Ablutomania, agorafobia, nerwica natręctw. COVID-19 nasila problemy psychiczne. Rekordowo dużo zwolnień

Przez pandemię koronawirusa częściej mierzymy się z depresją, mamy stany lękowe czy myśli samobójcze. Przez to wzrosła liczba zwolnień lekarskich, które wystawiają psychiatrzy. W 2020 roku z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania wydano ich półtora miliona. - Liczba takich zwolnień wzrosła w stosunku do 2019 roku o 25 procent - mówi rzeczniczka lubelskiego ZUS, Małgorzata Korba.
Zobacz wideo

Psychiatra prof. Andrzej Czernikiewicz widzi to na co dzień. Ma wielu pacjentów m.in. z depresją związaną z COVID-em i lockdownem. - Pojawia się coś, co nazywamy Zespołem Stresu Pourazowego (PTSD). Wynika to z kilku czynników, bo jest strach przed zakażeniem COVID-19, ale też lęk o bliskich. Na to nakłada się ograniczenie naszej aktywności, związane z tym, że jesteśmy w zamknięciu. Lockdown na pewno był potrzebny, natomiast jego skutki będziemy odczuwali co najmniej rok, jeśli nie dłużej - mówi profesor.

Chodzi m.in. o takie objawy jak problemy ze snem. - Są to głównie zaburzenia snu pierwszej fazy, czyli kłopot z zasypianiem. Do tego dochodzi sytuacja odrętwienia, czyli takiego jakby oszołomienia. Unikamy sytuacji zagrażających, pojawiają się objawy lękowe. Wydaje się też, że najgroźniejsza jest jednak nadreprezentacja depresji. Jest ona potęgowana zjawiskiem, o którym się rzadko mówi, a które jest dość powszechne, czyli nadmiernym piciem alkoholu - mówi Andrzej Czernikiewicz. Jak dodaje, ma pacjentów, którzy usiłują się "leczyć z depresji" przy pomocy alkoholu. - Alkohol rzeczywiście ułatwia początkowo zasypianie, ale potem koszty tego alkoholu są niestety bardzo przykre. To są osoby, które mają jednocześnie dużo większe ryzyko popełnienia samobójstwa - mówi profesor.

Dodaje, że szacuje się, iż w sytuacji stresu pourazowego po pandemii koronawirusa może się znaleźć 30 procent mężczyzn i 60 procent kobiet. - Światełkiem w tunelu jest to, że wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać, że zachorowań jest mniej, że szczepienia zaczynają działać, to ten uraz psychiczny jest nieco lżejszy - tłumaczy Czernikiewicz. - Po roku, być może dwóch, powinniśmy z tego wyjść, ale powinniśmy też mieć świadomość i pogodzić się z faktem, że nasz świat nigdy nie będzie taki sam jak przed wybuchem pandemii. On będzie dobry, ale będzie inny niż to, co zapamiętaliśmy sprzed COVID-19 i starajmy się tego jakby na siłę nie kształtować - dodaje psychiatra.

Częsta dezynfekcja rąk a nerwica natręctw

Profesor podkreśla również, że można się spodziewać m.in. nasilenia nerwicy natręctw, w sytuacji, gdy jedną z koronawirusowych wytycznych jest częste dezynfekowanie dłoni. - To jest niestety woda na młyn dla osób, które mają nerwicę natręctw i cierpią na zjawisko tzw. ablutomanii. Polega to na tym, że osoba musi myć ręce określoną liczbę razy w ciągu dnia. Początkowo to jest 7 razy, potem 17, potem np. 70, a kończy się na 777 - mówi Andrzej Czernikiewicz. - Dużo częściej mogą się teraz też pojawiać objawy tzw. agorafobii, czyli lęku przed znalezieniem się w sytuacji bez opieki, bez wsparcia. Takie osoby np. nie wychodzą z domu bez telefonu komórkowego, by w razie czego, móc wezwać pomoc - dodaje profesor.

- Kierujemy na rehabilitację m.in. pacjentów, którzy cierpią na schorzenia psychosomatyczne. ZUS nie ma co prawda własnych ośrodków rehabilitacyjnych, ale zawiera umowy z ośrodkami, które spełniają określone wymagania prawne, lokalowe, medyczne - mówi rzeczniczka lubelskiego ZUS, Małgorzata Korba. Wniosek o takie ZUS-owskie sanatorium może wystawić lekarz rodzinny - ważne, by dokument trafił do ZUS-u. Warto dołączyć do niego dokumentację medyczną z leczenia.

Z raportu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dotyczącego absencji chorobowej w 2020 roku wynika, że zaświadczenia z tytułu choroby psychicznej zostały wystawione na łączną liczbę 27,7 mln dni (to 11 procent ogólnej liczby dni absencji w całym roku 2020).

DOSTĘP PREMIUM