Gardias o "doktrynie szoku" stosowanej przez rząd. Pielęgniarki i położne szykują strajk ostrzegawczy

7 czerwca odbędzie się dwugodzinny strajk ostrzegawczy pielęgniarek i położnych. Nastrojów wśród tej grupy zawodowej nie uspokoiły najnowsze propozycje płacowe Ministerstwa Zdrowia. Jak mówiła w TOK FM Dorota Gardias, rządzący chcą skłócić medycznych i niemedycznych pracowników służby zdrowia. Szefowa Forum Związków Zawodowych zwróciła też uwagę na to, że w niektórych szpitalach nie wypłaca się pielęgniarkom dodatku wywalczonego za czasów PO-PSL.
Zobacz wideo

W propozycjach resortu zdrowia znalazły się zmiany w wyliczaniu minimalnych wynagrodzeń. Zasady ich ustalania miałyby być takie same, zarówno dla pielęgniarek, jak i na przykład sekretarek medycznych. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych jest tymi pomysłami oburzony i zapowiada na 7 czerwca dwugodzinny strajk ostrzegawczy.

- W tych czasach pandemii nie powinno być żadnych protestów i strajków, ale to właśnie rząd wykorzystuję pandemię, żeby wprowadzać ustawy, które w normalnym systemie by nie weszły, bo byłby wielkie protesty. To „doktryna szoku” - komentowała w TOK FM Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych, która przed laty stała na czele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Jak mówiła rozmówczyni Macieja Głogowskiego, "wprowadza się przepisy, które zabierają pielęgniarkom środki wypłacane od wielu lat". - Ustalone zostały przez ministra Mariana Zembalę, czyli za czasów Platformy Obywatelskiej. To była skokowa podwyżka o 400 zł co roku, przez cztery lata. Dzisiaj w ustawie dopuszcza się możliwość, że te środki już nie będą przeznaczane na pensje i mogą być zabrane. Już słyszymy, że w niektórych szpitalach wypowiada się te dodatki. To jest ogromnie krzywdzące – podkreśliła Gardias.

Dodała, że przy tych propozycjach ministerstwa pielęgniarki zrównają się pod względem płac z sekretarkami medycznymi. - To jest skłócanie przez rząd pracowników ochrony zdrowia. To jest niedopuszczalne, żeby były takie podziały. Polaryzuje się pracowników medycznych i niemedycznych w ochronie zdrowia. To bardzo dziwny kierunek – oceniła.

"Kluczowym problemem służby zdrowia są braki kadrowe"

Jak Dorota Gardias ocenia zawarte w "Polskim Ładzie" pomysły dotyczące służby zdrowia? Gościni TOK FM przyznała, że na program zaprezentowany w minioną sobotę patrzy... z przymrużeniem oka. Bo za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy wiele już było szumnie zapowiadanych planów i programów, a niewiele z nich nie wynikało.

"Polski Ład" zakłada m.in. wzrost składki na ochronę zdrowia.

- Od dawna mówiłam, że podstawą polepszenia jakości usług medycznych musi być wyższa składka zdrowotna, ale przy jednoczesnej gruntownej reformie (systemu). Otrzymując informacje o próbie obniżania płac medykom, śmiem twierdzić, że będziemy płacić więcej na ochronę zdrowia, nie mając przekonania o wymiernych korzyściach. Nie jest tajemnicą, że kluczowym problemem służby zdrowia nie są sprzęt czy łóżka, tylko braki kadrowe. A w Krajowym Planie Odbudowy, ani w "Polskim Ładzie" nie jest nic napisane o tym, że będziemy inwestować w ludzi - mówiła.

Ma być więcej pieniędzy. Tylko niekoniecznie na to, co potrzebne

Z ogłoszonych dziś danych Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych wynika, że system ochrony zdrowia funkcjonuje tylko dlatego, iż blisko 70 tys. pielęgniarek i położnych pracuje, mimo uzyskania uprawnień emerytalnych. Gdyby odeszły z zawodu, z mapy Polski zniknęłoby ok. 280 szpitali powiatowych – alarmuje samorząd pielęgniarski.

Dorota Gardias zwróciła uwagę, że rząd nadal nie ma zamiaru inwestować w personel medyczny, a zamiast tego planuje zbudować korpus kontrolerów, którzy przyjrzą się jakości świadczenia usług medycznych i zaproponują restrukturyzację systemu ochrony zdrowia. - Nawet jeśli zostanie 9 proc. PKB przekazane na służbę zdrowia, to nie będą wydawane na ludzi potrzebnych do budowania jakości usług medycznych. Pan minister mówi, że zatrudnimy kontrolerów i będziemy to restrukturyzować - tłumaczyła.

Minister zdrowia zapowiedział również, że medycy będą musieli pracować w jednym miejscu, bo jak powiedział "jednostki będą profilowane w różnych zakresach i nie będzie sytuacji, że obok siebie są dwa szpitale zabiegowe, będzie jeden". Ten pomysł także skrytykowała Gardias. - Jeśli będzie przymus pracy w jednym miejscu, to nie mamy ani tylu lekarzy, ani pielęgniarek. Chyba że likwidujemy część szpitali. To w takim razie przekaz powinien brzmieć: "Zamykamy wam szpitale, bo nie mamy na was pieniędzy". Lekarze i pielęgniarki woleliby pracować w jednym miejscu, zarabiać dobrze i świadczyć dobre usługi, bo po to do tego zawodu poszli - podsumowała przewodnicząca Forum Związków Zawodowych.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM