Szczepionek jest więcej niż chętnych. "Totalna zapaść. Trudno mówić o ostatniej prostej "

- W tym tygodniu jest totalna zapaść - mówi Agata Bałys z przychodni pod Lublinem. W lecznicach z tygodnia na tydzień szczepionek, które zostają, jest coraz więcej. Tymczasem na dziś w pełni zaszczepionych jest w Polsce tylko 10,5 miliona osób. Lekarze mówią, że do "ostatniej prostej" programu szczepień jeszcze daleko.
Zobacz wideo

Zaszczepienie mniej niż jednej trzeciej ludności Polski to - zdaniem lekarzy - za mało, by osiągnąć odporność populacyjną, nawet biorąc pod uwagę liczbę ozdrowieńców. Tymczasem, chętnych na szczepienia z dnia na dzień jest coraz mniej. - Myślę, że jest to spowodowane tym, że sytuacja epidemiologiczna się poprawiła, jest coraz mniej zachorowań i ludzie już zapomnieli, co się działo w zimie czy na wiosnę, gdy walczyliśmy z trzecią falą pandemii - mówi Agata Bałys z przychodni w podlubelskiej Wólce. Część z nas zapomniała również o tysiącach zgonów, z którymi musieliśmy się zmierzyć. Do tej pory w Polsce na koronawirusa zmarło ponad 74 tysiące ludzi.

- Osób zaszczepionych jest wciąż za mało - mówi profesor Jacek Jaworski, który zawodowo zajmuje się m.in. zarządzaniem kryzysowym. - Są powiaty i gminy, w których odsetek osób zaszczepionych nie przekracza 20 procent. Średnia liczba szczepień na dziś to 300 tysięcy dziennie, z czego 70 procent to szczepienia drugą dawką - mówi profesor.

Jak dodaje, trudno mówić tu o "ostatniej prostej", a tak brzmi hasło rządowej kampanii namawiającej Polaków do szczepień. - Mówienie o zbliżaniu się do odporności zbiorowej jest dużo przedwczesne, a malejąca liczba szczepień pierwszą dawką świadczy o tym, że to faktycznie "ostatnia prosta". Niestety, ta meta nie wydaje się optymistyczna - mówi Jacek Jaworski. I dodaje, że brakuje kampanii edukacyjno-promocyjnej z prawdziwego zdarzenia. Brakuje odpowiedzi na argumenty antyszczepionkowców.

"Zainteresowanie jest bardzo małe"

W punkcie szczepień populacyjnych mieszczącym się w hali Icemania w Lublinie, gdzie dziennie można byłoby szczepić nawet ponad tysiąc osób - dziś szczepi się 200-250 mieszkańców. Z tej liczby, 150 osób to pacjenci, którzy przychodzą na drugą dawkę. - Jest bardzo małe zainteresowanie - przyznaje Bogusław Piątek, zastępca komendanta Szpitala Wojskowego w Lublinie. Jak dodaje, lada moment można się spodziewać decyzji o ograniczeniu funkcjonowania tego punktu szczepień. - Już w tej chwili musieliśmy zmniejszyć ilość zamawianych szczepionek - tłumaczy Piątek.

Jak zgodnie mówią eksperci, szczepieniom nie służą takie wypowiedzi jak jedna z ostatnich prezydenta Andrzeja Dudy. - Jeżeli liczba zachorowań w Polsce spadła w tej chwili do takiego poziomu dziennie, jak notowaliśmy rok temu, to czy rzeczywiście możemy się cieszyć, że jest to efekt szczepienia, czy tego, że taka jest pora roku. W zeszłym roku nie mieliśmy szczepionki, a przypadków było tyle samo – to słowa, po których lekarze łapali się za głowę. Zdaniem dr Pawła Grzesiowskiego, "jeśli ktoś uważa, że spadek zachorowań zawdzięczamy klimatowi, to znaczy, że potrzebuje szybkich konsultacji z epidemiologii" 

- Dziś kluczem i priorytetem dla ministra Michała Dworczyka (pełnomocnik rządu ds. szczepień - red.) i Narodowego Programu Szczepień powinna być dokładna analiza miejsc, gdzie mamy problemy ze szczepieniami, a dziś to jest głównie Polska gminno-powiatowa. Jeśli chodzi o regiony, to są to Podlaskie, Warmia i Mazury czy przede wszystkim Podkarpacie. I na tych rejonach powinniśmy się skupić - to tam należy szukać tych, którzy nie są jeszcze zaszczepieni. A są gminy choćby w województwie podkarpackim, gdzie nawet ponad 80 procent ludzi nie jest zaszczepionych nawet jedną dawką - mówi Marcin Samsel, ekspert zarządzania kryzysowego.

By zwiększyć liczbę szczepień - postanowiono wyjść "do ludzi". Już wiadomo, że mobilne szczepionkobusy pojawią się nad morzem, gdzie będzie się można zaszczepić szczepionką jednodawkową firmy Johnson&Johnson. A w najbliższy weekend taka sama możliwość będzie na Stadionie Narodowym. Nie trzeba się rejestrować.

DOSTĘP PREMIUM