Legalna aborcja w Polsce nadal jest możliwa. "Choć to tylko kropla w morzu potrzeb"

Pracujemy trzykrotnie więcej niż przed rokiem. Lekarze odmawiają osobom legalnej aborcji, zniechęcają do badań prenatalnych. To igranie z życiem kobiet w naszym kraju - mówiła w TOK FM Kamila Ferenc, prawniczka z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Zobacz wideo

Minął rok od decyzji kierowanego przez Julię Przyłębską Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji. 22 października 2020 roku Trybunał uznał, że przepis pozwalający na przerwanie ciąży, gdy badania wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, jest niezgodny z Konstytucją.

Jak mówiła w TOK FM Kamila Ferenc, prawniczka z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, aktywiści pomagający osobom w potrzebie musieli opracować nowe metody działania. – Bo życie nie znosi próżni. Osoby w ciąży, w której nie chcą być, chciały uzyskać dostęp do aborcji. Ile to kosztuje, gdzie się odbywa. Temu musiałyśmy sprostać – wskazywała Ferenc.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Wyjaśniała, że gdy osoby w potrzebuje zgłaszają się do jej organizacji, to otrzymują informację o możliwościach dokonania aborcji. – Farmakologiczne, w domu, przy pomocy tabletek. W grę wchodzi też wyjazd za granicę. I jest też trzecia opcja – mówiła gościni TOK FM.

Ferenc tłumaczyła, że w Polsce nadal można dokonać legalnej aborcji w szpitalu, która wynikałaby z przesłanki dotyczącej zagrożenia życia lub zdrowia kobiety. - Chodzi też o zdrowie psychiczne. To zawsze osoba w potrzebie decyduje o formie, którą wybierze. Gdy dowiaduje się, że płód ma ciężką i nieodwracalną wadę, może przejść konsultacje psychiatryczną. Mamy listę lekarzy i lekarek psychiatrii, którzy są przyjaźni kobietom i szanują ich prawa. Wtedy z zaświadczenie z konsultacji można się udać do rekomendowanego przez nas szpitala, żeby mieć pewność o uszanowaniu woli kobiety i dobrej opieki – wyjaśniała Kamila Ferenc.

Opowiadała też, że w ostatnim roku jej organizacji udało się pomóc w 300 aborcjach w wyniku tej przesłanki. - Chociaż to tylko wyjątek od pewnej złej normy w kraju i kropla w morzu potrzeb – opowiadała prawniczka i dodawała nie zdradzi adresów przyjaznych szpitali na antenie, bo nie chce, żeby pojawiły się tam "płodobusy" i antyaborcyjni aktywiści.

Zmiany na gorsze

Ferenc ubolewała, że po ubiegłorocznym orzeczeniu TK sytuacja kobiet w Polsce zmieniła się zdecydowanie na gorsze. – Nie chodzi tylko o dostęp o aborcji, ale też choćby do badań prenatalnych. Lekarze zniechęcają do testów, mówią: po co to teraz pani. Znam różne historie. Osoby w ciąży miały choroby onkologiczne, zakrzepicę, ciąża była pozamaciczna. Ich życie było zagrożone, szanse na urodzenie żywego dziecka były zerowe. W takich sytuacjach jedynym ratunkiem jest aborcja. Jednak jest coraz więcej przypadków, kiedy lekarze odmawiają terminacji ciąży i wolą czekać, aż ta sama obumrze. Nie chcą się podejmować zabiegu. W Polsce tematu aborcji nie ma, co jest nie tylko bezprawne, ale też okrutne. To igranie z życiem kobiet w naszym kraju – opowiadała aktywistka.

Prawniczka wskazywała, że całościowy obraz sytuacji w Polsce jest taki, iż "kobieta to twór do rodzenia dzieci, inkubator". – A to kobieta jest podmiotem praw człowieka i wolności konstytucyjnej. Płód jest potencjałem na człowieka, ale nie ma aż takiej ochrony. To jakieś pomieszanie porządków. Jedynym pozytyw jest taki, że sieci pomocowe działają bardzo prężnie i są opcje, żeby bezpiecznie i legalnie zdecydować o swoim życiu – podsumowała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM