Obłożnie chorzy staruszkowie czekają na szczepienia. "Prowadzenie mobilnego punktu się mi nie opłaca"

Osoby niepełnosprawne albo starsze, które nie wychodzą z domów, powinny być szczepione przeciw COVID-19 przez mobilne punkty. - One nie działają, nie są opłacalne. Dyrektorzy szpitali wolą zaszczepić w godzinę 50 osób w punkcie niż w jechać do jednego staruszka - mówiła w TOK FM Karolina Kowalska, dziennikarka "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

W tym tygodniu ruszają zapisy na szczepienia dla nowych grup. Od poniedziałku, każdego dnia, będą mogły zapisywać się urodzeni w kolejnych latach, na początek w roku 1974 i 1975. Na koniec 9 maja zaczną się zapisy dla roczników 2000-2003, to będzie już ostatnia grupa.

Niestety w tym tygodniu do Polski ma trafić o ponad milion mniej szczepionek, niż zakładano, o czym mówił w weekend Michał Dworczyk. W związku z tym niektórzy pacjenci mogą mieć przekładane terminy przyjęcia pierwszej dawki. 

Karolina Kowalska z "Rzeczpospolitej" na antenie TOK FM oceniła, że jej zdaniem rząd nie do końca sprawnie radzi sobie z realizacją programu szczepień. Podkreśliła, że nieustannie zmieniane są zasady: najpierw mówiło się o podziale na grupy (np. medycy, seniorzy), potem się ten podział zniesiono; w międzyczasie bez zapowiedzi zapisywać się mogli młodsze osoby.

- Brak logiki widzę też w tym, że jeszcze nie zdążyliśmy wyszczepić osób starszych, nie mamy szczepionek, a już otwieramy zapisy dla wszystkich - mówiła.

Dziennikarka przyznała jednak, że najbardziej boli ją fakt, iż "minister Dworczyk i cały rząd zapomniał o bardzo ważnej grupie, czyli osobach niepełnosprawnych, również wśród seniorów". Kowalska podkreślała, że jest mnóstwo 80- czy 90-latków, którzy nie są w stanie samodzielnie ruszyć się z domu. - Okazuje się, że nie zadbaliśmy o grupy, które najbardziej potrzebują opieki państwa. Zostawiliśmy bez opieki tych, którymi państwo powinno się zająć na samym początku - stwierdziła.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jak system nie działa

Rozwiązaniem dla osób, które nie są w stanie dotrzeć na szczepienie, miały być mobilne punkty szczepień. Ale zdaniem dziennikarki "Rz" one nie działają. Problemem, jak mówiła, jest niska wycena takich świadczeń. - Taka sama jak w przypadku szczepień, po które się przychodzi do punktów - powiedziała. A przecież wymagają zupełnie innej organizacji. I są po prostu mniej opłacalne dla placówek, które zajmują się szczepieniami.

- Dyrektorzy szpitali albo osoby, które prowadzą szczepienia, mówią mi: "W tym samym czasie, kiedy ja przejadę pół miasta i w ciągu godziny zaszczepię jedną osobę, to na miejscu w punkcie jestem w stanie zaszczepić 50-60, a nawet więcej osób. Dlatego prowadzenie mobilnego punktu się mi nie opłaca" - mówiła Kowalska, powołując się na swoje źródła wśród medyków. 

Podała też przykład jednego ze swoich znajomych, którego ojciec (poważnie chory) nie jest w stanie dojechać do punktu nawet z czyjąś pomocą. Musi być zaszczepiony w domu. Nie mieszka w Warszawie. - Usłyszał, że nikt do niego nie przyjedzie, bo mobilnego punktu nie ma, a jeśli gdzieś jest, to wszystkie terminy ma zajęte. Ale poradzono mu, by przyjechał na Stadion Narodowy - podsumowała dziennikarka. 

DOSTĘP PREMIUM