Kolejki do lekarzy nie znikną z dnia na dzień. "Zapowiedzi władz to zabieg PR-owy"

Limity przyjęć do lekarzy specjalistów zostały zniesione. Oznacza to, że lekarz nie musi się zastanawiać, czy może przyjąć kolejnych pacjentów. Zmiana oznacza dla niego pewność, że dostanie pieniądze z NFZ za każdą taką wizytę. Pytanie tylko, skąd wziąć lekarzy. - Nie da się rozmnożyć lekarzy specjalistów - mówi krótko dr Renata Florek-Szymańska.
Zobacz wideo

Od dziś (1 lipca) nie ma limitów przyjęć do lekarzy specjalistów. Premier Morawiecki, ogłaszając tę zmianę, zapowiedział, że rząd będzie "starał się przede wszystkim skracać kolejki" do lekarzy. - To mogę na początek przynajmniej obiecać - mówił podczas specjalnej konferencji prasowej.

Zapowiedzi władzy brzmią bardzo obiecująco, tyle, że - jak słyszymy od samych lekarzy - kolejki nie znikną, jeśli brakuje lekarzy. - Zapowiedzi władz to czysty zabieg PR-owy, który ma jak gdyby poprawić wizerunek Ministerstwa Zdrowia w oczach Polaków - ocenia dr Renata Florek Szymańska z Porozumienia Chirurgów SKALPEL.

Jak dodaje nasza rozmówczyni, minister musi sobie zdawać sprawę z tego, że w Polsce "brakuje około 68 tysięcy lekarzy".  - Jest niedobór specjalistów i nie jesteśmy w stanie przyjąć więcej pacjentów aniżeli w tej chwili. Nie da się rozmnożyć lekarzy specjalistów. Jednocześnie człowiek nie jest maszyną, nie da się pracować ponad swoje siły i możliwości. My po prostu chcielibyśmy dożyć emerytury - mówi nam lekarka.

Szef przychodni przyszpitalnej przy Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie, dr Szymon Bakalczuk, nie ma wątpliwości, że kolejki z dnia na dzień nie znikną. Ale jak mówi, mogą się skrócić.

- W sytuacji, kiedy limity nie obowiązują, będziemy się starali dopasować liczbę godzin pracy naszych specjalistów do potrzeb pacjentów - zapowiada. - Jako szpital kliniczny jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że dysponujemy pracownikami i mamy możliwość pewnego manewru, jeśli tak to można określić, między pracą w klinice a pracą w poradniach specjalistycznych. Trzeba będzie być może zwiększyć liczbę godzin specjalistom, na których jest największe zapotrzebowanie - tłumaczy.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w lutym 2020 roku średnio dłużej niż trzy miesiące na wizytę czekali pacjenci - w stanie stabilnym - do poradni: endokrynologiczych, kardiologicznych, okulistycznych, urologicznych, neurologicznych.

Żeby poradnie mogły zapisywać na wizyty większą liczbę pacjentów, muszą się na to zgodzić lekarze- specjaliści. To oznacza dla nich najczęściej więcej godzin pracy. Jak słyszymy, niektórzy być może będą musieli pracować po 12 -14 godzin.

Nie jest tajemnicą, że lekarze mogą nie chcieć pracować więcej z powodu pomysłów rządzących. W dyskusjach lekarzy w mediach społecznościowych pojawiają się wpisy dotyczące zapisów "Polskiego Ładu" i pomysłu, że podwyższonej składki zdrowotnej nie będzie można odliczyć od podatku. Jak podkreślają lekarze, dla nich oznacza to, że im więcej zarobią, tym więcej "oddadzą państwu". "To nie w porządku" - można przeczytać.

DOSTĘP PREMIUM