Palce covidowe, wypadanie włosów. Skóra też cierpi przez COVID-19. "Dolegliwości mogą utrzymywać się długo"

COVID-19 może wpłynąć na stan naszej skóry. Eksperci apelują, żeby wizyty u dermatologa nie odkładać na czas po pandemii, jeśli mamy jakieś niepokojące objawy. - Wiele osób twierdzi, że choroby skóry to mało istotny problem, ale to nieprawda - mówiła w TOK FM dr Elżbieta Szymańska, dermatolog.
Zobacz wideo

Eksperci są zgodni, że objawy dermatologiczne mogą występować nawet u około 20 proc. chorych na COVID-19. Zazwyczaj jednak są to zmiany skórne "niecharakterystyczne". - Chodzi między innymi o osutkę plamisto-grudkową (tzw. odropodobną), osutki krostkowe, a także rumienie - wyliczała na antenie TOK FM dr Elżbieta Szymańska, dermatolog z Centrum Profilaktyki i Terapii w Warszawie.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Najbardziej charakterystyczną zmianą są tzw. palce covidowe. Są to sino-czerwone zmiany w końcówkach palców. Najczęściej stóp, ale mogą się też pojawić na rękach. - Stany zapalne przy COVID-19 wpływają na naczynia i obserwujemy właśnie takie sytuacje. Ten typ zmian rozwija się w ciągu kilku dni od zakażenia i niestety może się utrzymywać bardzo długo. Mieliśmy pacjentów, którzy cierpieli na taką dolegliwość nawet kilka tygodni po zakażaniu koronawirusem - wskazywała ekspertka.

Stres wzmaga problemy

W rozmowie z Polską Agencją Prasową konsultant krajowa w dziedzinie dermatologii i wenerologii prof. Joanna Narbutt, kierownik Kliniki Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oceniła, że zmiany skórne w przebiegu, czy po przebyciu COVID-19 mogą być wynikiem silnego stresu, jaki towarzyszy tej chorobie. - Jednak część zmian może się też pojawić w efekcie leczenia - antybiotykami, lekami przeciwwirusowymi czy glikokortykosteroidami- powiedziała dermatolog.

- Stres związany z COVID-19 stanowi ogromny problem. Jest to stres przewlekły - odczuwamy ciągły strach o najbliższych, o siebie, o to co będzie po przebyciu choroby. Stres ma też związek z restrykcjami, jakich musimy przestrzegać, ze zmianami w naszym życiu, jakie towarzyszą lockdownowi - tłumaczyła prof. Narbutt. Dlatego objawy psychiatryczne towarzyszące pandemii są obecnie jednym z największych globalnych problemów, oceniła specjalistka.

Dermatolog zwróciła również uwagę na występowanie objawów dermatologicznych, takich jak osutka, w przebiegu PIMS. Jest to wieloukładowy zespół zapalny u dzieci po przechorowaniu COVID-19. Dotyczy nawet tych dzieci, które przechorowały COVID-19 lekko lub bezobjawowo.

COVID-19 groźny dla... włosów 

Prof. Aleksandra Lesiak z Kliniki Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przypomniała, że u osób, które przechorowały COVID-19 może też - po trzech, czterech miesiącach od infekcji - pojawić się tzw. łysienie telogenowe. - Ten rodzaj łysienia pojawia się po wielu infekcjach wirusowych, a w przypadku COVID-19 może być wynikiem mikrozakrzepów powstających w skórze - oceniła dermatolog w rozmowie z PAP. 

W dermatologii teleporada nie może być standardem

Dr Szymańska podkreślała, że pandemia odcisnęła swoje piętno również na całej dermatologii, bo dostęp pacjentów do specjalistów był utrudniony. – Wiele osób twierdzi, że choroby skóry to mało istotny problem, ale to nie prawda. Część pacjentów z dolegliwościami nie zgłasza się do specjalisty z obawy przed koronawirusem. Mówili sobie, że jeszcze przyjdzie moment, żeby zająć się tą czy inną zmianą skórną. Odraczali zgłaszanie się do lekarza. W przypadku dermatologii też teleporada nie powinna być standardem. Dlatego mieliśmy spory problem z niezgłaszaniem się pacjentów – opowiadała gościni TOK FM.

A wczesne rozpoznanie choroby jest szczególnie istotne przy leczeniu nowotworów skóry. – Czerniak to bardzo złośliwy rak, z wysokim ryzykiem zgonu, jednak jest w pełni wyleczalny, jeśli zostanie wykryty na wczesnym etapie. Dlatego tacy pacjenci powinni być szybko kontrolowani, a ten niezbędny monitoring bywał pominięty. Jeśli to nadal będzie zaniedbywane, to będą do nas trafiać pacjenci w bardziej zaawansowanych stadiach choroby, przez co ich rokowania będą gorsze – uczulała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM