Od głupich inwektyw po groźby śmierci. Lekarz opowiada o hejcie na medyków promujących szczepienia

Zorganizowane akcje wystawiania "negatywów", obrażanie, grożenie odebraniem prawa czy nawet śmiercią - z tym wszystkim muszą mierzyć się medycy, którzy propagują szczepienia przeciwko COVID-19. - Gdyby przy każdej prokuratorze rejonowej powstały zespoły szybkiego reagowania w związku z atakami na pracowników ochrony zdrowia, to ten hejt byśmy ograniczyli - mówił w TOK FM dr Bartosz Fiałek.
Zobacz wideo

Jak mówił w TOK FM Bartosz Fiałek, zjawisko hejtu wobec pracowników ochrony zdrowia jest bardzo zorganizowane i ma swoje konkretne konsekwencje. - Wiele osób, które w jakimś stopniu były zainteresowane propagowaniem wiedzy medycznej, niestety nie były w stanie w żaden sposób kontynuować tej edukacji. Przez ten hejt zrezygnowali - powiedział. 

Przekonywał, że medyków, którzy wciąż starają się propagować szczepienia otwarcie i edukować społeczność pod tym kątem jest już bardzo mało. I boją się, że obraźliwe słowa z internetu zamienią się w realne ataki na ulicy. - Z drugiej strony pojawiają się groźby, że odbierze się nam prawo wykonywania zawodu, bo pojawiają się również skargi do samorządów lekarskich - podawał gość TOK FM. 

Odnosząc się do sytuacji, które spotkały jego samego - dr Fiałek opowiadał, że nieustannie otrzymuje obraźliwe telefony, SMS-y, e-maile czy komentarze pod postami, które publikuje w mediach społecznościowych. Jak mówił, spotyka się zarówno z najprostszymi inwektywami, jak również groźbami śmierci. Podkreślał, że bardzo często próbuje się obniżać jego autorytet, który w przypadku lekarza jest przecież niezwykle ważny. - Bo jak ktoś będzie mówił, że nie potrafię leczyć, to pacjenci mogą później się zastanowić i powiedzieć: "po co mam pójść do tego lekarza, skoro on nie umie leczyć" - podawał. 

Zwracał również uwagę, że hejt na medyków jest prowadzony w sposób zorganizowany. Jako przykład podał sytuację, w której osoby go atakujące masowo zaczęły wystawiać mu negatywne opinie w mediach społecznościowych, przez co jego pięciogwiazdkowa ocena spadła do jednej gwiazdki. - Choć żaden z nich nie był moim pacjentem - oznajmił. 

Jak mówił, spotkał się z też z wpisem w mediach społecznościowych, w których ktoś podał wprost, że teraz trzeba "zniszczyć Fiałka". Sprawę, jak podął, zgłosił na policję. 

Bezkarność hejtujących

Dlaczego tak się dzieje? Według dra Fiałka jedną z przyczyn tego zjawiska jest brak jakichkolwiek konsekwencji dla osób szerzących mowę nienawiści. Jak mówił gość TOK FM, sam pisał list do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry w tej sprawie. - Ująłem, że powinno się w Polsce wprowadzić coś na wzór szybkich sądów dla kiboli angielskich, gdzie kary egzekwowane są bardzo sprawnie - stwierdził. - Gdyby przy każdej prokuraturze rejonowej powstały zespoły szybkiego reagowania w związku z atakami na pracowników ochrony zdrowia, którzy propagują szczepienia, to ten hejt byśmy ograniczyli - przekonywał dr Fiałek.

- Niestety w jednej z wypowiedzi wiceminister sprawiedliwości pan [Sebastian] Kaleta powiedział, że prawo w Polsce jest wystarczające. Wtedy straciłem nadzieję i wydaje mi się, że wiele osób hejtujących te nadzieję uzyskało, że pozostaną bezkarni - kontynuował. 

Gość Przemysława Iwańczyka przekonywał również, że hejt wobec lekarzy szkodzi nie tylko im, ale całemu społeczeństwu. - Bo my w ramach naszego dodatkowego czasu chcemy opowiadać, edukować, przedstawiać najnowszą wiedzę medyczną, która ma przestawić nasz kraj na de facto bezpieczną ścieżkę uzyskaną dzięki odpowiedniemu stopniowi wszczepienia - mówił. - Te osoby [hejtujące] nam w tym przeszkadzają i dlatego mamy tak mało osób, które chciałyby tę edukację kontynuować - przekonywał dr Fiałek.

Z drugiej strony, na co zwracał uwagę lekarz, mamy dość głośne grupy antyszczepionkowców, którzy czują się bezkarni. Działają prężnie w internecie, przez co osoby wahające się jeszcze w sprawie szczepienia mają większe szanse na znalezienie informacji podawanej przez antyszczepionkowca niż medyka - eksperta w tej dziedzinie. 

DOSTĘP PREMIUM