"Obawy są". Sami zaszczepili się przeciwko COVID-19, ale o swoje dzieci się boją

Rodzice nastolatków nie ruszyli tłumnie do rejestracji swoich dzieci na szczepienie przeciwko koronawirusowi. Wielu - choć przyjęło szczepionkę - ma poważne wątpliwości, czy preparat podać swojemu dziecku. Dlaczego?
Zobacz wideo

W poniedziałek, w pierwszym dniu rejestracji na szczepienie przeciw COVID-19 nastolatków od 12 do 15 lat, zapisano 103 tys. osób z tej grupy wiekowej - poinformował PAP rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Dla grupy 12-15 lat wystawiono 1,7 mln e-skierowań na szczepienie.

Już po statystykach widać, że wielkiego boomu na rejestrację nie ma. Także wśród rodziców opinie na temat tego konkretnego szczepienia są bardzo różne. - Jeszcze dwa-trzy tygodnie temu odpowiedziałabym bez wahania, że zapisuję syna od razu. On sam chce się zaszczepić, ale ja zwątpiłam, choć sama się zaszczepiłam. Jak rozmawiam z rodzicami, których dzieci są starsze niż 12 lat, wszyscy sami siebie zaszczepili, ale co do dzieci mają wątpliwości. Szczepią na wszystko, wykupują nawet dodatkowe płatne szczepienia, ale w tym przypadku się boją. Chyba uległam tej niepewności – mówi w rozmowie z tokfm.pl Katarzyna, matka 14-letniego Aleksandra.

Nasza rozmówczyni podkreśla, że sama absolutnie nie czuje się antyszczepionkowcem, po prostu wobec tej konkretnej szczepionki ma spore wątpliwości.

Podobnie jak Jacek, ojciec 12-letniego Adriana. Choć przyznał, że na zaszczepienie syna zapewne się zdecyduje, to obaw i wątpliwości ma sporo. - Obawy są. Z tyłu głowy mam świadomość, że pojawiają się niehuraoptymistyczne opinie głosy na temat tych preparatów, ale nie do końca sprawdziliśmy, co to za szczepionka. Nie wiemy, czy za 10-15 lat nie dowiemy się o niej czegoś niepokojącego – wylicza. Mężczyzna dodaje, że w przypadku starszego syna sprawę rozwiązał inaczej. - Mojego 17-latka po prostu zapytałem, czy chce się zaszczepić. Był pewny, że tak. On jest po prostu kumaty. Dostanie pierwszą dawkę w swoje urodziny – mówi nasz rozmówca.

Ze szczepieniem dziecka nie będzie się spieszyć zaszczepiona już pani Elżbieta - mama 14-letniej Agnieszki. - Nasza córka jest wcześniakiem, dlatego do kwestii każdego szczepienia podchodziliśmy bardzo ostrożnie. Nie inaczej będzie w tym przypadku. Na pewno potrzebujemy dodatkowych informacji od naszego pediatry, czy takie szczepienie - w tym konkretnym przypadku - jest bezpieczne. Czy faktycznie zaszczepię swoje dziecko? Pewnie tak, ale na pewno nie będę się z tym spieszyła – wyjaśnia.

Stosunek ryzyka do korzyści

Postawę rodziców w pełni rozumie profesor Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, kierownik kliniki pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak tłumaczy, sytuacja epidemiczna jest na tyle dobra, tak mało jest zakażeń, że samo szczepienie zaczęło budzić wątpliwości. – Dlatego wielu rodziców zastanawia się, czy przy obecnym małym zagrożeniu koronawirusem szczepienie jest potrzebne. To tak, jakby szczepić przeciwko grypie w czerwcu. Wiadomo, że ta choroba jesienią będzie, ale jakoś teraz chętnych do szczepienia nie widzę – mówi nam ekspert. 

Drugą kwestią jest stosunek korzyści z przyjęcia szczepionki przeciwko COVID-19 do ryzyka. – Bo jakieś ryzyko jest. Dzieci czasem chorują na COVID-19, ale do szpitala trafia z tego powodu jedynie 1 na 1000. Należałoby zatem mieć pewność, że szczepionka jest bezpieczna. Jednak badania, które przeprowadzono wśród dzieci w wieku 12-16 lat badały tylko immunogenność preparatów. Nic więcej. Dzieci rzadko chorują ciężko, więc też nie było możliwości tego sprawdzić, jak skuteczna jest szczepionka u dzieci – tłumaczy prof. Kuchar.  

Dlatego przyjmowanie przez rodziców postawy wyczekującej wobec szczepienia przeciw COVID-19 nie dziwi. – Na razie patrzą, co będzie i czekają na efekty. Jeśli zagrożenie chorobą na jesieni będzie większe, to być może prawdopodobnie zmienią zdanie – dodaje ekspert. 

Czyja to odpowiedzialność?

Pani Katarzyna podkreśla, że jeśli jej pediatra da jasny sygnał, że szczepienie jest bezpieczne, to zarejestruje swoje dziecko. - Ale jeśli powie, że nie... To nie wiem, co zrobię. Jak ma się zaufanego lekarza, to się mu wierzy. I jego wątpliwości stukrotnie spotęgują moje. Dobrze by było, gdyby lekarze mówili więcej, niż samo: ta szczepionka nie szkodzi. Żeby wytłumaczyli, jak ona działa, że to nie jest jakaś technologia, którą wymyślono w ubiegłe wakacje, tylko to, co podajemy dzieciom od lat – mówi matka 14-latka.

Prof. Kuchar przekonuje, że decyzja o szczepieniu dziecka powinna być wspólna, powinni ją podjąć rodzice, lekarz i sam zainteresowany/zainteresowana. – Moi koledzy z branży są w bardzo trudnej sytuacji. Bo to jest wzięcie na siebie odpowiedzialności, a dzisiaj żyjemy w takich czasach, że nikt tego ciężaru nie chce przyjąć. Stąd też większość lekarzy przyjmuje postawę wyczekującą, bo jeśli w przypadku dorosłych sprawa jest jasna - szczepionki są konieczne i bezpieczne, tak w kontekście dzieci jeszcze wielu rzeczy nie wiemy - podkreśla ekspert.  

Nasz rozmówca przekonuje też, że szczepienie dzieci być może pozwoli wygasić całkowicie pandemię, aczkolwiek nie na tym rządzący powinni się w tej chwili skupiać. – Dzieci rzadko zarażają dorosłych. To głównie dorośli zarażają się nawzajem. Po co zatem rzucać się na szczepienie dzieci, jak mamy jeszcze tak wielu niezaszczepionych dorosłych, w tym osoby starsze. Nie dokończyliśmy jednej roboty, a już bierzemy się za kolejną – wskazuje kierownik kliniki pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM