do nas w połowie kwietnia.

Dr Fiałek zwraca uwagę, że sami naukowcy wskazują jednoznacznie, że porównywanie szczepionek jest błędem. - Ich skuteczność jest oceniania w kilku aspektach, m.in. chronienie przed zakażeniem, przed hospitalizacją, przed ciężkim przebiegiem czy przed zgonem. Tych wskaźników jest naprawdę dużo i 'Jan Kowalski' może nie wiedzieć, które procenty między sobą porównywać - mówi lekarz.

Podkreśla też, że różne szczepionki badano w różnym czasie. - Oxford-AstraZeneca była analizowana wtedy, kiedy rozpowszechniony był już wariant B.1.1.7, czyli tak zwany brytyjski wariant SARS-CoV-2. Natomiast Pfizer-BioNTech czy Moderna wtedy, kiedy dominował wariant z 'łagodniejszą' mutacją (D614G) - mówi. 

Poza tym producenci też aktualizują dane dotyczące skuteczności swoich preparatów wraz z przeprowadzanymi badaniami. Przykładowo - Pfizer i BioNTech podawały kilka miesięcy temu, że deklarowana skuteczność ich szczepionki wynosi 95 proc., ale na początku kwietnia zaktualizowały dane i poinformowały o skuteczności na poziomie 91,3 proc. (wciąż bardzo wysoko!).

Dr Fiałek przekonuje też, że nie należy podchodzić sceptycznie do szczepionki koncernów AstraZeneca ani Johnson & Johnson. Ta ostatnia zdaje się być najbardziej demonizowana. Zdaniem eksperta - zupełnie niesłusznie. - Jest to preparat bezpieczny i skuteczny. Demonizuje się ją w kontekście emocjonalnym, a nie merytorycznym. Natomiast kiedy mówimy o zdrowiu, to powinniśmy oddzielić przekazy emocjonalne i ideologiczne od merytorycznych - stwierdza.

Jeśli chodzi o merytorykę, lekarz podaje, że niedawno w naukowym czasopiśmie medycznym "The New England Journal od Medicine" ukazały się wyniki dotyczące trzeciej fazy badań szczepionki Johnson & Johnson. - Wynika z nich, że po 14 dniach od podania mamy 67 proc. skuteczności przed zachorowaniem, a po 28 dniach szczepionka w 85 proc. chroni przez ciężkim przebiegiem. Oprócz tego, preparat jest skuteczny wobec tzw. południowoafrykańskiego wariantu SARS-CoV-2, czyli B.1.351 - cytuje nasz rozmówca.

Kilka dni temu stanowisko ws. szczepionki Johnson & Johnson wydała Europejska Agencja Leków. Poinformowała, że możliwy jest związek między tym preparatem a bardzo rzadkimi przypadkami nietypowych zakrzepów krwi przy występowaniu niskiego poziomu płytek krwi. Jednocześnie Agencja podkreśliła, że "ogólny stosunek korzyści do ryzyka pozostaje pozytywny" i że szczepionka jest bezpieczna.

Zgodnie z zapowiedziami szefa KPRM i rządowego pełnomocnika ds. szczepień Michała Dworczyka, szczepionka Johnson & Johnson w Polsce w pierwszej kolejności trafi do zespołów wyjazdowych, które szczepią osoby w ich domach ze względu na to, że nie mogą one samodzielnie dotrzeć do punktów szczepień.

Jak działa szczepionka mRNA, a jak wektorowa?

Przypomnijmy krótko, szczepionki firm Pfizer/ BioNTech oraz Moderna to preparaty oparte na nowoczesnej technologii mRNA - podawane w dwóch dawkach. Aczkolwiek dyrektor generalny firmy Pfizer Albert Bourla informował ostatnio, że prawdopodobnie pacjenci szczepieni preparatem jego firmy będą potrzebować także i trzeciej dawki w ciągu 12 miesięcy od przyjęcia drugiej. Zaznaczył też, że możliwy jest scenariusz corocznego szczepienia się przeciw koronawirusowi (podobnie jak obecnie przeciwko grypie).

Szczepionki mRNA nigdy wcześniej nie były stosowane u ludzi na szeroką skalę. Jednak - jak podaje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - platforma mRNA już od wielu lat jest wykorzystywana przy opracowywaniu szczepionek, np. przeciw CMV, Zika, grypie, wściekliźnie, czy malarii. Technologia mRNA jest również z powodzeniem wykorzystywana przy opracowaniu szczepionek nowotworowych i w działaniach terapeutycznych, o czym na antenie TOK FM mówił ostatnio prof. Jacek Jemielita z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jeśli chodzi o szczepionki AstryZeneki oraz Jonson & Johnson - są to szczepionki wektorowe. Oznacza to, że składają się z niezdolnego do replikacji wirusa, który został poddane modyfikacji, by tym samym wywołać odpowiedź immunologiczną przeciw wirusowi SARS-CoV-2.

Szczepionka AstryZeneki podawana jest w dwóch dawkach, a Jonson & Johnson jest tylko jednodawkowa.

DOSTĘP PREMIUM