Nie ma szans na odwołanie protestu medyków. "Minister zamknął się w bańce, ma swoją strefę komfortu"

Sobotni protest medyków w Warszawie ma być największą tego typu akcją w historii. I nic już nie zdoła jej powstrzymać. - Wczoraj spotkaliśmy ministra zdrowia. Podszedł, przywitał się, ale nawet nie zamienił z nami słowa - relacjonowała w TOK FM przewodnicząca OZZPiP Krystyna Ptok. - Dialog z ministrem zdrowia się skończył, dlatego że jest to dialog jednostronny - dodała.
Zobacz wideo

Zanim medycy ogłosili masowy protest 11 września w Warszawie, próbowali rozmawiać z ministrem zdrowia, premierem i prezydentem. Ale, jak oceniła w TOK FM Krystyna Ptok, z rozmów nic nie wynikło.

- Dialog z ministrem zdrowia się skończył, dlatego że jest to dialog jednostronny. Nie zgadzamy się na to, żeby nie uwzględniano naszych postulatów, nie brano pod uwagę naszych argumentów. Mamy po prostu brać to, co jest położone na stole, albo nie ma o czym rozmawiać - tak przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podsumowała taktykę min. Adama Niedzielskiego. - Jesteśmy w tragicznej sytuacji kadrowej. Publiczna ochrona zdrowia kona - mówiła w Poranku Radia TOK FM.

Co ciekawe, minister zdrowia nie korzysta z okazji, by próbować złagodzić konflikt. Jak relacjonowała Ptok, ona i inni przedstawiciele środowiska natknęli się na Niedzielskiego podczas odbywającego się w Karpaczu Forum Ekonomicznym. - Podszedł, przywitał się, ale nawet nie zamienił z nami słowa. Nawet nie powiedział: szanowni państwo, spotkajmy się - opowiadała, dodając: "Liczyliśmy na rozmowy".

- Mamy wrażenie, że minister zdrowia zamknął się w takiej bańce, ma swoją strefę komfortu. Przecież też czytamy doniesienia prasowe, że wychodzi z innych spotkań, tak jak wyszedł w trakcie odczytywania przeze mnie oświadczenia, jako przewodniczącej branży ochrony zdrowia - zwróciła uwagę szefowa OZZPiP.

W czwartek w Karpaczu ma się pojawić premier Morawiecki. - Możemy jeszcze liczyć na to, że zostaniemy zaproszeni - mówiła Ptok. Ale szybko wyjaśniła, że nawet, gdyby do spotkania doszło, to trudno wyobrazić sobie odwołanie z dnia na dzień sobotniej manifestacji. - Ludzie są na dość wysokim poziomie irytacji - podkreśliła.

Protest medyków

Medycy niezadowoleni z sytuacji o możliwościach poprawy sytuacji rozmawiają z pracodawcami o kwestiach dotyczących pensji. Ale głównym powodem obecnego kryzysu jest rządowa ustawa o wynagrodzeniach. - Ona podzieliła pracowników. W podmiotach leczniczych jest fatalna atmosfera. Ta ustawa jest krzywdząca, bo wzięła pod uwagę jeden czynnik, jakim jest wykształcenie. A wiemy, że w procesie pracy wykształcenie nie jest jednym elementem - argumentowała. 

Przypomnijmy, że ustawa zwana potocznie w środowisku pielęgniarek i położnych "ustawą Niedzielskiego" uzależniła wynagrodzenie od wykształcenia.

- Mówimy również o tym, że ochrona zdrowia powinna otrzymać wyższe środki niż w tej chwili. Mamy 5,8 proc. PKB na ochronę zdrowia, państwa OECD mają 8,8 proc. osiągnięte już trzy lata temu - zaznaczyła gościni TOK FM. Według Ptok o tym, jak źle wygląda sytuacja świadczyć może to, że "przeciętna pielęgniarka pracuje na dwóch etatach, a wiele pracuje na trzech".

Wobec kłopotów, jakie mają medycy w kontaktach z rządem, zdecydowali się na pokazywanie tego, jak naprawdę wygląda "dialog" z rządzącymi. - Postanowiliśmy publikować pisma, które kierowaliśmy do osób odpowiedzialnych za państwo na naszych stronach internetowych. Żeby społeczeństwo wiedziało, że nasze postulaty są lekceważone, nasze uwagi nie są uwzględniane - podsumowała. 

Na razie minister zdrowia próbuje udobruchać ratowników, których akcja protestacyjna trwa od początku września. Niedzielski zapowiedział wczoraj nowe wyceny funkcjonowania karetek, obiecał, że w tym roku do ratownictwa medycznego trafi dodatkowych 60 mln złotych.

DOSTĘP PREMIUM