IV fala szaleje, ale rząd nie zamierza zamknąć szkół. "Większe szkody niż korzyści"

Jeśli dziecko jest chore, to nie przychodzi do szkoły. Były epidemie grypy, zdarzało się, że pół klasy było nieobecne, ale nikt nie mówił o zamykaniu szkół czy nauce hybrydowej - przekonywała w TOK FM prof. Magdalena Marczyńska z Rady Medycznej przy premierze.
Zobacz wideo

Naszą intencją nie jest wprowadzanie kolejnego lockdownu, na który Polska nie bardzo może sobie pozwolić. Decyzje będą zapadać na początku listopada. Musimy mieć jasność co do przebiegu rozwoju pandemii w ostatnim tygodniu października, ale szkół nie zamkniemy - mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Adam Niedzielski, minister zdrowia. W poniedziałek resort informował o  2 950 nowych przypadkach koronawirusa, czyli prawie 100 procent więcej, niż tydzień temu.

Jak mówiła w TOK FM prof. Magdalena Marczyńska z Rady Medycznej przy premierze, faktycznie w ostatnich tygodniach widać znaczny wzrost liczby zakażeń. - Służba zdrowia w Lubelskiem i na Podlasiu dochodzi do granic wydolności. Mówiliśmy (na radzie - red.) o możliwościach jakiś ograniczeń, choć na pewno nie o lockdownie. (…) Padały nawet sugestie, żeby np. zamknąć galerie handlowe w tamtych rejonach, jednak z rządu popłynęło zapewnienie o większym egzekwowaniu nakazu zasłaniania nosa i ust w pomieszczeniach i sprawdzaniu limitu osób w tych miejscach. Patrole policji mają być wzmocnione funkcjonariuszami policji - mówiła ekspertka.

Zgodziła się z ministrem Niedzielskim, że zamykanie szkół to zły pomysł. - Dzieci chorują łagodniej. Wiadomo, tam gdzie opiekunowie i nauczyciele nie są zaszczepieni, to tam chorują też dzieci. Jednak wszyscy stanowimy źródło infekcji. Szkody, które wyrządziło zamykanie szkół, są zbyt duże w porównaniu do korzyści z tego płynących - podkreślała gościni TOK FM.

Zaznaczała, że od początku pandemii miała w tej sprawie taką opinię. - Jeśli dziecko jest chore, to nie przychodzi do szkoły. Były epidemie grypy, zdarzało się, że pół klasy było nieobecne, ale nikt nie mówił  o zamykaniu szkół czy nauce hybrydowej. To zakażenie nie trwa długo. Dzieci wracają po przechorowaniu i nic się nie powinno dziać - argumentowała ekspertka.

Profesor Marczyńska mówiła też, że w kontekście ograniczeń dla osób niezaszczepionych należałoby odwrócić cały dialog. - To powinny być przywileje dla zaszczepionych, których nie trzeba aż tak chronić. To działanie prospołeczne. Tak samo mówimy o obowiązku szczepienia pracowników medycznych. Bo powinniśmy być odpowiedzialni nie tylko dla siebie, ale dla innych. W trakcie rozmów rady to znajduje zrozumienie. Na razie nie znalazło odbicia w decyzjach - przyznała członkini rady przy premierze.

DOSTĘP PREMIUM