Lekarz z Lublina: Długo czekałem, żeby prawidłowo zaszczepiony pacjent z COVID-19 trafił na OIOM

- Długo czekałem na pacjenta, który został prawidłowo zaszczepiony i trafił na nasz oddział. Minęły aż 2 miesiące od początku IV fali, gdy go zobaczyłem. Na 20 niezaszczepionych pacjentów widzimy 1 zaszczepionego - mówił w TOK FM prof. Mirosław Czuczwar z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Zobacz wideo

W ostatnich miesiącach Polska rozpadła się na dwie rzeczywistości - zauważył w TOK FM prof. Mirosław Czuczwar, kierownik II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. - W jednej funkcjonują ludzie, którym wydaje się, że pandemii nie ma albo jest niegroźna, więc ostentacyjnie negują koronawirusa i proste zalecenia jak: dystansowanie się, noszenie maseczek, dezynfekcja rąk. Drugą rzeczywistość obserwują medycy, którzy zawodowo zajmują się pacjentami z COVID-19. Nasze oddziały okupują osoby, które negowały pandemię. Umierają, a nawet jak uda im się przeżyć, to są własnymi cieniami, bo nie mogą samodzielnie funkcjonować - mówił ekspert.

Jak dodał, mniej więcej połowa Polaków się zaszczepiła, druga połowa nie ma zamiaru tego zrobić. - Obydwie grupy okopały się na swoich pozycjach i się bacznie obserwują, co kosztuje życie wielu Polaków, którzy mogliby spokojnie żyć, gdyby tylko się zaszczepili. Pytanie, dlaczego znaczna część naszej populacji nie zauważa, że zagrożenie jest realne i dotyczy praktycznie każdego Polaka - zastanawiał się prof. Czuczwar.

Zwrócił uwagę, że to zagrożenie w minimalnym stopniu dotyczy zaszczepionych. Potwierdzają to ogólnopolskie dane Ministerstwa Zdrowia, według których zaledwie 0,77 proc. osób w pełni zaszczepionych przeciw COVID-19 zostało zakażonych, a wśród wszystkich zgonów osób zakażonych koronawirusem tylko 4,5 proc. stanowiły osoby zaszczepione.

- Długo czekałem na pacjenta, który został prawidłowo zaszczepiony i trafił na nasz oddział. Minęły aż 2 miesiące od początku IV fali, gdy go zobaczyłem. Do teraz na oddziale intensywnej terapii widzieliśmy 2 bądź 3 pacjentów zaszczepionych, a niezaszczepionych było już kilkudziesięciu. Na 20 niezaszczepionych pacjentów widzimy 1 zaszczepionego - stwierdził.

Śmiertelność w IV fali wynosi ok. 80 proc.

Na pytanie, jak niezaszczepieni tłumaczą swoją decyzję o nieprzyjęciu wakcyny, odpowiedział, że zwykle nie są w stanie tego uargumentować, bo są podłączeni do respiratorów. - Przyjmują też silne leki znoszące ból i świadomość, więc nie są w stanie nic powiedzieć. Poza tym zdecydowana większość z nich umiera, bo śmiertelność w tej fali jest zdecydowanie wyższa niż w poprzednich i wynosi ok. 80 proc. - powiedział gość TOK FM.

Jak dodał, kilku jego pacjentów, którzy ciężko przechorowali COVID-19 i przeżyli, tłumaczyli, że nie przyjęli szczepionki, bo "byli głupi". - Jedną panią nastraszyła sąsiadka, mówiąc, że szczepionka jest niebezpieczna. Więc jeśli dla kogoś sąsiadka jest większym autorytetem niż lekarze i naukowcy, to ciężko kogoś takiego uważać za osobę inteligentną - ocenił.

Przyznał również, że działania polityków powinny zmierzać do tego, by "zaszczepionym ułatwić funkcjonowanie w pandemii, a niezaszczepionym - utrudnić obostrzeniami". - Ale brakuje woli politycznej, żeby to zrobić. Z tego powodu zaszczepiona część społeczeństwa jest zakładniczką fobii, strachów, ignorancji mniejszości, która jest niezaszczepiona i która pozostaje głośna, a ktoś z jakichś powodów jej słucha - stwierdził.

Kiedy pacjent z koronawirusem powinien zadzwonić na 112?

Zwrócił również uwagę, że część pacjentów z COVID-19 zbyt późno zgłasza się do szpitala, bo uważa, że "konieczność hospitalizacji na oddziale intensywnej terapii to jest wyrok śmierci". - To jest absolutnie nieprawda. To takie myślenie: "Jak się nie zgłoszę do szpitala, to będę miał większą szansę na przeżycie". Jeśli pacjent trafia do nas, gdy jest już umierający, to my naprawdę nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Techniki intensywnej terapii mogą ratować życie, tylko trzeba dać nam szansę - tłumaczył.

Kiedy trzeba więc dzwonić na 112? - Gdy mamy pogorszenie wydolności oddechowej, czyli czujemy duszność i nie jesteśmy w stanie wykonać najprostszych czynności. To świadczy o tym, że choroba postępuje w kierunku zapalenia płuc i na takim etapie chory bezwzględnie powinien dążyć do tego, by znaleźć się w szpitalu, bo to jest jeszcze ten moment, kiedy możemy pomóc. A jeśli niedotlenienie spowodowane upośledzeniem funkcji płuc dotknie innych narządów, to już nic nie mamy takiemu pacjentowi do zaoferowania - zakończył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM