Ekipa Friza i sportowcy to zły pomysł na promocję szczepień? "Musimy angażować ludzi, którzy się na tym znają"

- Jeżeli nie zaszczepimy wystarczającego odsetka populacji, to nie dość, że nie będziemy mogli wrócić do normalności, to w dodatku nikt z tego kraju nie będzie mógł wyjechać, bo nikt nie będzie chciał Polaków za granicą - mówił w TOK FM dr Bartosz Fiałek, lekarz, specjalista w dziedzinie reumatologii.
Zobacz wideo

W czwartek minister Michał Dworczyk poinformował na Twitterze, że w Polsce podano 15 mln dawek szczepionek przeciwko COVID-19. Dr Bartosz Fiałek w TOK FM stwierdził, że jest to "fenomenalna" wiadomość, która pokazuje, jak bardzo ta część obywateli już zaszczepionych była do tego zdeterminowana. 

O samym Narodowym Programie Szczepień lekarz nie mówił jednak zbyt dobrze. Krytykował rządzących przede wszystkim za chaos i brak odpowiedniego komunikowania Polakom swoich decyzji. Punktował m.in. wydłużanie, a potem znów skracanie, okresu między dawkami szczepionek. Jak mówił, każdego dnia odzywa się do niego mnóstwo pacjentów, którzy nie wiedzą, co mają robić - czy przyspieszać termin drugiej dawki, czy jednak nie.  - To, co dzieje się z Narodowym Programem Szczepień przypomina to, co było przy okazji wprowadzania epidemicznych obostrzeń. To były chaotyczne decyzje i niestety tak samo chaotycznie prowadzony jest teraz ten program - przekonywał Fiałek. 

Za kilka dni rząd ma ruszyć z kampanią profrekwencyjną, bo wciąż wielu Polaków nie chce się szczepić. W kampanię zaangażowani mają być sportowcy i gwiazdy internetu. Dr Fiałek nie ukrywał, że jest wobec tego pomysłu sceptyczny.  - Uważam, że pan [Cezary] Pazura, który występuje w spotach [promujących szczepienia] do tej pory robi, co może. To fenomenalny aktor, ale również twarz tej kampanii i podziwiam go, bo staje na wysokości zadania. Ale to jest za mało. Musimy zaangażować ludzi, którzy mają zaufanie społeczeństwa w danej kwestii. Nie autorytet lodów z Ekipy, żeby przemawiać do młodych, tylko autorytet w kontekście szczepienia - przekonywał gość Karoliny Lewickiej.

Zdaniem lekarza wspomniani już influencerzy z Ekipy Friza - którzy na co dzień nie zajmują się szczepieniami - byliby nie do końca wiarygodni, gdyby nagle zaczęli mówić o szczepieniach. - Może błądzę, ale uważam, że trzeba w to zaangażować młodych lekarzy, którzy świetnie poruszają się w mediach społecznościowych - utrzymywał. 

- Ja powiem uczciwie: jeżeli sportowiec, którego szanuję niezmiernie, to jest Bartosz Kurek, namawiałby mnie do szczepień, to mimo tego że w mojej ocenie jest najlepszym siatkarzem na świecie, to bym się nie zaszczepił. Musimy angażować ludzi, którzy się na tym znają - skwitował. 

Obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19?

Na koniec prowadząca audycję redaktor Lewicka pytała lekarza o to, czy rząd powinien wprowadzić obowiązek szczepień przeciwko koronawirusowi, zwłaszcza wśród najstarszej grupy obywateli. 

Dr Fiałek przyznał, że nigdy nie był zwolennikiem takiego rozwiązania. - Ale wydaje mi się, że w momencie, kiedy mamy tak dużą liczbę osób niezainteresowanych szczepieniami, to jedynym normalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19 nie tylko dla osób z grupy 65 plus, ale dla wszystkich - powiedział. 

Lekarz ostrzegał, że jeżeli "nie zaszczepimy wystarczającego odsetka populacji, to nie dość, że nie będziemy mogli wrócić do normalności, to w dodatku nikt z tego kraju nie będzie mógł wyjechać. - Bo jeśli nie będziemy osiągać odpowiednich odsetków wszczepialności, to nikt nie będzie chciał Polaków za granicą ze względu na obawę, że są nosicielami nowego wariantu koronawrusa - stwierdził.

DOSTĘP PREMIUM