"Gdyby któryś z polityków musiał rozmawiać z rodzicami głęboko uszkodzonego płodu, to zamknąłby buzię"

Bardzo łatwo jest być politykiem, chlapać jęzorem na prawo i lewo i opowiadać dyrdymały. Natomiast życie jest tu i teraz. Gdyby któryś z tych polityków musiał porozmawiać z którąś ze zgwałconych pacjentek albo z rodzicami głęboko uszkodzonego płodu, to by po prostu zamknął buzię - mówił w TOK FM dr Maciej Socha, specjalista ginekologii i położnictwa, ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku.
Zobacz wideo

We wrześniu w szpitalu w Pszczynie zmarła 30-letnia kobieta będąca w 22. tygodniu ciąży. Według rodziny pani Izabeli lekarze nie wykonali na czas koniecznej aborcji (płód obumarł w szpitalu), a przez to życie kobiety znalazło się w bezpośrednim zagrożeniu. Według pełnomocniczki rodziny to efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed roku, który niemal całkowicie zakazał aborcji w Polsce.

Jak mówił w TOK FM specjalista ginekologii i położnictwa dr n. med. Maciej Socha, podobne tragiczne wydarzenia miały, mają i będą mieć miejsce w naszym kraju. - To, co się stało w Pszczynie, jest trochę takim skupieniem, jak w soczewce, tego, o czym mówiliśmy jako lekarze i eksperci. Już pięć lat temu śp. profesor Romuald Dębski wspominał, że jeśli przyjmiemy restrykcyjne prawo promowane wtedy przez Ordo Iuris, to przyjdzie taki czas, że lekarze będą się bali pomagać pacjentkom - przypomniał ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku - kierownik Katedra Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Dopytywany, czy sam boi się swoim pacjentkom pomagać, odpowiedział: "Jako lekarz mogę działać tylko i wyłącznie na podstawie i w granicach prawa". - Mogę zrobić tylko to, na co pozwala mi mój rząd, płatnik, szpital, w którym pracuję - dodał rozmówca Macieja Głogowskiego.

"Konsekwencję ryzyk ponoszą pacjentki"

Dr Socha wskazał, że lekarze - podejmując decyzje dotyczące pacjentek - nigdy nie są w stanie przewidzieć wszystkiego. Zawsze jest jakieś ryzyko, że pojawią się komplikacje. - Niestety konsekwencję tych ryzyk, jeśli się one ziszczą, ponoszą pacjentki. Niemniej jednak my nie możemy występować ponad pewne uregulowania. Nie możemy robić więcej, niż nam pozwolono. Jeśli zatem pacjentka prosi o terminację ciąży, a prawo na to nie pozwala, to my zwyczajnie tego zrobić nie możemy - podkreślił.

Lekarz przyznał, że w zasadzie każdego dnia boi się o to, że w drzwiach jego gabinetu stanie kobieta, w przypadku której pozytywne zakończenie ciąży można traktować tylko w kategoriach cudu. I choć dobrze wie, jak beznadziejne są w tej sytuacji rokowania - może jedynie poinformować pacjentkę o zaistniałej sytuacji i przepisać leki, bo tylko na to pozwalają możliwości diagnostyczno-terapeutyczne. - Ja nie mogę zakończyć przedwcześnie takiej ciąży - powtórzył lekarz.  

Zakaz aborcji w Sejmie. "Propozycja tortur"

Obecne regulacje dotyczące możliwości przeprowadzenia aborcji to dla radykałów za mało. W Sejmie jest projekt ustawy, który zakłada zaostrzenie przepisów i wprowadzenie bezwzględnego zakazu przerywania ciąży. Zaledwie kilka dni temu projekt został przez marszałek Elżbietę Witek skierowany do pierwszego czytania w Sejmie. Jego autorem jest fundacja Pro - Prawo do życia, której założycielem jest Mariusz Dzierżawski. To ta fundacja od lat m.in. wystawia obok szpitali banery, samochody oklejone antyaborcyjnymi plakatami. Jej "dziełem" są też słynne homofobiczne furgonetki, które pojawiły się w kilku polskich miastach.

Projekt złożony w Sejmie zakłada, że np. za usunięcie ciąży pochodzącej z gwałtu (polskie prawo dopuszcza taką możliwość) grozić będzie do 25 lat więzienia. Dodajmy, że za gwałt polskie prawo przewiduje do 12 lat więzienia.

- Dla mnie te przepisy to jest propozycja tortur. To jest ogromny brak szacunku dla kobiet - tak gość TOK FM ocenił najnowszy projekt zwolenników całkowitego zakazu aborcji.

- Myślę sobie, że bardzo łatwo jest być politykiem i - proszę wybaczyć - chlapać jęzorem na prawo i lewo, i opowiadać te swoje dyrdymały. Natomiast życie jest tu i teraz. Gdyby któryś z tych polityków musiał porozmawiać z którąś ze zgwałconych pacjentek albo z rodzicami głęboko uszkodzonego płodu z nieodwracalnymi wadami, to by po prostu zamknął buzię i głęboko zastanowił się nad tym, co mówi - komentował dr Maciej Socha.

Praca jak... chodzenie po polu minowym

Lekarz, pytany na koniec rozmowy, czy myślał o tym, by odejść z zawodu, odparł krótko: "Nie, nigdy". Przyznał jednak, że zna wielu lekarzy, którzy taką decyzję podejmują.  - Nie jest tajemnicą, że zrobienie specjalizacji z położnictwa i ginekologii powoduje, że po pewnym czasie lekarze decydują, że chcą pracować tylko w poradni ginekologicznej i zajmować na przykład tylko endokrynologią, ale nie chcą się zajmować położnictwem. Boją się tego obciążenia, konsekwencji i trudu materii, z którą pracujemy - wyjaśnił lekarz. I podkreślił, że zwłaszcza teraz położnictwo jest trochę jako chodzenie po polu minowym. 

Dr Socha przyznał też, że on nie boi się swojej pracy i możliwych konsekwencji. Jak mówił, kiedy podejmuje jakąś trudną decyzję, robi wszystko, by była ona bardzo dobrze uzasadniona. - Ale za każdym razem, kiedy trafia do nas pacjentka, której odmawiam aborcji, bo muszę, bo nie mogę narazić siebie i swojego zespołu na konsekwencje prawne, to trochę we mnie umiera takiej polskości i patriotyzmu - podsumował.

Słuchaj całej rozmowy!

Minister zdrowia zleca kontrolę

Sprawę śmierci kobiety wyjaśnia już prokuratura. Ponadto minister zdrowia zlecił prezesowi NFZ przeprowadzenie kontroli sytuacji w szpitalu w Pszczynie – poinformował we wtorek rzecznik resortu Wojciech Andrusiewicz.

Przedstawiciele szpitala przekonują, że "jedyną przesłanką kierującą postępowaniem lekarskim była troska o zdrowie i życie Pacjentki oraz Płodu". "Lekarze i położne zrobili wszystko, co było w ich mocy, stoczyli trudną walkę o Pacjentkę i jej Dziecko" – zapewnia w oświdczeniu placówka. 

DOSTĘP PREMIUM