Fake newsy na temat szczepień mają się w Polsce dobrze. "To śmieszy, przeraża i budzi podziw, że ktoś w to wierzy"

Szczepionka zawiera czip do sterowania człowiekiem - między innymi takie teorie spiskowe pojawiają się w kontekście pandemii koronawirusa. - Bardzo bym chciał, by nauka doszła do tego etapu - przyznaje z przekąsem prof. Dariusz Jemielniak z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.
Zobacz wideo

Fake newsów, które pojawiły się w czasie pandemii, m.in. związanych ze szczepieniami, choć nie tylko - jest cała masa. Tu tylko część z nich.

Profesor Dariusz Jemielniak, który na co dzień bada treści pojawiające się w mediach społecznościowych m.in. na temat pandemii i szczepień, jako przykład podaje "informację", że ci, którzy decydują się na szczepienie przeciwko COVID-19, mają wszczepiany czip tak, by inni mogli nimi "zarządzać". - Powiem szczerze, że bardzo bym chciał, by nauka doszła do tego etapu, że da się komuś wszczepić mikroczipa i nim sterować. Można byłoby dzięki temu na przykład powstrzymać szaleńców z bronią w ręku czy zbrodniarzy, a także leczyć różnego rodzaju zaburzenia. Ale to jest po prostu niemożliwe, tego się zrobić nie da i w mojej ocenie, przez najbliższe setki lat będzie to bardzo trudne - tłumaczy prof. Dariusz Jemielniak. - Z jednej strony taka narracja mnie śmieszy, z drugiej przeraża, a z trzeciej? Budzi pewien podziw, że są ludzie, którzy wierzą, że takie rzeczy są osiągalne - dodaje nasz rozmówca.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Gość TOK FM tłumaczył, że dezinformacja opiera się na określonych filarach. - Po pierwsze, są oczywiście pojedyncze osoby, które w coś wierzą i swoimi obawami, przemyśleniami, uczciwie starają się podzielić z innymi. Po drugie, bardzo dużo jest osób - właściwie kont, które są zwyczajnie wynajęte do tego, by szerzyć dezinformację - mówi Jemielniak.

Jak dodaje, dezinformacja ma swoje źródło zarówno w kraju, jak i zagranicą. - Są m.in. reżimy totalitarne, którym zależy na destabilizacji ładu instytucjonalnego w Polsce i one podsycają dezinformację na temat szczepień w ogóle. Chodzi o dyskredytację całego programu szczepień - mówi profesor.

Podkreśla przy tym, że mamy również do czynienia z kampaniami komercyjnymi. - Ludzie - całkowicie świadomi, że szerzą dezinformację - starają się zabiegać o atencję, kliki, oglądalność, a robią to po prostu po to, by zarabiać na tym pieniądze - tłumaczy nasz rozmówca.

Przyznaje, że skala dezinformacji w Polsce, związanej z pandemią i szczepieniami nieco go zaskoczyło, ale jednocześnie rozumie, dlaczego tak się dzieje. Jak mówi, pandemia wywołała w nas lęk, strach, obawy, co będzie jutro. - Pojawiają się różnego rodzaju teorie fantastyczne czy spiskowe. Przy czym prawdopodobnie nie byłoby tak, gdyby nie model mediów społecznościowych, który w dużym stopniu opiera się właśnie na szerzeniu dezinformacji, bo w tym są kliki, w tym są lajki, w tym jest oglądalność - dodaje Jemielniak.

Jednocześnie zwraca uwagę, że nie ma odpowiedniej odpowiedzi rządzących - naukowej odpowiedzi - na szerzące się fake newsy. W opinii profesora, reklamy, które przygotowano, by promować szczepienia - pozostawiają wiele do życzenia, bo nie są odpowiednio przygotowane, by trafić choćby do młodych. - Rzeczywiście można zauważyć, że próżnię informacyjną w tym zakresie wypełniają jedynie pojedyncze osoby - znani profesorowie. Starają się informować, rzetelnie, na bieżąco. Jednocześnie nie ma szeroko zakrojonej kampanii z finansów publicznych. Tego brakuje - brakuje informacji o tym, co dają szczepienia, ale też jak w ogóle działa szczepionka - tłumaczy prof. Dariusz Jemielniak.

DOSTĘP PREMIUM