Dostał telefon ze szpitala z innego miasta, czy ma miejsce pod respiratorem. Nie miał. "System jest na granicy wydolności"

- Zaczyna się problem z dostępnością stanowisk intensywnej terapii. Jeśli liczba pacjentów będzie rosła w takim tempie jak teraz, na pewno sparaliżuje to nasz system - mówi dr Jacek Górka z Krakowa. Przyznaje, że już na jednym z dyżurów miał telefon ze szpitala z innego miasta z pytaniem, czy ma miejsce pod respiratorem. Nie miał.
Zobacz wideo

W środę resort zdrowia poinformował o blisko 25 tys. nowych zakażeń na COVID-19 i 463 zgonach. To najwyższy dobowy przyrost w czwartej fali epidemii. Jednak specjaliści zwracają uwagą, że rzeczywistych zachorowań może być jeszcze więcej. Farmaceuta Łukasz Pietrzak na Twitterze szczegółowo analizuje kolejne dane. Jak pisze, obecnie dobowy odsetek pozytywnych testów - średnia w kraju - wynosi 23,11 proc. Na Lubelszczyźnie i na Podlasiu - jest to ponad 30 proc. "Skala niedoszacowania zakażeń jest ogromna" - przekonuje.

- Sytuacja jest coraz bardziej poważna - mówi nam dr Jacek Górka, specjalista chorób wewnętrznych, w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii, który pracuje w Szpitalu Wojskowym w Krakowie. Przyznaje, że znów - tak jak przy trzeciej fali - ma obawy, że nie będzie mieć respiratora, do którego mógłby podłączyć pacjenta.

- W Małopolsce zaczyna się to, co widzieliśmy wcześniej, czyli problem z dostępnością stanowisk intensywnej terapii i podobne dylematy, które mieliśmy - przyznaje dr Górka. Podkreśla, że samo uruchamianie kolejnych łóżek respiratorowych niewiele da. - Oddziały intensywnej terapii są oddziałami o skończonej liczbie łóżek. Nawet jeśli respiratorów byłoby coraz więcej, musi przecież być personel, który będzie potrafił je obsługiwać - zwraca uwagę. Dodaje, że tego nie da się nauczyć z dnia na dzień. Przyznaje też, że już na jednym z dyżurów miał telefon ze szpitala z innego miasta z pytaniem, czy ma miejsce pod respiratorem. Nie miał. - Wiem, że udało się takie miejsce znaleźć, gdzieś poza Krakowem - opowiada.

Lekarz podkreśla, że uruchamianie kolejnych łóżek covidowych w szpitalach spowoduje, że ucierpią na tym inni chorzy, niezakażeni koronawirusem. Bo znaczna część lekarzy i pielęgniarek będzie musiała przejść na oddziały covidowe. Tymczasem pacjentów choćby z nowotworami jest coraz więcej i - w związku ze zwiększoną liczbą chorych z koronawirusem - mogą oni teraz dłużej czekać m.in. na operacje.

Szpitale uruchamiają łóżka covidowe. Co z pozostałymi chorymi?

Dla przykładu, krakowski Szpital Uniwersytecki już wstrzymał przyjęcia pacjentów. Odwoływane są zabiegi planowe, a placówka - poza chorymi na koronawirusa - przyjmuje tylko pacjentów onkologicznych i tych wymagających natychmiastowej pomocy. - Tworząc łóżka covidowe, placówka automatycznie ogranicza liczbę miejsc dla pozostałych pacjentów - wyjaśnia Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego.

W kolejnych miastach szpitale uruchamiają łóżka covidowe na coraz większą skalę. Między innymi szpital tymczasowy w Poznaniu zwiększa liczbę łóżek dla zakażonych koronawirsuem. W tej chwili są tam 122 miejsca, a niebawem pojawi się kolejny moduł i prawie 30 dodatkowych miejsc.

Podobnie jest w szpitalu tymczasowym w Lublinie - tu uruchomiono już kolejne moduły, w tym respiratorowy. Obecnie jest tu 126 pacjentów, w tym 118 na oddziale internistycznym i 8 pod respiratorem.

Od środy także w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Janusza Korczaka w Słupsku uruchomiono drugi oddział izolacyjny dla osób zakażonych COVID-19. Decyzję o zwiększeniu liczby łóżek o 25 wydał wojewoda pomorski.

56 łóżek zostanie uruchomionych w pierwszym etapie w Szpitalu Tymczasowym przy ul. Rakietowej we Wrocławiu, zarządzanym przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu. Placówka zacznie działać w czwartek. Lekarze w całej Polsce zwracają uwagę, że większość chorych na COVID-19 to dziś osoby niezaszczepione.

Co zawiodło? Dlaczego jest tak źle?

Zdaniem dra Jacka Górki to, co zawiodło, to fakt, iż edukacja dotycząca szczepionek nie była powszechna i nie była dostępna. - Owszem, były kampanie dotyczące szczepień, ale nikt w prosty sposób nie próbował wytłumaczyć ludziom, dlaczego warto się szczepić, jak działają szczepionki, jaki jest cel ich stosowania, co dają - mówi lekarz.

Przyznaje, że zdarza się, że udaje mu się pacjenta przekonać do szczepienia. - Często są to chorzy, którzy trafiają na SOR już z COVID-19. Wiedzą, czym jest duszność i ból w klatce piersiowej. Mówią wtedy, że dziś podjęliby inną decyzję, że po chorobie na pewno się zaszczepią - mówi lekarz. Tyle, że najpierw taki pacjent musi wyzdrowieć. Zaszczepić można się dopiero 30 dni po zakażeniu.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM