Szczepionek pod dostatkiem, ale chętnych brak. Filmiki to za mało. "Trzeba dotrzeć do Polski powiatowej"

Eksperci i lekarze alarmują: promocja szczepień jest niewystarczająca i musi być zmieniona. Osób, które są zdecydowane na szczepienie jest mniej, niż przeciwników przyjęcia preparatu. Jak to zmienić?
Zobacz wideo

W Izraelu czy Wielkiej Brytanii, gdzie większość mieszkańców jest zaszczepionych, praktycznie nie ma już zgonów z powodu koronawirusa. Systematycznie spada też liczba nowych zachorowań i znoszone są kolejne restrykcje.

W Polsce mamy na razie nieco ponad cztery miliony osób w pełni zaszczepionych. Jednocześnie cały czas odnotowujemy sporo zgonów. Dziś resort zdrowia poinformował o śmierci 342 chorych

Z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że cały czas znaczna część społeczeństwa mówi szczepieniom "nie". Zdecydowanie nie chce się szczepić 27 proc. respondentów, a "raczej nie" - 19 procent. Stanowcze "tak" szczepieniom mówi tylko 16 proc. badanych. 

Największy odsetek tych, którzy szczepić się nie chcą, jest wśród ludzi młodych - w wieku 18-34 lata.

Kampania profrekwencyjna pomoże? 

Rząd zapowiada kampanie profrekwencyjne, ale - zdaniem ekspertów - czas na to był... w grudniu. Przypomnijmy, że szczepienia w Polsce rozpoczęto 27 grudnia 2020 roku. Zdaniem naszych rozmówcą filmy z Cezarym Pazurą, przygotowane by zachęcić do szczepień, to stanowczo za mało. Bo wciąż wiele osób - w tym seniorów - nie wie nawet, jak się na szczepienie zapisać albo gdzie się zgłosić. Wielu nie ma jak dotrzeć do punktu szczepień.

Są też tacy, którzy - namówieni przez rodzinę czy znajomych - ze szczepień rezygnują, choć wahają się i zastanawiają, że być może jednak warto. Chcieliby móc z kimś o tym porozmawiać, ale nie mają z kim. Są i tacy, którzy - ze względu na wiele chorób współistniejących - najzwyczajniej szczepienia się boją i też nie mają z kim wyjaśnić swoich wątpliwości. Zwłaszcza, jeśli mieszkają na wsi czy w małym miasteczku.

Specjalista chorób zakaźnych prof. Krzysztof Tomasiewicz nie ma wątpliwości, że od tego, ilu z nas się zaszczepi zależy, czy jesienią będziemy mieć kolejną, groźną falę pandemii. - Powinniśmy zintensyfikować działania, wyjść aktywnie do tych osób, które się nie zaszczepiły. To jest zadanie na najbliższe tygodnie - łącznie z zaangażowaniem na przykład pomocy społecznej czy lekarzy rodzinnych - mówi profesor.

Szczepionek pod dostatkiem, a chętnych brak

Już wiadomo, że lekarze POZ rzeczywiście mają obdzwaniać swoich niezaszczepionych pacjentów, by z nimi rozmawiać, przekonywać, rozwiewać wątpliwości. To ważne, bo - jak mówi dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego - zbliżamy się do momentu, gdy w punktach szczepień będzie nadmiar szczepionek, a nie będzie chętnych, by się nimi szczepić. W niektórych punktach już można to zaobserwować. 

- Często jest tak, że ludzie mają wątpliwości, zwłaszcza seniorzy. Na przykład miałem pacjentkę, która ma wiele chorób współistniejących, a usłyszała od wnuczka, że przyjedzie ją odwiedzić, jak babcia się zaszczepi. Oczywiście, większość chorób nie jest przeciwwskazaniem do szczepienia. Z drugiej strony są pacjenci, którzy mają przekonanie, że powinni przyjąć preparat, ale rodzina ich od tego odwodzi. I chcą o tym porozmawiać - mówi dr Zieliński.

W internecie pojawia się mnóstwo pomysłów i ekspertów, i innych internautów na temat tego, co zrobić, by przekonać nieprzekonanych do szczepień. Jedni proponują, by za szczepienia płacić - są miejsca na świecie, gdzie już tak się dzieje (na przykład sieci handlowe dają zaszczepionym pracownikom premie - w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech).

Pojawia się propozycja, by zaszczepionym dawać bony na przykład na wakacje lub na wzięcie udziału w jakiejś loterii. 

Zdaniem eksperta od zarządzania kryzysowego Marcina Samsela, w tej chwili najważniejsza jest nie telewizyjna czy radiowa reklama szczepień, ale dotarcie ze szczepionkami do małych miejscowości. Bo najmniej osób zaszczepionych jest w Polsce powiatowej. - Na dziś nie do końca mamy problem z promocją szczepień, a z dostępem do punktów szczepień, zwłaszcza w Polsce powiatowej. Co odbija się na przykład na szczepieniach grupy 70 plus i z tym między innymi mamy problem - potwierdza Samsel. - Problemem są też małe miasta, miasteczka, wsie i możliwość zaszczepienia się mieszkających tam ludzi. Promocja szczepień musi być dostosowana do tego, dlaczego ludzie się nie szczepią - dodaje. A tego, jego zdaniem brakuje.

DOSTĘP PREMIUM