Szpitale muszą się zadłużać, żeby ściągnąć lekarza na dyżur. "Minister sprowadza protest medyków do roli pieniędzy"

Gdy brakuje lekarza na dyżur, niektóre szpitale muszą się zadłużyć, żeby ściągnąć do siebie kogokolwiek. Dyrektorka Szpitala Bielańskiego w Warszawie przyznała, że braki kadrowe są w jej placówce nieustające. I wiadomo, że w tym tygodniu zabraknie chirurga na dyżur. - Codziennie jesteśmy na wojnie o pracownika - mówiła w TOK FM dr n. med. Dorota Gałczyńska-Zych. I oceniała, że minister zdrowia sprowadza protest medyków wyłącznie do pieniędzy.
Zobacz wideo

Protestujący medycy nie przyszli na wtorkowe spotkanie z ministrem zdrowia, a minister zapowiedział, że kolejnych zaproszeń nie będzie. Niedzielski mówił przy tym o "bojaźliwości" medyków jeśli chodzi o "merytoryczny dialog". Medycy od początku jednak zapowiadali, że na rozmowy nie przyjdą, jeżeli nie będzie w nich uczestniczył premier. - Medycy protestują dlatego, że walczą o godne warunki pracy. Minister sprowadza to tylko do roli pieniądza - zauważała w TOK FM dr n. med. Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektorka Szpitala Bielańskiego w Warszawie. - Chcemy, żebyśmy mogli pracować na jednym etacie, żeby nasze warunki pracy były godne i bezpieczne (...). Tym zainteresowany powinien być każdy obywatel naszego kraju, dlatego chcemy rozmawiać z panem premierem - dodała. 

- Służba zdrowia nie chce dorabiać, służba zdrowia chce godnie pracować. Na jednym etacie, być wypoczęta, być empatyczna dla pacjenta - podkreślała. Jak dodała, wielu Polaków nie opłaca składki zdrowotnej, a i tak ma oczekiwania wobec ochrony zdrowia. - Właściwie nie powstał żaden nowy szpital, a jak grzyby po deszczu rosną piękne biurowce, w których stwarzamy bardzo godne warunki pracy dla ludzi różnych innych branż - zauważała. 

Przyznała, że do pracy w swoim szpitalu szuka każdego rodzaju personelu, zarówno administracyjnego, jak i medycznego. - Nikt nie chce pracować na internie, to jest bardzo ciężka praca pośród leżących pacjentów, którzy wymagają szczególnej opieki - mówiła dyrektorka szpitala. Jak dodała, w tym tygodniu brakuje w jej placówce chirurga na dyżur. Wyjaśniała, że czasami dyżury, na których brakuje lekarza, dzieli się na godziny. Ktoś przychodzi na sześć godzin, ktoś na osiem kolejnych. 

- W naszych starych szpitalach, w naszych starych budynkach, zawsze myśleliśmy o pacjencie, to pacjent był na pierwszym miejscu. Drugorzędowo myśleliśmy o warunkach pracy dla lekarzy, pielęgniarek, sekretarki medycznej czy administracji - mówiła gościni TOK FM. - Dlatego dzisiaj pracują w tragicznych warunkach, na oddziale jest kilkudziesięciu lekarzy i dysponujemy jednym gabinetem lekarskim - podkreślała. I dodawała, że medycy pracują do siedemdziesiątki, a "jedna nieprzespana noc w pewnym wieku potrafi rozwalić cały tydzień przeciętnemu człowiekowi". 

Dr Gałczyńska-Zych przyznała, że trudno wskazać jedną przyczynę braków kadrowych, bo na to składa się wiele problemów, które narastały przez lata. Zarówno w kwestii kształcenia medyków, ale też wizerunku pracy w ochronie zdrowia, która przestała być dla młodych atrakcyjna. - Każdy dyrektor, jeśli musi zapewnić 24 godziny pracy swojemu szpitalowi, a nie ma lekarzy - najbardziej brakuje ich w małych miastach, w szpitalach powiatowych - to da każde pieniądze, nie patrząc na sytuację finansową, żeby przyjechał jakiś doktor - stwierdziła. 

Skąd szpital może wziąć pieniądze na dodatkowego lekarza na dyżur? Dyrektorka Szpitala Bielańskiego przyznała, że placówki muszą się zadłużać. Jednak prowadzący Maciej Głogowski przypominał ostatnie słowa ministra zdrowia, który stwierdził, że pieniędzy w ochronie zdrowia jest coraz więcej. - To jest to, co nas potem zderza ze społeczeństwem, bo wszyscy mówią, że jest dużo pieniędzy, służba zdrowia za duża zarabia, mówimy tylko o zarobkach, ale te zarobki liczymy nie zwracając uwagi, za ile godzin płacimy. To cały czas mętny wizerunek sytuacji, która jest naprawdę niezwykle trudna - podsumowała dr Gałczyńska-Zych. 

DOSTĘP PREMIUM