IV fala pandemii zbliża się do szczytu, a na horyzoncie jest już V. Jak będzie wyglądać?

Zbliża się szczyt IV fali pandemii. Czy rządowe prognozy dotyczące poziomu zachorowań się sprawdzą? I jak przebiegać będzie V fala? O tym mówił w TOK FM dr Franciszek Rakowski zajmujący się tworzeniem matematycznych modeli rozwoju epidemii.
Zobacz wideo

W środę resort zdrowia poinformował o ponad 24 tysiącach nowych zakażeń koronawirusem. To rekord od początku IV fali pandemii i o blisko 4 tysiące więcej niż przed tygodniem. Według danych resortu zdrowia minionej doby z powodu koronawirusa zmarły 463 osoby - to też najwyższy wynik tej fali. 

Rząd przewiduje, że szczyt zachorowań nastąpi na przełomie listopada i grudnia. Wówczas będziemy notować między 25-30 tysięcy nowych przypadków dziennie. Jak mówił w TOK FM dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW, te prognozy pokrywają się z wyliczeniami naukowców. - Ten szczyt może być kilka dni później, bardziej na początku grudnia - zaznaczył.

Zdaniem dr. Rakowskiego, kilka dni po szczycie zachorowań dotrzemy do pułapu 30-33 tysięcy zajętych łóżek covidowych, czyli blisko dwa razy więcej niż obecnie zajmują chorzy.  

Blisko odporności stadnej 

Adam Ozga, prowadzący audycję, pytał eksperta, czy w grudniu możemy spodziewać się tego, że IV fala pandemii w sposób samoistny wygaśnie. Dr Rakowski odpowiedział twierdząco. - Jesteśmy w ostatniej fazie tego całego wydarzenia epidemicznego. Dochodzimy do odporności stadnej. W tej chwili szacujemy, że jest to poziom 80 proc. odporności społecznej. A dynamika tej fali jest taka, że przekroczymy 90 proc. - wyjaśniał ekspert.

Co nie oznacza, że nie będzie V fali pandemii. - Tylko, że ona będzie wyglądała inaczej niż pierwsza, druga czy trzecia, kiedy całe społeczeństwo było podatne na wirus. Teraz obserwujemy falę mieszaną. Mamy jakieś 25 proc. społeczeństwa, czyli 10 milionów osób bez przeciwciał, oni najczęściej chorują. Do tego dochodzą zakażenia osób po szczepieniu lub tych, które przechorowały. Kolejna fala będzie zatem dotyczyły osób, które już jakiś kontakt z tym koronawirusem miały. Przez to najprawdopodobniej będzie miała mniejszy wpływ na najważniejsze współczynniki, takie jak liczba hospitalizacji i zgonów - tłumaczył dr Rakowski.

Zaznaczał jednocześnie, że wiele zależy od tego, jak będzie się zachowywała nasza odporność i czy wirus nie zmutuje. - Myślę, że jest porządna nadzieja na to, że przeciwciała, które w sobie mamy,  uzupełniane kolejnymi szczepieniami, sprawią, że takich konsekwencji zdrowotnych jak w ostatnich kilkunastu miesiącach nie będziemy doświadczali - mówił w TOK FM naukowiec. 

DOSTĘP PREMIUM