Sepsa to dla dziecka śmiertelne zagrożenie. Ekspertka tłumaczy, jak można jej zapobiec

Sepsa może być dla dziecka śmiertelnym zagrożeniem. Jak mówiła w TOK FM prof. Marzena Zielińska, w Polsce umieralność dzieci z sepsą, która trafiały na oddział intensywnej terapii, sięgała 50 proc. - Łatwiej jest zapobiegać, niż potem leczyć - podkreślała. I apelowała do rodziców, aby szczepili swoje dzieci, a w krytycznej sytuacji reagowali jak najszybciej.
Zobacz wideo

Ekspertka oceniała, że pandemia nie wpłynęła "w szczególny sposób" na grupę pacjentów pediatrycznych, a na oddziały intensywnej terapii trafiała "naprawdę znikoma" grupa dzieci. Jednak te dzieci, które trafiały na OIOM, były najczęściej w krytycznym stanie. A wskaźnik śmiertelności wskutek sepsy u dzieci sięga w Polsce niemal 50 procent. Jak zatem zapobiegać sepsie? Prof. Marzena Zielińska, adiunkt w katedrze i Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, podkreślała w TOK FM, że najważniejsze są szczepienia. 

- Tak naprawdę sepsa i to, że dana infekcja u dziecka rozwinie się w kierunku sepsy, tak naprawdę zależy od jego układu odpornościowego. Według najnowszej definicji sepsy, to jest ona po prostu nieprawidłową, nadmierną reakcją układu odpornościowego na wniknięcie drobnoustroju chorobotwórczego - wyjaśniała. - Uodparniając pacjenta na poszczególne grupy bakterii, czy też wirusów, mamy wpływ na to, czy zachorowanie u danego dziecka będzie ograniczone do zapalenia płuc, gardła, katar, infekcji dróg oddechowych, czy spowoduje rozwiniecie się tego łańcucha niekorzystnych zdarzeń w organizmie, który nazywamy sepsą - dodała. 

Jak tłumaczyła ekspertka, ważne są wszystkie obowiązkowe szczepienia z kalendarza, szczególnie przeciwko zakażeniom pneumokokowym, a poza tym przeciwko meningokokom. - Mamy sporo przyjęć na oddziały intensywnej terapii dzieci ze wstrząsami septycznymi wywołanymi pneumokokami - podkreśliła. 

- Łatwiej jest zapobiegać, niż potem leczyć - dodała ekspertka. Co jednak w sytuacji, gdy stan dziecka zacznie się pogarszać? - Liczy się czynnik czasu, czyli szybka reakcja, przede wszystkim zgłoszenie się do szpitala, wdrożenie gotowych, zaaprobowanych przez gremia międzynarodowe protokołów postępowania, to jest droga do sukcesu - stwierdziła. 

Zdaniem prof. Zielińskiej, niechęć Polaków do szczepień przeciwko COVID-19 niekoniecznie wywoła "efekt rykoszetu", czyli nie sprawi, że rodzice nie będą szczepić dzieci przeciwko pozostałym chorobom. Zauważała, że istnieją badania, których wyniki są optymistyczne, bo pokazują dużą świadomość rodziców. Przyznała jednak, że rosnący w siłę antyszczepionkowcy są problemem. 

- Tak naprawdę te osoby swoje zdrowie zawdzięczają programom szczepień, które bez ich wiedzy wdrożone były w latach wcześniejszych. Ich rodzice nie dyskutowali ze specjalistami - zauważała. I apelowała na koniec, żeby poza szczepieniami dbać o zdrową, bogatą w witaminy dietę i ruch, bo to wszystko wzmacnia układ odpornościowy, a co za tym idzie minimalizuje ryzyko sepsy. 

DOSTĘP PREMIUM