Polaków nie przekonają do szczepień nawet pieniądze i elektryczne samochody? "Jest za późno na takie kampanie"

Rząd chce promować szczepienia loterią, w której będzie rozdawać pieniądze, elektryczne hulajnogi i samochody. Jednak zdaniem prof. Marii Gańczak kampanie promocyjne trzeba było wprowadzać w zeszłym roku, a teraz pieniądze i elektryczne samochody nie wszystkich mogą przekonać. - To nie powinno być oparte na takim prostym mechanizmie sprzedaży produktu - mówiła w TOK FM ekspertka.
Zobacz wideo

Na konferencji prasowej szef KPRM Michał Dworczyk poinformował, jak rząd będzie zachęcał Polaków do szczepień. Gminy z najlepszym wskaźnikiem zaszczepienia mają dostać nagrody pieniężne, a zwycięzca w województwie otrzyma aż milion złotych. Poza tym każdy zaszczepiony będzie mógł wziąć udział w loterii, w której do wygrania będą pieniądze, elektryczne hulajnogi i samochody. Pytanie tylko, czy to wystarczy, aby niezdecydowanych Polaków przekonać. A tych nie brakuje, bo jak zauważała w TOK FM prof. Maria Gańczak, kierowniczka Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielenogórskiego, jedną dawką wciąż nie zaszczepiono nawet połowy populacji. 

Zdaniem profesor, loteria z nagrodami nie jest najlepszych pomysłem. Jak mówiła, w grupie najstarszych seniorów, czyli tych powyżej 80 roku życia, wciąż niezaszczepionych choć jedną dawką jest ponad 40 proc. osób. - Tutaj bardziej przywoływałabym autorytet lekarzy rodzinnych, to wynika zarówno z badań naszych jak i wielu innych ośrodków w Polsce i na świecie - mówiła. Dodała, że badania wskazują, iż to właśnie lekarze rodzinni, którzy są na co dzień z najstarszymi osobami i pomagają im przy różnego rodzaju schorzeniach, mogliby mieć na nie największy wpływ. - Zachęta czy promowanie tych szczepień przez lekarzy rodzinnych byłoby bardziej skuteczne i osiągnęłoby lepszy cel, jakim jest wyszczepialność 100 proc. w tej grupie - stwierdziła profesor. 

Rządzący zapowiadają również, że od połowy czerwca mobilne punkty szczepień mają pojawiać się na imprezach masowych. Za realizację tej zapowiedzi odpowiedzialni będą wojewodowie. Ten pomysł prof. Gańczak oceniła jako trafiony, ponieważ może sprawić, że niezdecydowani poddadzą się presji otoczenia. - Każde działanie tego typu na pewno jest jak najbardziej godne polecenia. Myślę, że te działania będą lepsze i skuteczniejsze niż nawet profesjonalne kampanie reklamowe - oceniła. - Ale to jest zdecydowanie za późno na tego typu kampanie. One powinny startować w październiku, listopadzie w zeszłym roku, na co zwracaliśmy uwagę - dodała. 

Prowadzący Adam Ozga dopytywał, czy prof. Gańczak widzi "ostatnią prostą" w programie szczepień, o której mówi rząd. - Myślę, że nie ma ostatniej prostej - stwierdziła ekspertka. Jak dodała, dzisiaj powinno się przeprowadzić przede wszystkim kampanię edukacyjną. - To nie powinno być oparte na takich prostym mechanizmie sprzedaży produktu. Szczepionka nie jest takim produktem, trzeba zaadresować tę akcję (...) do każdej grupy inaczej, bo one mają inne motywacje. Badaliśmy polską młodzież w ostatnich klasach szkół średnich i okazuje się, że 70 proc. z nich nie obawia się zakażenia SARS-CoV2 - zauważała. Jak dodała na koniec, szczególnie niechętne szczepieniom są młode kobiety z mniejszych miast, dlatego rząd powinien się zastanowić, jak odpowiedzieć w kampaniach na potrzeby choćby tej konkretnej grupy. 

DOSTĘP PREMIUM