Dlaczego młodzi nie chcą się szczepić? Nauczyciel Roku 2018: Młody człowiek nie jest uczony tego, jak nauka jest ważna

Tylko co piąty 17-latek zarejestrował się na szczepienie przeciw COVID-19, a chętnych 16-latków jest jeszcze mniej. - Widzę tu bardzo poważną przyczynę systemową. Młody człowiek, chodząc do szkoły, nie jest w ogóle uczony tego, jak nauka jest dla nas ważna - powiedział w TOK FM Przemysław Staroń, Nauczyciel Roku 2018.
Zobacz wideo

Rodzice mogą rejestrować na szczepienia 16- i 17-latków od poniedziałku 17 maja. Od tego dnia tylko niecałe 7,5 proc. 16-latków zarejestrowanych jest na szczepienia przeciw COVID-19, tylko nieco lepiej jest wśród 17-latków - 21 proc. z nich się zarejestrowało. Z czego wynika tak małe zainteresowanie szczepieniami wśród nastolatków?

Gość audycji TOK360 Przemysław Staroń, nauczyciel filozofii z II Liceum Ogólnokształcącego w Sopocie, Nauczyciel Roku 2018 mówił, że nastolatkowie często nie uznają argumentów naukowych, dlatego nie widzą konieczności szczepienia się przeciw koronawirusow. - Widzę tu bardzo poważną przyczynę systemową. Młody człowiek, chodząc do szkoły, nie jest w ogóle uczony zrozumienia istoty nauki i tego, jak ona jest dla nas ważna. Nie jest uczony, że mamy różne sposoby poznawania rzeczywistości, natomiast nauka jest najlepszym i najpewniejszym - powiedział.

Przypomniał jeden z transparentów, który niósł jeden z uczestników protestu ws. zmian klimatu. Było na nim napisane „Dlaczego każecie nam chodzić do szkoły, skoro sami nie szanujecie naukowców?". - To jest ten absurd: młody człowiek jest nieustannie bombardowany przymusem wkuwania różnych rzeczy, żeby zdobyć ocenę, a nie uczy się tego, co wynosi procesy poznawcze na piedestał, czyli metody naukowej – wyjaśniał nauczyciel.

Drugim powodem, który – zdaniem Przemysława Staronia – stoi za niechęcią młodych ludzi do szczepień jest chaos informacyjny w social mediach. - Przeżywamy bunt mas, który jest konsekwencją nowych form masowego komunikowania. Ten bunt powoduje zwiększenie możliwości wypowiadania się każdej osoby, która to chce robić. Nawet jeśli opowiada głupoty, to i tak jest to częścią dyskursu. Kiedy na Youtube ktoś nagrywa największą bzdurę, to stwierdzamy, że to wolność słowa. Ale z niej nie może być wyrugowana odpowiedzialność za słowa. Powinien być jakiś system, który pozwala przesiewać tego typu treści. Każdy powinien mieć umiejętność odróżniania informacji sensownych od głupot. Niestety, to nie jest obecne systemowo w edukacji, dlatego też człowiek (który z tego systemu wychodzi) jest niedolny do ocenienia, co jest sensowne - tłumaczył.

Prowadzący audycję Adam Ozga zauważył, że to błędy systemowe w edukacji, na których naprawę potrzeba sporo czasu, natomiast – w przypadku walki z pandemią – tego czasu nie ma. Co więc zrobić "tu i teraz", żeby przekonać nastolatków do szczepień?

- Ja jednak się upieram, że musimy walczyć o zmianę systemową, bo jeśli ona nie nastąpi, to przyjdzie kolejna pandemia i znowu będziemy ponosić tego konsekwencje. Na poziomie "tu i teraz" mamy takie możliwości, jak kampanie społeczne i apelowanie indywidualne. Wydaje się, że to mało istotne, ale to bardzo ważne. Jeśli ktoś mądrze porozmawia z młodym człowiekiem, nie atakując, nie poniżając, nie zawstydzając, to ma szansę go przekonać. Jeśli takich par będzie multum, to mamy zjawisko w skali makro - zakończył.

DOSTĘP PREMIUM