Kłopoty Szpitala Dzieciątka Jezus. Do pracy nie przyszło kilkanaście osób

Kłopoty kadrowe ma Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus w Warszawie, gdzie do pracy nie przyszło kilkanaście osób. Władze placówki wdrażają awaryjne rozwiązania i ściągają do pracy pielęgniarki z innych oddziałów. To rezultat sporu o płace między personelem szpitala i jego dyrekcją.
Zobacz wideo

Reporterowi TOK FM Szymonowi Kępce udało się dotrzeć do osoby pracującej w szpitalu, która powiedziała, że braki kadrowe na SOR w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus to efekt likwidacji dodatku covidowego. Na oddziale zatrudnione są 43 osoby i tylko 12 z nich pracuje na pełny etat, reszta na kontraktach i umowach zleceniach. To dla tych osób dodatek covidowy był mniej więcej jednej trzeciej wynagrodzenia.

Szpital miał zaproponować personelowi umowy, na mocy których pracownicy dotychczas zatrudnieni na kontraktach lub na umowach zleceniach mieliby zarabiać o 10 zł brutto mniej za każdą godzinę pracy, czyli miesięczne wynagrodzenie każdemu z nich spadłoby o 1,6 tys. zł. Personel wysunął więc swoje propozycje płacowe, które jednak nie podobają się dyrekcji szpitala. - W tej chwili ta stawka wynosiła 43 zł ze strony szpitala i 10 zł tzw. zembalowego, razem 53 zł. I to oczekiwanie zespołu, by nastąpił wzrost do 70 zł, jest mało zrozumiałe - powiedziała dyrektor szpitala Anna Łukasik.

Na wieść o tym, że żądania płacowe części personelu nie zostaną spełnione, do pracy nie przyszło kilkanaście osób. Zdaniem dyrekcji do normalnego funkcjonowania placówki brakuje teraz 4-5 osób, ale - według relacji naszych źródeł - braki mogą być większe. Szpital musiał awaryjnie ściągać pielęgniarki z innych oddziałów. - Działanie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego na razie nie jest zaburzone, ale to rozwiązanie tymczasowe - mówi dyrektor Łukasik.

DOSTĘP PREMIUM