"Więcej szczepionek się zmarnuje". Ekspert sceptycznie o nowych pomysłach rządu

Rząd zapowiedział we wtorek, że szczepienie drugą dawką będzie możliwe w dowolnym punkcie szczepień. - Przyjdzie jeden czy dwóch pacjentów, a my będziemy musieli otworzyć szczepionkę dziesięciodawkową. To nie rząd będzie miał z tym problem, tylko lekarze rodzinni i punkty szczepień masowych - ocenił w Poranku TOK FM dr Piotr Karniej z Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.
Zobacz wideo

Rząd zapowiedział zmiany w Narodowym Programie Szczepień. Od 1 lipca szczepienia drugą dawką będzie możliwe w dowolnym punkcie. Powstanie też loteria, a osoby powyżej 70. roku życia będą mogły szczepić się w domach. Ma to zachęcić Polaków do przyjmowania wakcyny przeciw COVID-19.

Do szczepień w dowolnym punkcie sceptycznie odniósł się w Poranku Radia TOK FM doktor Piotr Karniej z Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. - Jestem również pracownikiem podmiotu leczniczego, które takie szczepienia wykonuje i oceniam to rozwiązanie negatywnie, dlatego że ograniczenia w zakresie możliwości wykonywania szczepień z jednej ampułki i organizacja pacjentów w takiej liczbie, żeby całą ampułkę można było wykorzystać, to są wyzwania, z którymi mierzymy się już od wielu miesięcy. W związku z tym umożliwienie wejścia "z marszu" pacjenta do dowolnego punktu spowoduje, że po prostu będziemy mieli zdecydowanie większą liczbę szczepionek zmarnowanych. Przyjdzie jeden czy dwóch pacjentów, a my będziemy musieli otworzyć szczepionkę dziesięciodawkową – powiedział. - To nie rząd będzie miał z tym problem, tylko lekarze rodzinni i punkty szczepień masowych - dodał.

Zauważył, że byłoby to dobre rozwiązanie, zwłaszcza w wakacje, gdy ludzie rozjeżdżają się po kraju, ale tylko wtedy, gdyby punkty szczepień miały możliwość korzystania z jednodawkowych opakowań szczepionki.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Gospodarz audycji Maciej Głogowski zapytał gościa o nagrody pieniężne i rzeczowe, jak samochody czy hulajnogi, które rząd przewiduje dla osób, które się zaszczepiły. - Myślę, że loteria nie przyniesie aż takich rezultatów, jakich byśmy się spodziewali. Zostanie wydanych bardzo dużo pieniędzy, których i tak nie mamy. Jeśli spodziewać się wzrostu zainteresowania szczepieniami ze względu na nagrody, to będzie on najwyżej kilkuprocentowy - odparł.

Zwrócił też uwagę, że motywowaniem ludzi do szczepień poprzez system nagród rząd przechodzi od filozofii społecznej odpowiedzialności do myślenia rynkowego. - Jeśli będziemy traktowali te szczepienia jako działanie dla nagrody, to odsuwamy na dalszy plan myślenie prospołeczne. Wyhodowaliśmy sobie w ostatnich latach dość sporą grupę osób sceptycznych wobec szczepionek. Nie poświęcaliśmy czasu, żeby wyjaśnić mechanizm działania szczepionek. I teraz są tego konsekwencje. Winę ponoszą gremia decyzyjne, czyli ośrodki naukowe i rządzący. O szczepieniach mówimy dopiero teraz jako o czymś ważnym. Natomiast kiedy jako lekarze rodzinni walczyliśmy z poglądami kwestionującymi potrzebę szczepień przeciwko grypie czy odrze, to nikt nam nie pomagał w tej walce - mówił gość Poranka TOK FM.

Dodał, że eksperci już od bardzo dawna wskazują rządowi kroki, które trzeba podjąć, żeby przeciwdziałać pandemii COVID-19. - Niestety nikt nas nie słucha. Od zawsze mówiliśmy, że kluczowe jest szerokie testowanie, niskokosztowe, a może nawet darmowe. To mechanizm, który wyciąga z rynku osoby, które mogą stanowić zagrożenie dla innych. Tego w Polsce nie mamy. Po drugie trzeba się zastanowić, czy słuszne są akcje promocyjne szczepień realizowane przez celebrytów, które tak naprawdę nic nie wnoszą, z wyjątkiem pokazania zainteresowania szczepieniami. Bo nasi pacjenci nie wyrażają sceptycyzmu wobec szczepień, dlatego że ten czy inny celebryta wypowiedział się tak czy inaczej. Wyrażają wątpliwości merytoryczne i akcje promocyjne powinny być skierowane na wyjaśnianie wątpliwości merytorycznych - przekonywał.

Jego zdaniem dobrym pomysłem były mobilne punkty szczepień, które zostały przygotowane podczas majówki. - Chciałbym, żeby te punkty z jednodawkowymi szczepionkami były dostępne jak najszerzej. To jest dobre rozwiązanie dla osób, które nie mają czasu, przemieszczają się bardzo często jako przedstawiciele handlowi czy kurierzy - zakończył.

"Dla gmin to będzie wyścig szczurów"

Rząd zapowiedział też konkurs dla gmin z najlepszym wskaźnikiem zaszczepienia. Pół tysiąca samorządów, w których jako pierwszych zaszczepione zostanie co najmniej 75 procent mieszkańców, dostaną z budżetu państwa po sto tysięcy złotych. Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, mówił też o bonusie dla gmin z najlepszym wskaźnikiem w ramach starych województw. Zwycięzca otrzyma aż milion złotych.

Do tych pomysłów odniósł się z rezerwą w Poranku Radia TOK FM prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Jego zdaniem wszystkie rozwiązania, które spowodują, że większa część społeczeństwa się zaszczepi, są dobre, jednak można było lepiej przemyśleć ich realizację. - Dla gmin to będzie wyścig szczurów. Te mniejsze będą preferowane, bo tam łatwiej zorganizować masową akcję szczepień. Nie wyobrażam sobie na przykład dzwonienia do seniorów, by zachęcać ich do szczepień. Jestem ciekaw, jaką bazę telefonów dostaniemy, bo nią nie dysponujemy, to są dane zastrzeżone - powiedział.

Dodał, że osoby starsze mogą reagować nieufnie na telefony od obcych, które będą do nich dzwonić, by zachęcić do szczepienia. - Starsi wiedzą, że jest wielu naciągaczy, którzy mogą do nich dzwonić. Lepszy byłby jednak bezpośredni kontakt, zachęcanie poprzez rozmowę z kimś, komu ufają, przede wszystkim z członkami rodziny - wyjaśnił. 

Innym problemem, na który zwrócił uwagę prezydent Bydgoszczy, jest to, że dopiero wczoraj zapowiedziano powszechne mobilne punkty szczepień. - Nasi mieszkańcy zgłaszają się do mobilnych punktów i nie mogą się doczekać na szczepienia, bo tych punktów jest mało. Takie rozwiązania powinny pojawić się zdecydowanie wcześniej. Jak tylko zaczęła się akcja szczepień, to już wówczas te mobilne punkty powinny być zorganizowane. Ten Narodowy Program Szczepień był zmieniany dziesięć-piętnaście razy. Można powiedzieć, że właściwie go nie było, bo okazał się nieprzemyślany. Zmieniano go ad hoc, co trzy dni. Jeden totalny chaos - ocenił.

DOSTĘP PREMIUM