Czwarta fala epidemii? "Górka" w zakażeniach nie przełoży się na "górkę" hospitalizacji

Minister zdrowia ogłosił, że rząd nie spodziewa się czwartej fali epidemii, jednak naukowcy taką możliwość biorą pod uwagę. Dr Franciszek Rakowski z ICM UW mówił w TOK FM, że najbardziej pesymistyczny scenariusz na końcówkę czerwca to nawet 14 tys. nowych zakażeń dziennie. Zastrzegał jednak, że nawet w tym wariancie czwarta fala nie będzie tak dotkliwa jak poprzednie.
Zobacz wideo

Minister zdrowia Adam Niedzielski stwierdził, że po powrocie uczniów do szkół rząd "nie spodziewa się czwartej fali zakażeń", choć liczba przypadków może "lekko" wzrosnąć. Dr Franciszek Rakowski z ICM UW nie wypowiadał się w tej kwestii tak jednoznacznie. - Nie przewidujemy, że będzie czwarta fala, ale dopuszczamy taką możliwość - podkreślał w TOK FM.

Jak dodawał, prognozy na koniec czerwca to między 4 a aż 14 tys. nowych zakażeń dziennie. - To bardzo szeroki przedział niepewności. Wynika z tego, że głównym czynnikiem, który wpływa na to, po której ścieżce pójdziemy, jest obecny poziom immunizacji społeczeństwa - wyjaśniał. Poziom immunizacji, czyli współczynnik, który pokazuje, jaka część społeczeństwa jest już odporna. 

- Nawet jeśli pójdziemy tą górną ścieżką, czyli z wyższymi narostami do 14 tys. dziennych przypadków, to nie będzie to absolutnie taka sama fala jak były poprzednie - zaznaczał ekspert. Jak dodał, dzięki szczepieniom "górka" w zakażeniach nie przełoży się na "górkę" w hospitalizacjach. - Uważamy, że w najbardziej pesymistycznym scenariuszu tych hospitalizacji będzie maksymalnie 7 tys. na raz, co w porównaniu do 30 tys., które było chociażby w trzeciej fali, jest liczbą niewielką - zauważał. 

Prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz przypominała, że od soboty nie trzeba już nosić maseczek na zewnątrz, otwierają się też restauracyjne ogródki. W odpowiedzi dr Rakowski podkreślał, że największy wpływ na rozprzestrzenianie się epidemii mają spotkania w zamkniętych przestrzeniach, a jako przykład podawał wnętrze restauracji czy szkolną klasę. - Wszystkie luzowania obostrzeń, które zawierają w sobie możliwość wspólnego przebywania w zamkniętych przestrzeniach są najbardziej istotne, maja największy wpływ na ewentualne przyspieszenie - zaznaczał. 

Na koniec dr Rakowski miał dobre wiadomość i przyznał, że wiele wskazuje na to, iż zbliżamy się do końca epidemii, a jej końcówka powinna przebiegać stosunkowo łagodnie. - Natomiast oczywiście zagrożenia są, przede wszystkim poprzez nowe możliwe mutacje, które będą uciekały odpowiedzi naszego systemu immunologicznego - zastrzegł. 

DOSTĘP PREMIUM