Mikroplastik zabija życie w oceanach. W dłuższej perspektywie może zniszczyć naszą płodność

Obecnie nie ma miejsca na świecie, w którym nie byłby obecny plastik. - Substancje chemiczne używane do produkcji plastiku są niesłychanie szkodliwe. Powodują komplikacje dotyczące naszego układu nerwowego i niepłodności - ostrzegał w TOK FM prof. Jan Marcin Więsławski.
Zobacz wideo

Coraz więcej osób ma problemy z płodnością. Naukowcy podejrzewają, że ma to związek z postępującym zanieczyszczeniem środowiska, głównie plastikiem. Jak mówił w TOK FM prof. Jan Marcin Więsławski z Instytutu Oceanologii PAN, plastik jest wszędzie.

- Nie ma już teraz miejsca na świecie, w którym by nie stwierdzono obecności plastiku. Jest on nawet w najwyższych górach i największych głębiach oceanicznych. W każdym pomieszczeniu, w którym przebywamy - wyjaśniał ekspert.

Większość cząsteczek plastiku, które krążą w środowisku, pochodzi z opon samochodowych. To właśnie je głównie wdychamy. Jak przypomniał prof. Więsławski, plastik bardzo trudno się rozkłada - w środowisku pozostanie na setki, tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy lat.

- To zła wiadomość dla środowiska, bo nie ma naturalnych procesów biochemicznych, które by go rozkładały. Dobra jest taka, że plastik bardzo trudno wchodzi w reakcję z żywymi organizmami, nie ma enzymów, które go trawią. Więc sam w sobie nas nie zatruwa. Natomiast robią to substancje chemiczne używane do jego produkcji. Są niesłychanie szkodliwe. One powodują komplikacje dot. naszego układu nerwowego i niepłodności - powiedział profesor.

1,5 mln par w Polsce z problemem niepłodności

Ginekolożka Katarzyna Kozioł zwróciła uwagę, że problem niepłodności w równym stopniu dotyka kobiet i mężczyzn, ma też coraz większą skalę. - Co prawda, nie ma oficjalnych danych na ten temat, natomiast są szacunki, z których wynika, że ok. 20 proc. par w wieku rozrodczym może mieć problem z płodnością. To jest ok. 1,5 mln par. Ten problem zdaje się narastać z roku na rok - mówiła w TOK FM.

Co powoduje niepłodność? - Na pewno te większe liczby po części wynikają z tego, że jest większa świadomość w społeczeństwie i ludzie wcześniej zgłaszają się po pomoc do lekarza, a ten ma szansę zacząć diagnostykę i leczyć. Kiedyś część osób nie wierzyła, że można z tym coś zrobić. Natomiast w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obserwuje się również malejące liczby plemników w nasieniu. Na to może mieć wpływ nasz styl życia, coraz bardziej zanieczyszczone środowisko i nieznane czynniki - wyjaśniała.

Jak dodała, problem z niepłodnością możemy zacząć u siebie podejrzewać po roku bezskutecznych starań o dziecko (bez stosowania w tym czasie środków antykoncepcyjnych i przy regularnym współżyciu, około 2-3 razy w tygodniu). Wtedy powinniśmy się zgłosić do lekarza i zacząć diagnostykę.

DOSTĘP PREMIUM