IV fala pandemii rozpędza się coraz bardziej. "Przestaliśmy się bać, że się zakazimy"

Ministerstwo Zdrowia odnotowało najwięcej zachorowań na COVID-19 od maja i ich wzrost o 70 proc. w porównaniu z ubiegłym tygodniem. Jak mówiła w TOK FM dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego, to konsekwencja tego, że Polacy przestali się bać pandemii i uznali, że "koronawirus nie istnieje".
Zobacz wideo

W środę resort zdrowia poinformował o 2085 nowych przypadkach zakażeń koronawirusem. To najwięcej zachorowań na COVID-19 od maja i ich wzrost o 70 proc. w porównaniu z ubiegłym tygodniem. W czwartek liczba nowych zachorowań także przekroczyła 2 tysiące. - To już bardzo szybko migająca czerwona lampka - ocenił wiceminister zdrowia Waldemar Kraska.

Sprawdzają się więc prognozy dotyczące przebiegu epidemii opracowane przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Według ich wyliczeń, jeszcze w październiku możemy odnotować nawet 5 tys. zakażeń koronawirusem dziennie. Członkini tego zespołu dr Aneta Afelt tłumaczyła w TOK FM, dlaczego w Polsce następuje skokowy wzrost zakażeń koronawirusem. - Kiedy w grudniu ubiegłego roku zaczęły się w Polsce szczepienia, byliśmy optymistycznie nastawieni. Mieliśmy nadzieję, że one pozwolą nam szybko przejść do spokojnego życia bez pandemii. Mieliśmy nadzieję, że jako społeczeństwo podejdziemy odpowiedzialnie do szczepień, ale okazało się, że tak nie jest - stwierdziła i przypomniała, że wciąż około 40 proc. naszego społeczeństwa się nie zaszczepiło.

Polacy nie przestrzegają zasad

Podkreśliła, że w poprzednich odsłonach pandemii COVID-19 Polacy bali się, że się zakażą. - Wtedy zachowywaliśmy się bardzo rozsądnie, ale jesienią i na wiosnę stwierdziliśmy, że koronawirus nie istnieje - wyjaśniała. Jak dodała, na wzrastającą liczbę zakażeń wpływa też to, że Polacy nie przestrzegają podstawowych zaleceń epidemiologicznych, jak np. noszenie prawidłowo założonych maseczek.

Jej zdaniem, specyfiką IV fali koronawirusa jest to, że do szpitala trafiają i będą trafiali niezaszczepieni. - Miejmy nadzieję, że ta fala będzie się rozwijała mniej dynamicznie i nie przekroczymy limitów dostępnych w szpitalach łóżek. Przy czym spójrzmy na województwo lubelskie, tam już jest zajętych 55 proc. dostępnych łóżek w szpitalach - zauważyła.

Wskazała również, że we Francji opanowano sytuację epidemiologiczną, wprowadzając ograniczenia w dostępie do usług (np. kin i restauracji) dla niezaszczepionych. Natomiast polski rząd - mimo szybko rosnącej liczby nowych zakażeń i ciągle małego zainteresowania szczepieniami - nie decyduje się na wprowadzanie drastyczniejszych obostrzeń. Skutkiem może być to, że będzie brakowało miejsc w szpitalach. - Jeśli przeciążymy system opieki zdrowotnej koniecznością leczenia chorych na COVID-19, to po raz kolejny ograniczymy dostęp do opieki zdrowotnej wszystkim chorym - podsumowała specjalistka z zespołu naukowców UW z Centrum Technologii Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego.

DOSTĘP PREMIUM