"Wydano duże pieniądze, które można było spożytkować znacznie lepiej". Eksperci o badaniach nad amantadyną

Nie dysponujemy badaniami potwierdzającymi skuteczność amantadyny w leczeniu COVID-19 - powiedziała prof. Joanna Zajkowska z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Dodała, że zakaźnicy nie stosują tego leku. Z kolei zdaniem prof. Roberta Flisiaka, twierdzenie jednego z liderów badania nad amantadyną, że lek jest bezpieczny w oparciu o wyniki obserwacji kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu chorych, jest kpiną z nauki.
Zobacz wideo

Badania kliniczne dotyczące zastosowania amantadyny w leczeniu COVID-19 rozpoczęły się w kwietniu 2021 r. Dwa projekty otrzymały blisko 15 mln zł dofinansowania z Agencji Badań Medycznych i są koordynowane przez ośrodki w Lublinie i na Śląsku.

- Z własnej praktyki, jak i doświadczeń kolegów zakaźników wiem, że oni nie stosują amantadyny w leczeniu COVID-19. Robią to neurolodzy i w kwestiach neurologicznych uzyskują zakładane rezultaty. Nie ma jednak nadal badań, które potwierdzają skuteczność amantadyny w leczeniu COVID-19. Wiem, że są prowadzone badania kierowane przez prof. Konrada Rejdaka, ale nie zostały one ukończone - powiedziała PAP prof. Zajkowska.

Dodała, że doświadczenia lekarzy zakaźników z tym lekiem były przy poprzednich falach zakażeń związane ze stosowaniem go przez pacjentów w domu. - Te osoby często późno trafiały do szpitala. Nie da się przesądzić, czy amantadyna spowolniła chorobę i opóźniła hospitalizację, ale widać, że do niej mimo jej stosowania doszło. A to o tyle niebezpieczne zjawisko, że okno czasowe na podanie leków przeciwwirusowych jest krótkie. Remdesiwir, który zakaźnicy stosują w szpitalach, powinien być podany w pierwszym tygodniu od zakażenia koronawirusem SARS-CoV2 - powiedziała ekspertka.

Dodała, że z uwagą śledzi również doniesienia o możliwych lekach na COVID-19 z całego świata. -Uczestniczę w takiej platformie ID-IRI, na której lekarze zakaźnicy z wielu zakątków świata wymieniają się doświadczeniami. Wszędzie trwają poszukiwania leku przeciw COVID-19. Nigdzie na świecie nie przeprowadzono jednak dużego, ukończonego badania dotyczącego skuteczności amantadyny, więc nie mamy podstaw do używania tego leku w przypadku tej choroby. Konieczne są po prostu dowody na jego skuteczność - podkreśliła prof. Zajkowska.

"Kpina z nauki"

Podobnego zdania jest prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. W rozmowie z PAP powiedział, że zgodnie z jego wiedzą do badań nad amantadyną nie udało się dotychczas pozyskać zaplanowanej liczby pacjentów. Jednak nawet gdyby to się udało, byłyby to prawdopodobnie liczby chorych nie pozwalające na wyciąganie wniosków popartych naukowo.

Niestety informacje o stanie realizacji obu projektów nie są jawne. Aktualne dane na ten temat posiada Agencja Badań Medycznych, gdyż wykonawcy wszelkich projektów przez nią finansowanych są zobowiązani do comiesięcznego raportowania zaawansowania badań.

- Moim zdaniem te badania nie dostarczą żadnych informacji, nawet gdyby efekt był pozytywny. Po pierwsze dlatego, że projekty nie opierały się na żadnych wiarygodnych danych wstępnych w piśmiennictwie, a po drugie były źle przygotowane. W efekcie wydano duże pieniądze, które można było spożytkować znacznie lepiej - twierdzi prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jego zdaniem również twierdzenie jednego z liderów badania nad amantadyną, że lek jest bezpieczny w oparciu o wyniki obserwacji kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu chorych, jest kpiną z nauki. Żeby potwierdzić bezpieczeństwo leku w danej chorobie nie mówiąc o skuteczności trzeba kilkuset lub nawet kilku tysięcy chorych badanych w trzech kolejnych fazach.

- Bezpieczeństwo każdej ze szczepionek przeciw SARS-CoV-2 oceniano w oparciu o obserwację kilkudziesięciu tysięcy badanych, a potem setek milionów osób już po rejestracji szczepionek. Mimo to nadal próbuje się kwestionować bezpieczeństwo tych szczepień. Czy w przypadku amantadyny nie powinniśmy wymagać równie rzetelnych badań? – zwraca uwagę prof. Flisiak.

Na pytanie, czy lepiej się szczepić niż liczyć na lek taki, jak amantadyna, specjalista powiedział, że dla niego, jak i wielu ekspertów jest to oczywiste: przede wszystkim należy się zaszczepić przeciwko COVID-19. - Najlepszym dowodem, że szczepionka chroni przed ciężkim przebiegiem i śmiercią z powodu COVID-19 jest fakt, że aktualnie w Polsce chorują prawie wyłącznie osoby niezaszczepione. Ci, którzy pomimo tak oczywistych faktów nie zaszczepią się, narażają życie swoje i bliskich – podsumował.

DOSTĘP PREMIUM