Kumulacja chorych na raka. "Zgłaszają się pacjenci z nowotworem, który już rok temu powinien być zoperowany"

- Jesteśmy na granicy wydolności. Mamy problemy kadrowe i nieprawdopodobnie duży przyrost liczby chorych, którymi musimy się zaopiekować - mówił w TOK FM prof. Piotr Wysocki, kierownik Oddziału Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Zwracał uwagę, że zgłaszają się do niego pacjenci, którym natychmiast trzeba wdrożyć chemioterapię, bo guzy nie nadają się już do operowania.
Zobacz wideo

Lekarze alarmują o nieprawdopodobnej fali nowotworów w Polsce. Rok temu, ze względu na epidemię i ograniczoną dostępność systemu ochrony zdrowia, wielu pacjentów musiało przerwać leczenie, a część w ogóle nie zgłosiła się do lekarza. Teraz, jak podają onkolodzy, należy się spodziewać kumulacji ubiegłorocznych i nowych zachorowań.

Prof. Piotr Wysocki - kierownik Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie - pytany o to, co dzieje się na jego oddziale, podał wprost: "Jesteśmy na granicy wydolności". - Mamy nieprawdopodobnie duży przyrost liczby chorych, którymi musimy się zaopiekować. To są chorzy, którzy są przez lata przez nas prowadzeni; chorzy, którzy w ubiegłym roku w wielu mniejszych ośrodkach zostali pozbawieni możliwości kontynuacji leczenia onkologicznego, ale też ogromna grupa chorych, którzy pojawiają się po tej rocznej przerwie spowodowanej pandemią - wyjaśniał. 

Lekarz wskazywał, że przychodzą do niego pacjenci z nowotworem, który "już rok temu powinien być zoperowany". Na tym etapie, jak tłumaczył dalej, tych nowotworów "nie można już po prostu chirurgicznie usunąć". - Te osoby wymagają natychmiastowego włączenia chemioterapii, żeby te nowotwory się zmniejszyły i żeby chirurdzy w ogóle mogli myśleć o próbie ich usunięcia - wyjaśniał.

Na wcześniejszej konferencji prasowej prof. Wysocki wspominał, że wśród ostatnich jego pacjentek była ponad 20-letnia kobieta w ciąży z zaawansowanym rakiem, ponieważ w ostatnich miesiącach nikt nie przyjrzał się jej objawom. To wszystko sprawia, że w szpitalu jest znacznie więcej chorych, którymi trzeba się zaopiekować. W związku z tym, jak mówił lekarz, pojawia się problem kadrowy i problem z rozlokowaniem pacjentów. 

W audycji "TOK 360" prof. Wysoki przypomniał, że w trakcie pandemii oddział onkologiczny, którym on kieruje, był odizolowany od części covidowej szpitala i działał w sposób nieprzerwany. Dlatego pacjenci, którzy byli wcześniej pod opieką tamtejszych lekarzy, otrzymywali niezbędną pomoc. - Ale niestety pojawiła się ogromna grupa nowych chorych, których pozbawiono możliwości leczenia w ośrodkach macierzystych, ponieważ albo personel się rozchorował, albo zamieniono je na jednoimienne i ci chorzy z dnia na dzień zostali bez możliwości kontynuowania leczenia, które pozwalało im utrzymać w szachu chorobę nowotworową - opisywał. 

DOSTĘP PREMIUM