Lockdown w Austrii. "Spróbuj zabrać wiedeńczykowi sznycla, to zobaczysz, na jakie poświęcenie go stać"

Policja się buntuje i mówi, że nie ma ludzi do sprawdzania. Wszyscy jesteśmy ciekawi, jak to w praktyce będzie wyglądało - tak o lockdownie w Austrii mówiła w TOK FM mieszkająca w Wiedniu Marta Guzowska. W stolicy Austrii obostrzenia zaczęły się de facto dzień później, bo z racji święta patrona Wiednia i tak wiele instytucji było w poniedziałek zamkniętych.

Z powodu wysokiego poziomu zakażeń koronawirusem od poniedziałku w Austrii obowiązują poważne obostrzenia dotyczące osób niezaszczepionych. Zgodnie z decyzją rządu, takie osoby mogą wychodzić jedynie do pracy, lekarza i do sklepu spożywczego. W grę wchodzi też wyprowadzanie psa.

- Jestem szalenie ciekawa, jak to będzie egzekwowane. Policja się buntuje i mówi, że nie ma ludzi do sprawdzania. Wszyscy więc jesteśmy ciekawi, jak to w praktyce będzie wyglądało - mówiła w TOK FM mieszkająca w Wiedniu archeolożka i pisarka Marta Guzowska, która jest już po trzeciej dawce szczepionki przeciwko COVID-19.

Jak wyjaśniła, w stolicy Austrii obostrzenia zaczęły de facto obowiązywać dzień później. Bo poniedziałek był dniem patrona Wiednia - św. Leopolda. Z tego powodu wiele instytucji było zamkniętych.

Gościni TOK FM zwróciła uwagę na najwyższą z kar za nieprzestrzeganie obostrzeń. - Wynosi ona 1450 euro, a 1450 to numer tzw. telefonu covidowego. Faktem jest więc, że władze Austrii mają poczucie humoru - oceniła.

Czy Austriacy zbuntują się przeciwko obostrzeniom?

Guzowska uważa, że w Austrii raczej nie powinno być masowych protestów po wprowadzeniu restrykcyjnych obostrzeń. Jak mówiła, już w poniedziałek odbyła się w Wiedniu demonstracja antyszczepionkowców. - Jak poinformowały gazety, była spokojna i  nieliczna - podkreśliła.

Rozmówczyni Adama Ozgi mówiła, że jeszcze przed wprowadzeniem lockdownu "dużo Austriaków rzuciło się do punktów szczepień". - Co uważam za zabawne, no bo czego takiego wcześniej się obawiali, skoro teraz nagle przestali i chcą się szczepić. Ale jak podsumowała moja znajoma: "Spróbuj zabrać wiedeńczykowi jego sznycla, to zobaczysz, na jakie poświęcenie go stać". Sama widziałam w sobotę w centrum handlowym gigantyczną kolejkę. Bardzo się zainteresowałam, za czym w dzisiejszych czasach stoi taka kolejka - okazało się, że stała po szczepionkę - opowiadała mieszkająca w Wiedniu archeolożka i pisarka.

Austrię od Polski różni nie tylko wprowadzanie obostrzeń dla osób, które się nie zaszczepiły. Zupełnie inaczej Austriacy rozwiązali też sprawę testów. - Bardzo wiele miejsc pracy i wszystkie szkoły wymagają testów. I to są testy trzy razy w tygodniu, więc nie ma przebacz - mówiła Guzowska. I dodała, że w Austrii obywatele mają bardzo ułatwioną sytuację. - W każdym landzie jest inaczej, ale w Wiedniu mamy w domu testy PCR, które wykonujemy przed kamerą, a potem wrzucamy do specjalnej skrzynki w sklepie spożywczym. I do wieczora dostajemy wynik na komórkę. To wszystko jest za darmo. To jest niesamowicie wygodne i łatwe. Nie ma więc pretekstu ekonomicznego, że testy są za drogie - podkreśliła gościni TOK FM.

W Austrii podczas pierwszego dnia obostrzeń dla osób niezaszczepionych (w poniedziałek) stwierdzono 11 889 nowych zakażeń koronawirusem. "To więcej niż kiedykolwiek wcześniej na początku tygodnia" – informował portal Vienna Online.

DOSTĘP PREMIUM