Medycy zaostrzą protest i odejdą od łóżek pacjentów? "Sytuacja jest naprawdę graniczna"

- Zaniedbania są tak narastające i tak długo trwające, że bez znacznego wzrostu finansowania w chwili obecnej, nie będziemy w stanie zapewnić państwu bezpieczeństwa zdrowotnego ani ratować państwa życia - mówiła w TOK FM Anna Bazydło, wiceszefowa Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Podała, że niewykluczona jest ostrzejsza forma protestu medyków.
Zobacz wideo

We wtorek, w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie, odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli protestujących medyków z rządem. Wiceminister zdrowia Piotr Bromber ocenił, że rozmowy były "merytoryczne", ale że dalej trwa "szukanie kompromisu". - Są punkty, w których, można by powiedzieć, w pełni usatysfakcjonowana jest jedna i druga strona. Pozostaje kwestia doszczegółowienia pewnych rozwiązań formalnoprawnych - mówił. Następne spotkanie jest planowane na najbliższy czwartek.

W TOK FM rozmowy z resortem zdrowia komentowała Anna Bazydło - wiceszefowa Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Jak podała, ministerstwo przychyla się do wysuwanych przez medyków postulatów "formalno-prawnych", jak na przykład ochrona należna funkcjonariuszom publicznych, która miałaby przysługiwać także osobom wykonującym świadczenia zdrowotne. 

Wciąż nie udało się jednak osiągnąć porozumienia co do kwestii finansowych, a to właśnie one są dla medyków kluczowe. Protestujący domagają się nie tylko podwyżek, ale przede wszystkim realnego wzrostu wyceny świadczeń, ryczałtów i tzw. "dobokaretki", a także zatrudnienie dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego.

- Poprawa finansowania świadczeń zdrowotnych i całego systemu ochrony zdrowia nie wiąże się tylko i wyłącznie z naszymi roszczeniami finansowanymi, jeśli chodzi o wynagrodzenia. Pojawia się istotna kwestia społeczna - zwracała uwagę Anna Bazydło. - Społeczeństwo polskie się starzeje, coraz więcej osób wymaga pomocy [zdrowotnej] i świadczeń, które z roku na rok stają się coraz droższe. Państwo też to widzicie. Drożeją media, transport, a to też jest wliczone w nasze świadczenia - dodała. 

Rozmówczyni Karoliny Lewickiej podkreślała, że zwiększanie finansowania jest po prostu wpisane w system ochrony zdrowia i nawet jeśli chciałoby się go utrzymać na takim samym poziomie - również trzeba do niego dopłacić (bo wszystko drożeje). - A my chcemy zwrócić uwagę, że zaniedbania są tak narastające i tak długo trwające, że bez znacznego wzrostu finansowania w chwili obecnej, nie będziemy w stanie zapewnić państwu bezpieczeństwa zdrowotnego ani ratować państwa życia - przekonywała medyczka. - Chcielibyśmy, żebyście państwo mieli zapewnione minimum bezpieczeństwa zdrowotnego, ponieważ dalsze niedofinansowanie tego sektora jest po prostu niebezpieczne - dodała.

Dopytywana przez prowadzącą o możliwość zaostrzenia protestu, jeśli z rządem nie da się dogadać - Anna Bazydło przyznała, że jest to scenariusz prawdopodobny. - My ze swojej strony, jako osoby wykonujące zawody medyczne, nie chcielibyśmy szantażować rządu państwa bezpieczeństwem. W chwili obecnej czujemy się sami zakładnikami funkcjonującego systemu. Wielokrotnie jesteśmy zestawiani z tragediami ludzkimi, z jakimi się stykamy w pracy i przychylamy się do tego, by nieść pomoc nawet po godzinach - mówiła. - Nie chcielibyśmy doprowadzać do eskalacji, w wyniku której konieczne będzie odejście z naszych miejsc pracy. Jednak mamy świadomość, że sytuacja jest naprawdę graniczna i potrzebujemy dużej uwagi i większych zasobów do rozwiązania tego impasu - dopowiedziała.

DOSTĘP PREMIUM