Młodzi i szczepienie. "Zainteresowanie jest pochodną klimatu, który panuje w domu"

Słabo idzie szczepienie młodych. Czy otwarcie możliwości zaszczepienia się dla dzieci od 12. roku życia będzie sukcesem? Co powoduje, że niewielu nastolatków do tej pory się zaszczepiło? - Jeśli zaszczepili się rodzice i dziadkowie, to jest to jakiś argument dla młodych ludzi, żeby również to zrobili. A jak jest niepewność w domu co do szczepień, to poczucie niezniszczalności u młodych wygrywa - mówił w TOK FM dr Tomasz Karauda.
Zobacz wideo

Europejska Agencja Leków oraz Komisja Europejska zaakceptowały podawanie szczepionki Pfizer dzieciom od 12 do 15 roku życia. Teraz poszczególne kraje członkowskie UE mogę tę szczepionkę podawać swoim młodym obywatelom. Polska bardzo szybko zadeklarowała chęć skorzystanie z tej możliwości i już 7 czerwca ruszają szczepienia dzieci w tym wieku.

Dr Tomasz Karauda, lekarz z Oddziału Chorób Płuc w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Łodzi chwalił w TOK FM ten krok. - Takie decyzje sprawiają, że żyjemy dłużej, nie chorujemy na polio i jesteśmy zabezpieczeni przed różnymi chorobami zakaźnymi. Ta sama nauka, która wydłuża nam średnią długość życia już od wielu lat, mówi dzisiaj, że można bezpiecznie szczepić dzieci (na COVID-19). Wszystkie szanowane instytucje, jak Europejska Agencja Leków, mówią, że to bezpieczna szczepionka, również dla dzieci – przypomniał.

Rodzice jednak nie zawsze widzą konieczność, żeby swoje dziecko zaszczepić. Także odzew nastolatków na szczepienia jest niewielki. Osoby, które skończyły 16 lat, mogą się szczepić od 17 maja. Ale zainteresowanie cały czas jest niewielkie. Tylko co piąty 17-latek zarejestrował się na szczepienie przeciw COVID-19, a chętnych 16-latków jest jeszcze mniej. 

Gość TOK FM zauważył, że niskie zainteresowanie szczepieniami wśród nastolatków to pochodna klimatu, jaki w ich domach panuje. - Bo jeśli zaszczepili się rodzice i dziadkowie, to jest to jakiś argument dla młodych ludzi, żeby również to zrobili. A jak jest niepewność w domu co do szczepień, to poczucie niezniszczalności u młodych wygrywa – ocenił w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

"Najgorsze, co chyba można w życiu usłyszeć, to te dwa słowa: Za późno"

Na wzrost zainteresowania szczepieniami, bez względu na wiek, może mieć wpływ wyraźny spadek liczby nowych zakażeń, luzowanie obostrzeń.

Dr Karauda przyznał, że codziennie słyszy o koronawirusie, który jest w odwrocie. - Ludzie mówią, że poczekają ze szczepieniami, przyjrzą się sytuacji. Ciężko jest im tłumaczyć, że gdy następna fala się pojawi, to będzie dotyczyła właśnie tych osób, które powiedziały szczepionce "nie". Najgorsze, co chyba można w życiu usłyszeć, to te dwa słowa: "za późno". Kiedy przyjeżdża pacjent walczący o życie, na szczepienie jest już za późno - mówił.

Lekarz przyznał, że ma za sobą rozmowy z osobami, które nie zaszczepiły się, ciężko zachorowały. - Pytałem, dlaczego nie chcieli się zaszczepić. Odpowiadali, że bali się albo nie chcieli. Zrobiliby wszystko, żeby podjąć inną decyzję wtedy, gdy jeszcze można było - stwierdził.

Gość TOK FM podkreślił, że jesienią, gdy rząd będzie zamykał kraj, z powodu kolejnej fali epidemii, to lockdown może się dotknąć właśnie tych, którzy szczepionkom powiedzieli "nie". - Nie będą mogły pójść na koncert, do kina czy teatru. Zostaną w zgodzie ze swoimi poglądami, ale w domu - mówił.

Ekspert z Oddziału Chorób Płuc w Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi dodał, że kolejnym argumentem za tym, by się szczepić, jest możliwość ściągnięcia maseczek także w zamkniętych pomieszczeniach.

- O ile spotykają się w jednym pomieszczeniu osoby, które zostały w pełni zaszczepione, to mogą zdjąć maski i jeszcze się przytulić. Więc po to się szczepimy, żeby wracać do normalnego świata. Ale póki co, wciąż nie dotarliśmy do granicy odporności populacyjnej i ściąganie masek w zamkniętych pomieszczeniach nie jest jeszcze bezpieczne - podsumował dr Tomasz Karauda.

DOSTĘP PREMIUM